Trwa ładowanie...
Materiał partnera:

Wywiad z Edytą Świętek, autorką książki "Niepołomice. Zwycięscy"

Powieść historyczna pozwala na łączenie fikcji z prawdziwymi wydarzeniami. Uwielbiam w trakcie tworzenia fabuły wplątywać wymyślone przeze mnie postaci w wydarzenia, które miały miejsce w rzeczywistości. Rozmowa z Edytą Świętek, autorką książki "Niepołomice. Zwycięscy", która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Skarpa Warszawska.

Share
Edyta Świętek - autorka książki „Niepołomice. Zwycięscy”Edyta Świętek - autorka książki „Niepołomice. Zwycięscy”Źródło: materiały partnera, fot: Bogusław Hajduk
daigec9

SAGA NIEPOŁOMICE – podobno przygotowywałaś się do tego dzieła kilka lat?

Pomysł na sagę "Niepołomice" dojrzewał we mnie ładnych parę lat. Pragnęłam napisać powieść mocno osadzoną w realiach historycznych, bogatą w detale z epoki, której bohaterowie będą się wysławiali nie tylko w sposób odpowiedni dla swej pozycji społecznej, ale również z uwzględnieniem gwary małopolskiej.

Jak przebiegała ta dokumentacja?

daigec9

Bardzo długo gromadziłam różne książki oraz prasówkę związaną z okolicą, w której osadzona jest fabuła powieści. Przeglądałam ciekawe strony internetowe oraz blogi, robiąc notatki. Trwało to mniej więcej pięć lat.

Dlaczego właśnie Niepołomice? Patriotyzm lokalny rodowitej krakowianki – a może przypadek? Chociaż nie wierzę w przypadki…

Zdecydowanie patriotyzm lokalny. Mieszkam pod Niepołomicami blisko ćwierć wieku (strasznie to zabrzmiało). To miejsce siłą rzeczy stało się moją małą ojczyzną, której historia mnie zainteresowała, podobnie jak szereg wybitnych postaci, jakie związane są z tym wielowiekowym miasteczkiem. Zapragnęłam więc pokazać tę miejscowość na kartach mojej powieści czytelnikom z całej Polski.

Wiem, że pewna niby niepozorna legenda stała się inspiracją do tego, by zacząć zgłębiać temat, z którego powstały potem trzy tomy – porządnej historii. Czekamy na tom trzeci.

daigec9

Wszystko zaczęło się od książki, a właściwie broszury, którą kupiłam jakiś czas po przeprowadzce z Krakowa. Zależało mi na tym, aby poznać historię miejsca, z którym związałam swoje życie. Lektura okazała się bogatym źródłem inspiracji. Wiele z opisywanych tutaj wydarzeń rozbudziło moją ciekawość na tyle, że zaczęłam drążyć temat, poszukując dodatkowych informacji oraz ciekawostek. Szczególnie zaintrygowała mnie historia rodziny kmieci, którym król Kazimierz Wielki nadał ziemię w okolicy Niepołomic. Potomkowie tego rodu do dzisiaj żyją na terenie gminy Niepołomice. Oczywiście na potrzeby powieści stworzyłam sobie całkowicie fikcyjną rodzinę, której przypisałam to niezwykłe pochodzenie.

Drugim impulsem była legenda, którą zasłyszałam, siedząc w kuchni u mojej teściowej, wzmiankowana jeszcze przez kilka innych osób z okolicy, dotycząca źródła na Studzieńcu. Niedawno spotkałam pewną miłą panią, która wyznała mi, że dobrze zna owiane tajemnicą miejsce i nawet kilkakrotnie tam była. Zaproponowała nawet, że będzie moją przewodniczką i pokaże mi owo źródełko. Sporo na ten temat przeczytałam także na blogu prowadzonym przez pana Tomasza Pieprzycę – regionalistę z miejscowości Węgrzce Wielkie.

Lubisz sięgać głęboko w historię. Zdarza Ci się mieszać postaci fikcyjne z historycznie istniejącymi. Co ma na celu taki zabieg?

Powieść historyczna pozwala na łączenie fikcji z prawdziwymi wydarzeniami. Uwielbiam w trakcie tworzenia fabuły wplątywać wymyślone przeze mnie postaci w wydarzenia, które miały miejsce w rzeczywistości. Odczuwałam wielką satysfakcję, gdy podczas pisania sagi "Niepołomice" mogłam uwiecznić na kartach powieści choćby krótkimi wzmiankami osoby, które wywarły wpływ na rozwój czy historię miasta. Stąd przykładowo pod koniec I tomu pojawiają się nazwiska prawdziwych mieszkańców Niepołomic, którzy wzięli udział w potyczkach powstania styczniowego, a następnie w II tomie wspominam o tym, jakie konsekwencje spotkały ich za udział w zrywie narodowościowym. Odnoszę wrażenie, że tego typu zabiegi uwiarygodniają historie, które serwuję czytelnikom i, mam nadzieję, podnoszą atrakcyjność lektury.

„Niepołomice. Zwycięscy” materiały partnera
„Niepołomice. Zwycięscy” Źródło: materiały partnera

Dokumentując "Niepołomice" – pisałaś równolegle inne książki. Te, które wymagały mniejszego przygotowania. Kiedy poczułaś, że dokumentacja jest na tyle pełna, że możesz usiąść do "Niepołomic", że jesteś gotowa?

daigec9

Właściwie trudno powiedzieć, że w którymś momencie dokumentacja stała się pełna. Do tej pory odkrywam rzeczy, o których wcześniej nie wiedziałam. Siłą rzeczy nie każdą posiadaną informację można wykorzystać na kartach powieści. Trzeba rozważnie dawkować fakty, by nie przeładować powieści ich nadmiarem i nie zanudzić czytelnika. Stąd też z chwilą, gdy skończyłam pisać tekst mojej wcześniejszej powieści "Jedno życie wystarczy", uznałam, że nadszedł najlepszy moment, by podjąć się ogromnego wyzwania, jakim było stworzenie cyklu "Niepołomice" – chyba najbardziej pracochłonnej spośród moich dotychczasowych publikacji.

Dziewiętnastowieczna Galicja – to nie były łatwe czasy, zwłaszcza jeśli chodzi o sytuację kobiet. Dziś kobiety też walczą. Są w zupełnie innej sytuacji – nieporównywalnej. Prawa wyborcze, edukacja, czytanie książek – to dziś norma dla kobiet a nie przywilej, który się płci pięknej wówczas nie zdarzał. Ten temat stał się ważnym wątkiem Twojej sagi.

Nie sposób napisać powieści, która jest osadzona w realiach XIX i początków XX wieku bez poruszenia tego istotnego problemu społecznego. To, co dzisiaj wydaje nam się niemalże niewiarygodne, kiedyś było faktem. Kobiety od najmłodszych lat wychowywane były do roli posłusznych matek i żon, których jedyną życiową misją miała być troska o dom i rodzinę. Ograniczony dostęp do edukacji, brak praw wyborczych i znaczne uzależnienie od mężczyzn było standardem, choć na tle innych krajów Polska pod tym względem i tak wypadała nienajgorzej – przynajmniej w kwestii posiadania dóbr ziemskich czy dziedziczenia. Niemniej jednak walka o równouprawnienie trwała wiele lat i wymagała od kobiet wielkiego zaangażowania. Ten wątek przewija się przez wszystkie trzy tomy sagi "Niepołomice".

Czy możemy zdradzić, że w trzecim tomie dochodzi do pewnego przełomu, jeśli chodzi o sytuację kobiet?

daigec9

Ależ oczywiście! Nie jest tajemnicą, że fabuła całego cyklu kończy się wraz z zakończeniem pierwszej wojny światowej, a co za tym idzie z dwoma niezwykle ważnymi historycznie wydarzeniami: odzyskaniem niepodległości przez Polskę oraz uzyskaniem przez kobiety praw wyborczych. Nie bez powodu trzeci, ostatni tom sagi, nosi podtytuł "Zwycięscy" i jest naturalną pointą dla tomu pierwszego zatytułowanego "Zniewoleni".

Saga "Niepołomice" została zamknięta. 3 część nosi podtytuł "Zwycięscy" – to sugeruje najbardziej optymistyczny tom tej historii…

Zdecydowanie tak. Chociaż w tym tomie nie brakuje zawirowań w życiu moich bohaterów, wszystko zmierza ku szczęśliwemu zakończeniu. I tutaj także, jak w przypadku wcześniejszych dwóch tomów, tytuł odnosi się do wielu wątków opisywanych w powieści. Fabuła dobiega końca w roku 1918, a zatem z chwilą, gdy Polska odzyskuje niepodległość i po ponad stu latach zaborów wraca na mapy Europy. Ale prócz tego spektakularnego wydarzenia, pochylam się także nad innymi ważnymi sprawami, jak chociażby zyskanie przez kobiety prawa wyborczego. W tamtym znamiennym roku Polacy byli narodem prawdziwie zwycięskim – cieszyli się z suwerenności, budowali od nowa państwowość, jednoczyli się, przeprowadzali wielką kwestę, by stworzyć podwaliny dla budżetu państwa. Dodatkowo – jak to w życiu – moi bohaterowie mierzą się z różnymi wyzwaniami. Kto wyjdzie z historycznej zawieruchy obronną ręką, a komu wiatr zawieje w oczy? Tego nie zdradzę. Zachęcam do sięgnięcia po lekturę.

Którą część pisało Ci się najlepiej?

daigec9


Właściwie trudno to jednoznacznie ocenić. Na pewno największym wyzwaniem było napisanie drugiego tomu powieści, ponieważ jego akcja rozgrywa się w czasach względnej stabilizacji – już po powstaniu, a jeszcze bez nadciągającego widma wielkiej wojny. Mniejszą ilość historycznych wydarzeń rekompensowałam czytelnikom większymi zawirowaniami w życiu prywatnym poszczególnych rodzin oraz ciekawostkami z epoki

MIŁOŚĆ I WOJNA to od zawsze tematy niezwykle interesujące – zwłaszcza, kiedy pojawiają się w swoim wzajemnym kontekście. Można by – parafrazując tytuł Twojej innej powieści – powiedzieć, że wojna to "nie czas na miłość". Ale czy na pewno?


Wbrew pozorom każdy czas jest odpowiedni na miłość, choć nie każdy sprzyja pielęgnacji uczuć. Miłość jest ogromną siłą i może stanowić zarzewie wielu wydarzeń. Poniekąd jest także potęgą, która pcha młodych ludzi z karabinami w garści na front. Wszak żołnierze ponoszą ryzyko czy to z miłości do ojczyzny, czy to z chęci zapewnienia bezpieczeństwa bliskim osobom: rodzicom, żonom, dzieciom, ukochanym kobietom. Być może niejednemu z nich w najtrudniejszych chwilach uczucie dodaje skrzydeł do walki, daje także nadzieję, że gdy szaleństwo wojennej zawieruchy dobiegnie końca, będzie można wrócić do miejsca, gdzie czekają kochający członkowie rodziny. Dla jednego z bohaterów powieści "Niepołomice. Zwycięscy" list napisany dłonią ukochanej kobiety stał się talizmanem chroniącym od zła

Trudno było się pożegnać z sagą, która przejęła pewnie sporą część Twojego emocjonalnego życia na wiele miesięcy?

daigec9


Tak, to był bardzo trudny moment. Kiedy piszę powieść, mocno zżywam się z jej bohaterami. W przypadku sagi takie przywiązanie jest zdecydowanie silniejsze niż wówczas, gdy pracuję nad powieścią jednotomową i trwa znacznie dłużej. Rzeczywiście przez wiele miesięcy wykreowane przeze mnie postaci oraz rozmaite perypetie, jakie im funduję, całkowicie wypełniają moje myśli.

Łatwo popularyzować historię? Czy Twoim celem jest "podstępem" nauczyć młode pokolenie historii? Bo łatwiej ją przyjąć poprzez burzliwe losy fikcyjnych bohaterów, niż poprzez podręczniki historii – nie zawsze równie fascynujące.

Kiedy zaczynałam pracę nad moją pierwszą sagą "Spacer aleją Róż" osadzoną w realiach wszystkich dekad poprzedniego ustroju politycznego, nie myślałam o tym, że moje powieści mogą stanowić dla kogoś lekcję historii. Nie jestem historykiem z wykształcenia, więc siłą rzeczy przygotowując się do pracy, musiałam uważnie analizować wszystkie prawdziwe wydarzenia opisywane na kartach powieści, by nie popełnić błędu. Tym bardziej więc cieszy mnie odzew czytelników, którzy często wspominają w listach, mailowo lub poprzez Messengera, że dzięki mnie poznali jakiś interesujący wycinek historii. Dla mnie, pisarki, jest to wielka satysfakcja.

Wróćmy do tomu 1. Tytuł – ZNIEWOLENI – to nie przypadek. Zniewolenie w przypadku Twojego dzieła ma wiele płaszczyzn, prawda?

Tytuł "Zniewoleni" rzeczywiście dotyka wielu płaszczyzn. Na kartach powieści pokazuję czytelnikom różne formy poddaństwa. Mamy tutaj do czynienia ze zniewolonym narodem, które pragnie wyrwać się z jarzma zaborów, z chłopami pańszczyźnianymi marzącymi o swobodach obywatelskich i nieograniczonymi możliwościami dysponowania własnym losem, kobietami, które nie posiadają praw wyborczych i bardzo często są uzależnione od woli swoich krewnych, głównie mężczyzn. Osobnym tematem jest niewola konwenansów pętająca ludzi żyjących w dawnych czasach. Aranżowane małżeństwa pozbawione miłości, śluby łączące ze sobą nie ludzi, lecz ich majątki oraz pozycję społeczną, były wówczas czymś zupełnie oczywistym. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie sytuacji, by kobieta uwikłana w małżeństwo z tyranem nie mogła opuścić męża, nie będąc przy tym skazaną na ostracyzm otoczenia. Tamte czasy – na pozór piękne i romantyczne, były w rzeczywistości nacechowane wielką obłudą.

Skończyłaś zarządzanie. Wcale nie polonistykę. Również nie historię. Jak to możliwe, że ekspertka od zarządzania pisze dzieła z tak bogatym historycznym tłem?

Zagadnienia związane z zarządzaniem przedsiębiorstwem oraz zasobami ludzkimi zawsze należały do sfery moich zainteresowań. Studiowałam, kierując się nie tylko przesłankami racjonalnymi, czyli aby zdobyć dobry zawód, ale również dla własnej przyjemności. Był to jednakże mój plan B na życie, potrzebny na wypadek, gdyby nie powiódł się plan A. Planem A od zawsze była literatura. Moja pasja do słowa pisanego sięga najwcześniejszych lat życia, gdy jako mała dziewczynka uczyłam się składać litery, a następnie tworzyłam swoje pierwsze utwory literackie. Miłość do historii zaszczepiły we mnie kolejno moje dwie wspaniałe nauczycielki: Helena Kordas w szkole podstawowej oraz Irena Adamowicz w liceum. Dzięki ich wysiłkom, pasji oraz zaangażowaniu każda lekcja była interesująca, a nauka stanowiła bardziej przygodę niż obowiązek.

A jak ważną rolę pełni warstwa psychologiczna i budowanie psychologicznych portretów Twoich bohaterów?

Nie sposób napisać dobrej powieści, nie wchodząc w świat wewnętrznych przeżyć poszczególnych postaci. Dla mnie jest bardzo ważne, by każdy bohater był wiarygodny, inny, posiadał całą paletę zalet oraz wad, własny sposób wysławiania się czy charakterystyczne gesty. Staranne nakreślenie postaci pomaga w budowaniu fabuły, która staje się ciągiem zdarzeń przyczynowo-skutkowych wynikających w dużej mierze z charakterów oraz mentalności bohaterów.

Nie obawiałaś się, że temat będzie tak niszowy, że nie zaintryguje czytelnika. Pewnie wielu czytelników – nie umniejszając ich inteligencji – nie wie nawet, gdzie leżą NIEPOŁOMICE, bo to nie jest oczywiste. Ty uwierzyłaś, że ta historia i ta lokalizacja się obronią.

Prawdę mówiąc, nie zastanawiałam się nad tym. Mam grono wiernych czytelników, którzy sięgają po wszystkie moje książki – bez względu na to, gdzie i w jakiej epoce osadzona jest fabuła. Ufałam, że skoro czytelnicy bardzo ciepło przyjęli poprzednie sagi: "Grzechy młodości" oraz wspominany już "Spacer aleją Róż", to zainteresują się także "Niepołomicami". Oczywiście pomysł z tytułem był dość ryzykowny, skłaniałam się raczej ku temu, by cały cykl nazwać w inny, bardziej uniwersalny sposób, ale zaufałam w tej kwestii wydawnictwu.

Jednym z etapów procesu twórczego jest wydanie opinii o książce – redaktora prowadzącego oraz jego sugestie dotyczące zmian i ewentualnych poprawek w tekście. Redaktor prowadzący to ktoś, komu ufasz, z kogo zdaniem się liczysz? Pracujesz ze stałym redaktorem?

Od lat współpracuję głownie z jedną redaktorką. Mam pełne zaufanie do Moniki Orłowskiej i zawsze słucham jej sugestii. Gdy redaktorka mówi, że trzeba jakiś fragment tekstu przyciąć, to go tnę – bez żalu nad jakąś liczbą godzin poświęconych na napisanie tego fragmentu. Gdy redaktorka sugeruje rozbudowanie danej sceny lub wzmocnienie marginalnie potraktowanego wątku, to także staram się wzbogacić tekst o sugerowane zmiany. Wychodzę z założenia, że jest ona osobą, której zależy na tym, by tekst spodobał się czytelnikom. Wszak jej nazwisko znajduje się w stopce redakcyjnej i skoro firmuje w taki sposób pracę, to pragnie, by była wykonana z jak największą starannością.

Czy to przypadek, że Twoja redaktorka również jest krakowianką?

Właściwie jest to przypadek. Po raz pierwszy miałyśmy okazję współpracować przy redakcji powieści "Cappuccino z cynamonem", nomen omen osadzonej w krakowskich i niepołomickich realiach. Ot, taki zbieg okoliczności, który wcale nie oznacza, że fabuły pozostałych moich powieści rozgrywają się właśnie w tych miejscach. O wszystkim zaważył przypadek – otóż moja ówczesna redaktorka przebywała na urlopie macierzyńskim i początkowo przydzielono mi Monikę niejako na zastępstwo. A później z tego zastępstwa powstała wspaniała współpraca bazująca na zaufaniu i szacunku.

W "Niepołomicach" pojawia się gwara krakowska. Niełatwe zadanie, bo wymagające wręcz umiejętności pożądanych w pracy tłumacza. By uwiarygodnić postaci i akcję – bohaterowie nie mogą mówić bez gwary, jednocześnie gwara może zaburzyć zrozumienie i utrudnić przekaz. Jak postanowiłaś z tego wybrnąć?

Gwara pojawia się wyłącznie w dialogach, narracja prowadzona jest literacką polszczyzną, w którą wtrącam odrobinę archaizmów. Aby dla czytelnika było to w pełni zrozumiałe, przy typowo regionalnych słowach robię odwołania do przypisów, gdzie tłumaczone jest ich znaczenie. Oczywiście w wersji audio przypisy nie są czytane, więc słuchacze muszą sami domyślić się, o co chodzi. Wydaje mi się jednak, że nie są to jakieś szczególnie skomplikowane wyrażenia.

Ogromne znaczenie dla Twojej kariery literackiej ma Twój mąż. Wiem, że pięknie Cię motywował i stanowił solidne wsparcie dla tego marzenia.

Rzeczywiście od pierwszych kroków, jakie stawiałam na rynku literackim, miałam wielkie wsparcie w moim mężu, który wciąż motywował mnie do działania, trzymał za mnie kciuki i dodawał mi skrzydeł do dalszej pracy. To dzięki jego dopingowi pokonałam wyboistą ścieżkę, która poprowadziła mnie od momentu napisania pierwszej powieści, aż do pierwszej publikacji. Debiutowałam dopiero piątym tekstem, cztery wcześniejsze długo nie mogły znaleźć wydawcy. Z biegiem czasu zaistniały również one, przy czym jedna z tych powieści "Wszystkie kształty uczuć’ doczekała aż trzech wydań.

Masz jeszcze jakieś teksty w szufladzie, których nie zdecydowałaś się opublikować?

Tak, mam takie teksty, lecz aktualnie nie myślę o ich publikacji. Jeden z nich był właściwie próbą sprawdzenia tego, czy podołam napisaniu powieści, szlifowałam na nim warsztat. Drugi jest bardzo obszerny, powstawał na początku mojej kariery literackiej i z całą pewnością wymagałby znacznych nakładów pracy, by nie odbiegał standardem od tego, co aktualnie publikuję.

We współczesnym świecie, w którym każdego dnia mamy 100 premier – przebicie się na rynku wydawniczym, dotarcie do wydawcy, którego uda się zainteresować swoim tekstem – zwłaszcza debiutem – nie jest wcale łatwe. Jak było w Twoim przypadku? Wiele razy usłyszałaś NIE?

Sądząc po ilości obecnych debiutów, odnoszę wrażenie, że dużo łatwiej jest o to, by zaistnieć na rynku literackim. Kiedy sama stawiałam pierwsze kroki na tym polu, było o wiele trudniej. Przez parę lat pisałam głównie dla własnej satysfakcji, ponieważ wciąż otrzymywałam odmowy. Moja przygoda z literaturą zaczęła się już w 2008 roku, a debiut którego w ogóle nie traktuję jako punkt zwrotny, nastąpił w 2010 roku, natomiast regularnie publikuję powieści od 2013 roku. Czyli tak naprawdę można powiedzieć, że pięć lat zajęło mi przecieranie szlaku.

Pytam o to, bo chciałabym poprosić o Twoją radę dla początkujących pisarzy. Kiedy się poddać? A kiedy walczyć mimo wszystko?

Trudno powiedzieć. Wiem, że jest wiele osób, które mają do zaproponowania ciekawe i wartościowe teksty, a mimo to nie są w stanie zaistnieć. Mam taką koleżankę "po piórze", która potrafi zaintrygować historiami o ważnych społecznie tematach, a jednak wciąż spotyka się z odmowami. Mimo wszystko wciąż zachęcam ją do dalszej pracy, wierząc, że pewnego dnia przebije ten niewidzialny mur, który dzieli ją od sukcesu. Wciąż jej powtarzam, jak ważna jest wytrwałość i wiara w to, co się robi. Debiutantom natomiast poradziłabym, by bardzo krytycznie spoglądali na swoje utwory i starannie je dopracowywali, by nie przesyłać wydawcom tekstów najeżonych błędami ortograficznymi czy stylistycznymi – to zapewne trochę ułatwia start.

Kiedy sama siebie w myślach odważyłaś się nazwać PISARKĄ? Pamiętasz ten dzień?

Tak, pamiętam. Zaczęłam się określać w ten sposób z chwilą, gdy praca literacka stała się moim jedynym źródłem przychodów. Potraktowałam słowo pisarz jako określenie dla konkretnego zawodu, czyli osoby, która za wykonanie konkretnej pracy otrzymuje wynagrodzenie pozwalające na przeżycie. Myślę jednak, że w wielu przypadkach można jednak podejść do słowa pisarz mniej radykalnie i nazywać w ten sposób osoby, które mają już jakiś dorobek literacki. Jest to na pewno mocne zawężenie słowa "autor", które w moim odczuciu jest znacznie pojemniejsze. Można być autorem powieści, ale również: tekstu piosenki, wiersza, bloga, recenzji czy innego dzieła, niekoniecznie literackiego.

Czego Ci życzyć?

Mogłabym długo wyliczać, ale skupię się na trzech najważniejszych dla mnie sprawach dotyczących pracy literackiej. Po pierwsze: niekończącej się weny twórczej. Tak, wierzę w istnienie czegoś takiego, przyziemnie nazwałabym ją po prostu motywacją do pracy. Po drugie: wciąż powiększającego się grona wiernych czytelników. I po trzecie: EKRANIZACJI. Aktualnie jest to moje największe marzenie, z którym w ogóle się nie kryję, choć zawsze podkreślam, że mam świadomość, jak trudno jest o jego spełnienie.

Materiał partnera
daigec9
daigec9
daigec9