Trochę z psychopaty, trochę z narcyza. Współczesny stalking ma się świetnie

Jest obok, gdy wychodzisz rano spod prysznica. Patrzy, jak jesz śniadanie. Idzie z tobą biegać do parku. Czeka po pracy. Zna twój rozkład dnia na pamięć, choć jesteś obcym człowiekiem. To nie miłość. To współczesny stalking. O jego najbardziej ekstremalnej formie jest jeden z najnowszych seriali Netflixa – "Ty".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Katarzyna skontaktowała się z policją, ale niewiele mogli dla niej zrobić
Katarzyna skontaktowała się z policją, ale niewiele mogli dla niej zrobić (Facebook.com, Fot: Katarzyna Mortoń)
WP

Ten psychologiczny thriller opowiada o młodym chłopaku, Joe Goldbergu, który zakochuje się w początkującej pisarce, Guinevere Beck. Jej życie, jak wielu innych osób, jest ciekawsze na zdjęciach niż w rzeczywistości. Dziewczyna chce być zauważona, często dzieli się zdjęciami i detalami na temat swojego życia. Joe zaczyna ją śledzić. Najpierw w mediach społecznościowych. Potem staje się jej cieniem na co dzień. Beck wchodzi w relacje z chłopakiem, który wkrótce awansuje ze stalkera na jej partnera. Krok po kroku odkrywa jego socjopatyczną stronę. Manipulacje, kłamstwa i mordowanie to nieodłączny element ich relacji.

Katarzyna Kucewicz mówi, że taka produkcja powinna nam przypomnieć o tym, że to, co publikujemy w internecie, może zostać niewłaściwie wykorzystane przez innych.

- Serial "Ty" pokazuje jak wiele można się o nas dowiedzieć z mediów społecznościowych – wyjaśnia psycholog. - Nie mamy nad tym kontroli. Rzeczywistość wirtualna uruchamia w wielu osobach wyobraźnię. Mężczyźni patrzą na Instagram obcej kobiety i myślą: "Jeśli ona wrzuca roznegliżowane zdjęcia, to pewnie szuka faceta. Więc ja będę tym facetem". Warto się z tym konfrontować. Pamiętajmy o zasadach bezpieczeństwa.

WP

Produkcja Netflixa daje do myślenia nie tylko dlatego, że jest ciekawą historią. Pokazuje ewolucję, którą przeszedł stalking dzięki mediom społecznościowym. Prześladowca może dowiedzieć się, co lubimy jeść, w którym banku mamy kartę, gdzie mieszkają nasi rodzice. Internet po raz kolejny pokazał, że wolność jednej osoby kończy się tam, gdzie zaczyna drugiego człowieka. Przekonało się o tym wiele kobiet.

Anastazja, Katarzyna i Justyna. Wszystkie padły ofiarami stalkerów. Każda z nich była nękana, ale ich historie potoczyły się zupełnie inaczej.

WP

Anastazja wpadła na niego w klubie. Poprosił ją do tańca. Za pierwszym razem się zgodziła, później już nie chciała. Nie zrozumiał odmowy. Chodził za nią, dopóki dziewczyna nie opuściła miejsca. Dzień później wybrała do innego warszawskiego klubu z przyjaciółką. A on przyszedł za nią, choć po raz pierwszy w życiu spotkał ją poprzedniego dnia. Prawdopodobnie czekał w okolicy, aż się pojawi. Zagadywał, nie dał się spławić. Cubano, Sketch, Park – w kolejnych warszawskich miejscach Anastazja wpadała na mężczyznę, który nie akceptował słowa nie. Aż przestała chodzić do klubów, bo za każdym razem czekał na nią stalker. Miała szczęście, bo na tym skończyła się jej historia. Choć takie zakończenia zdarzają się bardzo rzadko.

Podryw na nękanie

Katarzyna Mortoń to Polka mieszkająca w Belgii. Stalkingu doświadczyła już dwa razy. Za pierwszym razem była nękana przy pomocy mediów społecznościowych. Mężczyzna dzwonił na numer telefonu, który zdobył w internecie, wysyłał jej dziesiątki wiadomości. Twierdził, że chce się z nią spotykać. Żadne blokady ani wiadomości od znajomych Katarzyny nie pomogły. Policja przyjęła materiały dowodowe, ale była bezradna.

Druga historia wydarzyła się na ulicy. Nieznajomy mężczyzna pojawiał się w miejscu jej zamieszkania i zagadywał kobietę. A to o nazwę ulicy, a to o jej imię. Katarzyna zaczęła go coraz częściej widywać. Gdy szła ulicą, jechał za nią samochodem.

WP

- W pewnym momencie postawiłam na proaktywność. Gdy przejeżdżałam samochodem z kolegą obok mojego stalkera, on zatrzymywał się na środku ulicy, czekając, aż go miniemy - opowiada dziewczyna w rozmowie z WP Kobieta. - A jak mijaliśmy jego samochód, to błyskawicznie się chował.

Katarzyna skontaktowała się z policją, ale znów niewiele mogli dla niej zrobić.

- Powiedzieli, że coś się musi stać, żeby mogli zainterweniować. Zabrzmiało to, jakby najpierw musiało dojść do tragedii, żeby prawo mogło zadziałać. Jedyne, co mogłam zrobić, to zadzwonić na policję, gdy stalker mnie zaczepia. Nie wiem tylko, jak oni to sobie wyobrażają. Ten mężczyzna podchodził do mnie w odosobnionych miejscach, na pustych ulicach. Miałam go poprosić, żeby łaskawie zaczekał, gdy ja dzwonię na policję, żeby po niego przyjechali?

W końcu doszło do konfrontacji Katarzyny i jej stalkera. Kobieta miała już jego tablice rejestracyjne. Gdy po raz kolejny przejeżdżał obok niej samochodem, ona zadzwoniła po policjantów, którym udało się szybko przyjechać. Zareagowali błyskawicznie dzięki temu, że kobieta regularnie składała raporty w sprawie stalkera na policji. Dzięki nim policja mogła tak szybko zareagować. Znaleźli samochód stalkera i eskortowali go do Katarzyny, która poprosiła o konfrontację. W asyście policji kobieta spotkała się ze swoim prześladowcą.

WP

- Gdy usłyszał, że jego zachowanie było niewłaściwe, zapytał "to jak mam podrywać kobietę?". Zatkało nas. Policjanci zaczęli mu wyjaśniać, że na pewno nie w ten sposób. Nie na pustej ulicy. Nie śledząc. Nie czekając pod domem obcej osoby.

Argumenty policjantów odbijały się od mężczyzny jak od ściany. Na ich sugestie, że dziewczynę można poderwać w barze, wywracał oczami. W końcu Katarzynie udało się przemówić do niego innym argumentem. Zapytała się stalkera, jakby zareagował, gdyby przyszła do niego córka i powiedziała, że "4 razy jakiś obcy człowiek zagadywał mnie z samochodu, zawsze na pustych ulicach, potem pojawił się dwa razy pod moimi drzwiami". Zaczął rozumieć.

Policjanci wyjaśnili stalkerowi, że nie wolno mu się kontaktować z Katarzyną. Dostał ostrzeżenie, a jeśli nie będzie go przestrzegał, trafi do sądu. Katarzyna chciała tylko, aby zaprzestał nękania. Podała mu rękę.

WP

Był porywczy, ale wrażliwy

Katarzyna miała więcej szczęścia niż Justyna Mazur, blogerka, do której napisał obcy mężczyzna. Ona mieszkała wtedy w Krakowie, on - w Grudziądzu, ale zupełnie im to nie przeszkadzało. Po pewnym czasie pisali już po kilka godzin dziennie. On wysyłał jej zdjęcia nawet, gdy szedł wyrzucić śmieci. Marcin, bo tak się nazywał internetowy chłopak Justyny, miał 29 lat, trudne relacje z rodziną i siostrę Kasię.

W końcu Justyna miała się spotkać z Marcinem. Nie chciała nigdzie wyjeżdżać, więc zaprosiła go do swojego domu. Wysprzątała pokoje, wyrwała chwasty z ogródka, poszła na zakupy. Opowiedziała rodzinie o swoim nowym chłopaku.

Marcin nie przyjechał. Wysłał za to Justynie przeprosiny, usprawiedliwił się chorobą swojego psa - bernardyna. W ramach rekompensaty umówili się na długą, nocną rozmowę przez telefon. Podczas tej rozmowy Justyna opowiedziała mu swoje głęboko skrywane tajemnice. Marcin wiedział o jej problemach, niepowodzeniach i o rzeczach, których się wstydzi. Poznał historię śmierci i choroby ojca Justyny, jej licealne miłości i znajomości z podstawówki. Był bardzo empatyczny i wyrozumiały.

Ich związek był idealny do momentu, w którym Justyna wybrała się na imprezę zaręczynową do przyjaciółki. Oczywiście poinformowała o tym Marcina, przecież mówiła mu o wszystkim. Wracając z przyjęcia, zobaczyła na ekranie telefonu kilkadziesiąt nieodebranych połączeń i wiadomości od Marcina. "Jednak myliłem się co do ciebie, jesteś właśnie taka, jak mi opowiadałaś podczas wieczoru szczerości - jesteś nikim" - czyta w jednej z nich. Marcin zaczął grozić, że opublikuje wstydliwe historie, do których przyznała się przez telefon. W rozmowie z WP Kobieta Justyna opowiada, co było dla niej w tej relacji najtrudniejsze.

- Najgorsze było to, że odsuwał mnie od ludzi, którym ufałam i burzył wszystkie fundamenty, na których było zbudowane moje życie – opowiada kobieta. - Po "związku" z nim mam na przykład kompletny kryzys wiary, a właściwie nie wierzę już - on wiedział, że jestem z domu katolickiego, bardzo wierzącego - zaczął mnie zasypywać teoriami spiskowymi, odpytywał z nich, zachwiał tą wiarą i już nigdy nie potrafiłam na nią spojrzeć tak, jak kiedyś. To w połączeniu z całkowitą kontrolą - byłam przekonana, że jest wszechmocny i wszystko widzi - dało tragiczne efekty, stany lękowe, odsunięcie się od rodziny.

Po pewnym czasie zachowania Marcina przybierały coraz bardziej skrajne formy. Raz był dobrym i wrażliwym człowiekiem, a raz wyżywał się na niej z całej siły. W końcu przekonał ją, po kolejnej kłótni dziewczyny z mamą, że jej rodzina jest nastawiona przeciwko niej. A przyjaciółka, na której Justyna polegała, ma ją gdzieś i jest zajęta sobą. W życiu kobiety został tylko internetowy chłopak, którego nigdy nie widziała na oczy. Ale nie potrafiła już bez niego funkcjonować. To w nim leżało całe jej poczucie wartości.

Oprócz Marcina, Justyna rozmawiała tylko z jedną osobą - jego siostrą, Kasią. Dziewczyny się coraz lepiej dogadywały, Kasia czasem wyjaśniała postępowanie Marcina, tłumaczyła jego zachowania. W końcu Justyna załatwiła siostrze swojego chłopaka pracę w firmie. Kobiety stały się przyjaciółkami.

Po pół roku Justyna nie wytrzymała. Czuła się jak w więzieniu, szantażowana przez Marcina. Zdobyła się na odwagę i po raz pierwszy powiedziała mu nie. Po kilku walkach udało jej się wygrać i odciąć się zarówno od niego, jak i od jego siostry. Zmieniła pracę, poszła na studia psychologiczne. Myślała, że cała historia jest już skończona. Nie mogła się bardziej mylić.

Czy my się znamy?

Kilka miesięcy później Justyna oglądała telewizję, gdy na ekranie pojawiła się dobrze jej znana postać Marcina. Wygrał jeden z telewizyjnych konkursów. Problem polegał na tym, że nie nazywał się Marcin. Nic, poza wyglądem, się nie zgadzało.

Justyna znalazła go na Facebooku. Kilkuset znajomych, własna firma i dziesiątki zdjęć, z których niektóre dziewczyna dobrze zna. Tylko to nie jest jej Marcin, to ktoś zupełnie obcy. Napisała do niego, znalazła też inne byłe dziewczyny i wysłała im wiadomości. Ciągle się zastanawia, z kim pisała przez ostatnie pół roku.

Justyna okazuje się być jedną z kilku dziewczyn, które zostały oszukane. Tożsamość mężczyzny z ekranu telewizora została ukradziona przez Marcina, który pisał z kilkoma kobietami, każdej przedstawiając inną wersję zdarzeń.

Tylko że Marcin nie jest mężczyzną. Jest kobietą z Grudziądza, którą Justyna poznała w prawdziwym życiu. Której załatwiła pracę w swojej firmie i która zawsze łagodziła ich konflikty. Jest Kasią. Siostrą Marcina.

Bezkarność

Choć ta kobieta nękała Justynę przez kilka miesięcy i odcięła ją od bliskich, nie poniosła z tego powodu żadnych konsekwencji.

- Według polskiego prawa Marcin nie popełnił żadnego przestępstwa wobec mnie – wyjaśnia Justyna. - Osoba, której ukradł tożsamość mogłaby zgłosić ten fakt służbom, ale ja - nie. Nie zostałam okradziona, nie poniosłam żadnej materialnej straty, a kontakt utrzymywałam dobrowolnie - tutaj oczywiście nie nazwałabym tego dobrowolnością, bo odbywało się to na zasadzie olbrzymiej manipulacji i szantażu emocjonalnego, ale z zewnątrz można to sprowadzić do tego, że kontakt był dobrowolny. Nie wiem, czy można w prawie ująć rodzaj oszustwa polegający na tym, że ktoś podaje się za inną osobę i w ten sposób osiąga korzyści osobiste - jeśli tak, pomogłoby to w powstrzymywaniu oszustów przed podobnymi akcjami w przyszłości. I uwrażliwienie policji na ten rodzaj oszustw.

W polskim kodeksie karnym, stalking określany jest jako "uporczywe nękanie powodujące uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotne naruszenie prywatności". Choć teoretycznie ze stalkingiem można walczyć w sądzie, w praktyce rzadko to się tak kończy. Według ofiar, policja najczęściej rozkłada ręce i nie może nic zrobić. Pomimo wprowadzenia w czerwcu 2011 roku nowelizacji prawa karnego, mającego chronić ofiary stalkerów, wciąż wiele osób czuje się bezkarnych.

Trochę z psychopaty, trochę z narcyza

O tym, co siedzi w głowach ludzi, którzy nękają i stalkują inne osoby w rozmowie z WP Kobieta opowiada psycholog Katarzyna Kucewicz.

- Temat stalkerów jest bardzo złożony. Choć nie można tych ludzi wrzucać do jednego worka, mają kilka wspólnych cech charakteru. Ich zachowanie jest zaborcze i zapętlone. Obsesyjnie próbują dojść do celu, nie zważając na nic. Mają małe poszanowanie drugiego człowieka. Często takie osoby mają w sobie rysy psychopatyczne i narcystyczne. To, co robią, nie ma nic wspólnego z miłością. To jest obsesyjna potrzeba postawienia na swoim. Stalkerzy nie potrafią się zatrzymać – wyjaśnia kobieta.

Psycholog dodaje także, co należy zrobić w przypadku, gdy mamy do czynienia z nękaniem.

- Trzeba także bardzo jasno postawić takiej osobie granice. Czasem jest tak, że nie mamy do czynienia z osobą zaburzoną. Ktoś po prostu nie dostał jasnego sygnału, więc dalej próbuje. Od tego trzeba zacząć. Jeżeli po takiej informacji zwrotnej ktoś nie przestaje, to trzeba iść na policję. Powinniśmy się także podzielić taką informacją z bliskimi. Ponadto warto także dokumentować wszystko, co ma związek ze stalkerem – wiadomości, groźby, itd – podsumowuje Kucewicz.

Justyna dodaje, co zrobić w przypadku, gdy nęka i oszukuje nas ktoś, kogo poznaliśmy przez internet – i jak taką osobę rozpoznać.

- Trzeba przede wszystkim ufać sobie, swoim przeczuciom, zdrowemu rozsądkowi i kierować się dwiema zasadami: na zaufanie trzeba sobie zapracować - czyli nie musimy od razu kogoś obdarowywać bezgranicznym zaufaniem tylko dlatego, że się pojawił w naszym życiu, ale powinien sobie stopniowo do tego naszego życia wchodzić, zyskując zaufanie. A druga zasada, która w ogóle jest moim zdaniem ważna w życiu, to taka, że najbardziej prawdopodobne są najprostsze rozwiązania, więc wielopoziomowe wyjaśnienia prostych kwestii mogą budzić wątpliwości na starcie i lepiej te wątpliwości w sobie trzymać niż zabijać je dla świętego spokoju dalszej znajomości – wyjaśnia dziewczyna.

Historię Justyny możecie również znaleźć na jej blogu "Krótki poradnik jak ogarnąć życie"

Jeśli macie historie, którymi chcielibyście się z nami podzielić lub uważacie, że powinniśmy o czymś napisać, skontaktujcie się z nami przez serwis dziejesie.wp.pl.

Polub WP Kobieta
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP