Tak wygląda zima w Moskwie. "Jest gorzej, niż się komukolwiek wydaje"
Ekstremalne mrozy i rekordowe opady śniegu w Moskwie zamieniają codzienność w test przetrwania. O swoich doświadczeniach opowiedziała Polka od lat mieszkająca w Rosji.
Mrozy w Rosji. 12 stopni w mieszkaniu
W ostatnich tygodniach rosyjska stolica utonęła w śniegu, a meteorolodzy z Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego mówią o największych opadach od ponad 200 lat. Do tego dochodzą temperatury rzędu minus 20 st. C, a prognozy zapowiadają powrót mrozów nawet do -30 st. C. W teorii miasto powinno być przygotowane. W praktyce - jak relacjonuje w rozmowie z Onetem Polka mieszkająca w Moskwie - rzeczywistość wygląda inaczej.
"Noc z 30 na 31 stycznia była najtrudniejsza w naszym życiu" - opowiadała.
Największy atak zimy od 203 lat. Moskwa kompletnie sparaliżowana
Późnym wieczorem poczuła, że w mieszkaniu robi się coraz chłodniej. Zadzwoniła do spółdzielni i usłyszała, że "z powodu mrozu pękła rura", więc w bloku spada temperatura i nie ma ciepłej wody. Mimo zapewnień, że do rana wszystko zostanie naprawione, w mieszkaniu było około 12 st. C.
"Spaliśmy w kurtkach pod trzema kołdrami, a mój syn nawet w butach, bo marzły mu nogi" - relacjonowała.
Rano nic się nie zmieniło. Telefon do spółdzielni długo pozostawał bez odpowiedzi, a gdy w końcu ktoś odebrał, próbował przekonywać, że awaria już została usunięta. Dopiero naciski sprawiły, że wysłano ekipę, która pojawiła się dopiero wieczorem. Ogrzewanie i gorąca woda wróciły dopiero następnego dnia rano, 1 lutego.
Zatrzymany wyciąg i skok w śnieg
Mróz daje się we znaki nie tylko w domach. Jak przywoływała w Onecie bohaterka, 31 stycznia jej koleżanka i pojechała na narty do ośrodka Stepanowo pod Moskwą. Nagle wyciąg krzesełkowy zatrzymał się z kilkudziesięcioma osobami.
"Boję się, że zaraz stracę przytomność. Jest potwornie zimno" - pisała, prosząc o ponowny telefon na numer alarmowy.
Pomoc nie nadchodziła. Po czasie kobieta zdecydowała się skoczyć z wyciągu." Wydawało mi się, że albo umrę tutaj, albo spróbuję jakoś się uratować" - tłumaczyła później ze szpitala, dokąd trafiła z urazem nogi. Według relacji służby dotarły na miejsce dopiero po około dwóch godzinach.
Miasto w korku, ludzie w drodze od świtu
Skutki zimy widać też na ulicach. 2 lutego część osób, które miały być w pracy na 9.00, wychodziła z domu już o 6.00, bo nieodśnieżone drogi oznaczały nawet dwugodzinne stanie w korkach.
Wśród mieszkańców narasta frustracja, a w rozmowach padają gorzkie komentarze o bezradności urzędników. Mieszkańcy boją się także przerw w dostawie ciepła, prądu i wody. Polka podsumowuje krótko: "Jest gorzej, niż się komukolwiek wydaje, a już na pewno niż piszą media".
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.