Od miłości do nienawiści *Moje problemy z wagą pojawiły się 10 lat temu, kiedy urodziłam dziecko. Miałam wrażenie, że po ciąży kilogramów przybywa mi z każdym miesiącem. *Znajomi tłumaczyli usłużnie: „Nie panikuj! To przecież normalne, że tyjesz. Wraz z upływem lat przemiana materii jest wolniejsza”. Cudownie. Byłam im wdzięczna za to wyjaśnienie. Nie miałam już wątpliwości: staję się nie tylko cięższa, ale i starsza. Ta myśl zdecydowanie poprawiała mi samopoczucie...A waga? W tym czasie nasze stosunki były prawie lodowate. Nawet jeśli od czasu do czasu próbowałam zrzucić parę kilogramów, bałam się jej żelaznego werdyktu – ważyć więcej, niż się spodziewasz, to przecież jeszcze gorsze niż kolor włosów, który zupełnie Ci nie wyszedł. Kolor szybko można zmienić, ale z wagą nie pójdzie Ci już tak łatwo. Ona nie ma dla Ciebie za grosz współczucia. Nawet nie zauważy, że wczoraj zrezygnowałaś z kieliszka wina. A tylko czeka na okazję, by Ci przypomnieć, że nie odmówiłaś sobie sześciu ciastek. Taka z niej
przyjaciółka. *
*Na drodze do pojednania *Kolejną przeszkodą na drodze do pojednania z wagą jest to, że ważenie się nie jest po prostu w modzie. Dookoła słyszę
tylko: „To ile ważysz, niewiele mówi o Twoim zdrowiu”. Albo: „Sądzisz, że ważysz za dużo? A może to sprawa wody w Twoim organizmie albo przyrostu mięśni, bo mięśnie są cięższe od tłuszczu”. *Mam w nosie, czy tak dużo ważą moje mięśnie, woda, czy włosy. Moim problemem jest to, że jestem za ciężka. Chcę być lżejsza! Najgorsze, że nie mogę nawet liczyć na zrozumienie ze strony mojego instruktora z siłowni. Kiedy mu mówię, że chcę ważyć mniej, odpowiada spokojnie: „Skoncentruj się raczej na celu zdrowotnym, spróbuj obniżyć tętno spoczynkowe”.Gdy słyszę to wszystko, po prostu chce mi się krzyczeć! Dlaczego ludzie nie dziwią się, że marzę, aby wbić się w spodnie o rozmiarze 38, a za nic na świecie nie chcą pojąć, że chcę osiągnąć wymarzony wynik również na wadze? I wcale nie jestem w tym odosobniona. Sprawdziłam dokładnie. Oto wyniki prywatnej ankiety, którą przeprowadziłam wśród 20 koleżanek. Wszystkie, poza Karoliną, przyznają, że do aktywności fizycznej motywuje je przede wszystkim waga. Nawet zdrowie jest
na dalszym miejscu. Moja ankieta potwierdziła też, że kobiety dużo mniej dbają o BMI (wskaźnik masy ciała, który określa, czy Twoja waga jest odpowiednia do wzrostu) niż o to, ile ważą.
– Mąż ofiarował mi na urodziny wagę, która umożliwia pomiar zawartości tłuszczu – mówi Kasia, autorka książki kucharskiej, matka dwojga dzieci. – Też mi frajda – dodaje zaraz ironicznie. – Ja wolę swoją starą wagę, która pokazuje mi po prostu, że w ciągu kilku miesięcy schudłam dwa i pół kilograma, bo nie podjadałam po obiedzie. Karolina, o figurze idealnej, podziela zdanie Kasi. – Dla mnie zawartość tłuszczu w organizmie jest czymś tak samo mętnym, jak poziom cholesterolu. Można przecież mieć dużo tkanki tłuszczowej, a dobrze wyglądać w ciuchach. Karolina nie kryje swego lekceważenia dla wagi, która mierzy zawartość tłuszczu: kiedy zdarzy jej się na niej stanąć, zamyka oczy i mówi: „Proszę podać mi jedynie wynik ciężaru ciała. Zawartość tłuszczu i wody mnie nie obchodzi”. Ale jednak większość koleżanek kontroluje wszystkie wyniki. Twierdzą, że ważą się codziennie rano.
– Sprawdzam, czy trzymam linię – wyjaśnia Dominika, która przez 3 miesiące schudła 12 kg. Pod tym względem moje koleżanki są pacjentkami wzorowymi: idealnie trzymają się zaleceń lekarzy i dietetyków, którzy twierdzą, że regularne ważenie się dostarcza cennych informacji. Jeżeli nie udało nam się schudnąć tyle, ile zakładaliśmy, albo utrzymać wagi, trzeba zreformować dietę lub ćwiczenia.