– Marzy mi się oczywiście dobra rola, psychologicznie skomplikowana, głęboka. Dodatkowym wyzwaniem byłoby, gdybym mogła zagrać w obcym języku. Do niedawna wydawało mi się to bardzo trudnym do zrealizowania marzeniem. A jednak! Koleżanka z mojego roku, Karolina Gruszka, zagrała nie tylko po angielsku, ale co więcej – u Lyncha. Okazało się, że to możliwe, osiągalne! Ogromnie jestem ciekawa tego, jak pracuje się poza Polską, w Europie Zachodniej, ale też Rosji i oczywiście za oceanem! Zdarzyło mi się zagrać w niemieckim filmie. Grałam polską studentkę, ale po niemiecku. To było bardzo odświeżające. Już jak jechałam na casting do Niemiec, poproszono, żebym przyszła bez makijażu. Miałam kolczyki i reżyserka castingu mi je zdjęła. Kazali mi przyjść sauté, bo chcieli sobie wyobrazić, jak będę wyglądała w roli, o którą się ubiegałam. Chyba mają dużo większą wyobraźnię w kwestii tego, co można zrobić z aktorem. W Polsce, jak cię raz zapamiętają, taka długo pozostaniesz. Od komedii, to od komedii. Jak blondynka to
blondynka. Poza Polską jestem białą kartą, kimś nieznanym. To może mieć dobre strony, a dla mnie jest dużym wyzwaniem.