Zdradzała męża z sąsiadem. Prawda o romansie Kory wyszła na jaw po latach

Burzliwe życie Kory
Burzliwe życie Kory
Źródło zdjęć: © AKPA

07.07.2023 11:13, aktual.: 14.07.2023 11:36

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Jako małżeństwo przeżyli razem 13 lat. Jako para – dwa lata dłużej. Jako zespół – ponad trzy dekady. Bo Maanam to byli oni. Kora i Marek Jackowski.

Dobrali się na zasadzie przeciwieństw. On poważny, spokojny, smutny. "Trochę demagog, lubi straszyć, wzbudza zaufanie, przesądny. Często zajmował się wróżeniem i znakami zodiaku. Genialny kompozytor. Permanentnie się spóźniał, ale wynikało to z jego filozofii życia. Nieśmiały, niepewny siebie" – pisała o nim Olga Sipowicz w swej książce "Kora, Kora. A planety szaleją".

Ona – buntowniczka. Wyrazista, kontrowersyjna, nie dało się przejść obok niej obojętnie. "Była osobowością medialną" – mówił Marek Jackowski. "W okresie rozkwitu kultury masowej, popowej, Kora zaczęła bardzo mocno funkcjonować w prasie i telewizji. Stała się autorytetem w zmieniającym się świecie" - dodawał.

Poznali się na koncercie

Poznali się na pierwszym koncercie Marka Jackowskiego w krakowskiej Piwnicy Pod Baranami. Był rok 1969. On miał wówczas 23 lata, słuchał Beatlesów i Rolling Stonesów. Studiował anglistykę w Łodzi. Tam dołączył do zespołu Impulsy. Wkrótce wraz ze Zbigniewem Frankowskim założyli własną grupę – Vox Gentis. "Przyjechaliśmy na koncert do Piwnicy Pod Baranami. Tak spodobaliśmy się Zygmuntowi Koniecznemu i Piotrowi Skrzyneckiemu, że namówili nas na przenosiny. Na ostatni rok studiów, czyli w 1969 oku, wylądowałem w Krakowie. I to Kraków stał się moją prawdziwą miłością, bo to miasto niezwykłe" – opowiadał Marek Jackowski.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Jedną ze słuchaczek tego pierwszego koncertu była 18-letnia hipiska Olga Ostrowska. Dziewczyna po przejściach, z ubogiego domu, piąta i najmłodsza córka Marcina Ostrowskiego i jego drugiej żony Emilii. Miała cztery lata, gdy jej mama zachorowała na gruźlicę. Trudna sytuacja materialna zmusiła małżonków do oddania młodszych córek do domu dziecka prowadzonego przez siostry prezentki w Jordanowie. Olga spędziła tam pięć lat. W jednym z wywiadów wyznała, że było to miejsce pozbawione uczuć.

Do domu rodzinnego wróciła jako 9-latka, już po śmierci ojca. Padła wówczas ofiarą molestowania seksualnego ze strony księdza. Wkrótce jej mama miała nawrót choroby, Olgą zaopiekowało się wówczas wujostwo w Jabłonowie Pomorskim. Niestety, i tym razem trafiła tragicznie.

"Ciężko chora, psychopatyczna, zdewiowana seksualnie żona wuja przez rok mnie katowała, co spowodowało całkowitą lukę w mojej pamięci" – mówiła piosenkarka. "Przypominam sobie jedynie, że musiałam bardzo wcześnie rano wstawać i pracować. Kontrolowałam prowadzoną przez nią stację meteorologiczną i pilnowałam jej męża, miała bowiem obsesję, że wujek ją zdradza. Żyłam w takiej paranoi i stresie, że nie pamiętam nawet, czy chodziłam do szkoły".

Po tym czasie Olga wróciła do rodzinnego miasta. Skończyła podstawówkę, liceum, zdała maturę. Weszła w środowisko hipisowskie. Słuchała muzyki, brała narkotyki. Wyróżniała się nawet na tle tej kolorowej społeczności. Na jednym ze zjazdów hipisów, w Mielnie w 1967 r, ktoś wymyślił jej późniejszy pseudonim – Kora.

Miłość od pierwszego wejrzenia

Już po pierwszym spotkaniu Kora i Marek wiedzieli, że są dla siebie stworzeni. Bywali w Piwnicy pod Baranami i włóczyli się po Krakowie, chłonąc jego towarzysko-artystyczną atmosferę. Kora rzadko zaglądała do domu. Przyznawała, że to starszy i bardziej odpowiedzialny Marek sprawił, że nie zeszła na złą drogę. "Byłam wtedy bardzo zmęczona życiem i miałam wrażenie, jakbym dobiła do jakiejś przystani. Tą przystanią był Marek" – wspominała.

"Niezależnie od tego, co się po drodze między nami działo, ważne było bycie razem i dopasowywanie się, bo przecież kiedy się spotkaliśmy, byliśmy sobie obcy". Pobrali się 10 grudnia 1971 r., rok później na świat przyszedł syn Mateusz. "Zostałam matką, a życie było ciężkie w prostym ludzkim wymiarze, bo nie mieliśmy mieszkania. Żyliśmy nie wiadomo jak. Chyba powietrzem i słońcem" – opowiadała. Wynajmowali mały pokój i nie sądzili, że za kilka lat będą tworzyć jeden z najpopularniejszych zespołów w historii polskiego rocka. Stało się to po przeprowadzce do Warszawy. Tu w grudniu 1975 r. Marek Jackowski wraz z Milo Kurtisem założył zespół Maanam. Rok później do grupy dołączyła Kora.

Jednak wyjazd do stolicy był też początkiem końca ich związku. Trzy piętra nad nimi w ich bloku mieszkał student filozofii, Kamil Sipowicz. Zaprzyjaźnił się z małżonkami. Kora wspominała, że do romansu z sąsiadem popchnął ją... sen. "To był sen jasny, piękny, erotyczny. Zaczęłam wtedy patrzeć na sąsiada z siódmego piętra inaczej. Tak to się zaczęło. Zdradziłam Marka, zaszłam z Kamilem w ciążę". Marek nie wiedział o romansie żony. Sądził, że drugi syn, Szymon, jest jego dzieckiem. Kamil Sipowicz wyjechał do Niemiec. A dla Maanamu nadszedł czas intensywnej pracy, bo po występie w Opolu w 1980 r. zespół stał się znany w całej Polsce.

Małżonkowie grali po 400 koncertów rocznie. Mieli wyrzuty sumienia, że zaniedbują dzieci. Nawet nie znali dobrze ciągle zmieniających się opiekunek. Tak wspominał Marek Jackowski: "Nie chciałbym już za żadną cenę wejść w te stany, w których byłem w tamtych czasach. W stany depresji, strachu, totalnego zmęczenia, alkoholu. Nie mieliśmy zysku od sprzedanych biletów, tylko jakieś »stawki«. Byliśmy umordowani. Do hotelu wracaliśmy bardzo późno, graliśmy po dwa koncerty dziennie w wypełnionych po brzegi halach bez wentylacji. Wieczorami nie było co jeść, restauracje pozamykane. W hotelu czuwały tylko prostytutki i tajniacy. Oczywiście był szampan i wódka. Tylko ile tego szampana można wypić".

Początek końca

Tymczasem Maanamowy boom trwał. Hit "Kocham cię, kochanie moje" w 1983 r. przez 22 tygodnie okupował szczyt Listy Przebojów Trójki, a płyta "O!" rozeszła się w nakładzie 300 tysięcy – zamówień było pół miliona, ale nie udało się wytłoczyć tylu egzemplarzy. Na koncertach publiczność szalała, sądząc, że Kora słowa "Kocham cię, kochanie moje" śpiewa do grającego obok na gitarze męża. Tymczasem w ich związku z każdym rokiem było coraz gorzej.

Marek zaczął mieć problemy z nadużywaniem alkoholu. Kora też nie wytrzymywała tempa i presji. "W zespole działy się niezdrowe rzeczy i te rzeczy zagrażały mojemu zdrowiu psychicznemu. Musiałam się z tego wyłączyć, mam dwójkę dzieci, dla których nie miałam zbyt wiele czasu. Zajęłam się nimi i od razu stało się cudownie" – mówiła w 1988 r. "Kora do dzisiaj twierdzi, że trzeba było zrobić przerwę, bo nastąpiło kompletne zmęczenie materiału. Ktoś wdepnął w dziwny klimat, ktoś za bardzo się upijał, ktoś miał depresję – to było spowodowane pięcioma latami kompletnego czadu" – potwierdzał jej słowa Marek.

Małżonkowie rozwiązali zespół i podjęli decyzję o rozstaniu. Dopiero wtedy przyszedł czas szczerości. Marek dowiedział się, że ojcem Szymona jest Kamil. Wyjechał do Zakopanego, tam walczył z nałogiem. Udało mu się. W stolicy Tatr poznał swoją drugą żonę, Ewę. Założyli rodzinę, doczekali się trzech córek. Kora ułożyła sobie życie z Kamilem Sipowiczem. Po kilku latach wraz z Markiem reaktywowała Maanam. Znów grali razem, lecz po wypadku Marka na scenie w listopadzie 2007 r. (złamał stopę i żebra) rozwiązali zespół. Jackowski przeprowadził się z rodziną do nadmorskiego miasteczka San Marco di Castellabate pod Neapolem. Tam spędził ostatnie, szczęśliwe lata życia. Zmarł na zawał 18 maja 2013 r.

Śmierć Marka przybiła Korę. "Zawsze był w mym sercu" – wyznała. "To był niezwykły człowiek, dobry, bardzo troszczący się o bliskich i przyjaciół. Umarł zdecydowanie za wcześnie. Brakuje mi go i jako człowieka, i jako kompozytora. Ogromnie jego odejście odczuł nasz syn Mateusz, który nawiązał bardzo dobry kontakt z Markiem. Ma po nim wiele pamiątek i strzeże ich jak relikwii".

Trzy miesiące po śmierci byłego męża Kora dowiedziała się, że ma nowotwór jajnika. Po operacji i leczeniu, w grudniu 2013 r., zalegalizowała swój związek z Kamilem. Nie ukrywała, że bardzo chce żyć. Walczyła dzielnie ponad cztery lata. Zmarła 28 lipca 2018 r. Podobnie jak Marek, miała 67 lat.

Zapraszamy na grupę FB - #Samodbałość. To tu będziemy informować na bieżąco o wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!

Źródło artykułu:Magazyn Retro
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Zobacz także