O jedną rzecz projektantka na pewno nie musi się obawiać. O pomysły. Po kolekcji z King Kongiem zrealizowała kolejną z komiksowym wizerunkiem dwóch całujących się superbohaterek Luchadores, serię ubrań z obrazem papierosów, a teraz – z motywem żelkowych misiów. Co ją inspiruje? - Komiks, rysunek przedstawiający emocje w szybki, konkretny sposób. Najbardziej lubię te klasyczne z lat 60. i 70. Wolę twórców dziwnych. Raczej nie marvelowskich. Inspiruje mnie psychodelia, mroczne rzeczy. Muzyka. Wywodzę się z klimatów punk rockowo-industrialnych, alternatywnych, można powiedzieć skrajnych: Residents, Sonic Youth, Moderat, Autechre, Aphex Twin, Étienne de Crécy. Ogólnie bardzo różne, dziwne brzmienia. Słucham energetycznych, śpiewających kobiet, jak Peaches, Courtney Love czy Little Dragon. Działają na mnie czasem zupełnie skrajne zjawiska. Jestem chłonna, lubię poznawać. Chodzę na wystawy i koncerty. Film to jest moja wielka inspiracja. Lubię, żeby film został ze mną na jakiś czas. Lubię Larsa von Triera, Herzoga, który zawsze nakręcał mnie do działania. Dawał poczucie, że nie ma rzeczy niemożliwych – wymienia jednym tchem. Inspiracją jest też dla mnie miłość. Nareszcie mam u boku kogoś, przy kim mogę być sobą. Wcześniej moi partnerzy postrzegali mnie tylko i wyłącznie jako projektantkę, co było dla mnie przykre. Ludzie lubią "tytuły" i otaczanie się ludźmi, nie za to jacy są, lecz kim są. Mój partner (jako jedyny do tej pory) uczestniczy też w procesie tworzenia. Jest też didżejem. Gra dla mnie godzinami, kiedy tworzę, a później z przyjemnością pokazuję mu efekty swojej pracy.