Blisko ludziTen straszny seks

Ten straszny seks

13.02.2012 13:05

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Na takie rozmowy człowiek nigdy nie jest przygotowany. Nieważne czy dziecko zaskoczy nas tym niewygodnym pytaniem (czy też serią pytań) mając lat 10, 14 czy też 5. Zawsze zakończy się to wstrząsem pourazowym, bezdechem i napadowym zaczerwienieniem skóry twarzy. Kto ma za sobą rozmowy z potomkami o seksie, wie o czym mówię.

Na takie rozmowy człowiek nigdy nie jest przygotowany. Nieważne czy dziecko zaskoczy nas tym niewygodnym pytaniem (czy też serią pytań) mając lat 10, 14 czy też 5. Zawsze zakończy się to wstrząsem pourazowym, bezdechem i napadowym zaczerwienieniem skóry twarzy. Kto ma za sobą rozmowy z potomkami o seksie, wie o czym mówię.

To grząski grunt, pole minowe, skrzynka z nitrogliceryną, orzeszki ziemne ukryte w czekoladzie alergika - porównania możemy sobie mnożyć, każdy ma swoje określenie na stan przedzawałowy. Rozmowa niby toczy się jak zwykle, spokojnie, niewinnie, bla bla bla, jak tam w szkole, a dobrze, co było dzisiaj na obiad, nie pamiętam, co masz zadane, a chyba nic. Aż tu nagle człowiekowi spada na głowę meteoryt.

U mnie wyglądało to tak: „Wiesz mamo, ten chłopiec podoba się teraz mojej koleżance i to tak bardzo, że chce uprawiać z nim seks”. To jest właśnie ten moment. Samo słowo kojarzysz, znasz też młodą istotę, która je wypowiedziała, za cholerę nie możesz jednak dojść do tego, jak te dwa zjawiska połączyły się ze sobą. W którym momencie moja 6,5-letnia córka skojarzyła, że istnieje takie coś i może to mieć coś wspólnego z płcią przeciwną?

- A co to znaczy „uprawiać seks”? - zapytałam szybko (chwała niebiosom za tę kapkę refleksu!) I tu padła ciekawa odpowiedź bystrej bestii: - Nie wiem, ty mi powiedz.

„Ok, czas zmierzyć się z tym monstrum” - pomyślałam. W końcu lepiej, żeby dziecko ogarnęło temat z pomocą mamy (nawet lekko spanikowanej), a nie rozchichotanych koleżanek, które same tę wiedzę tajemną posiadły w okolicznościach mi nieznanych, ale na pewno szemranych („bo kto normalny rozmawia przy sześciolatkach o seksie” pomyślałam).

Rozpoczęłam żmudne tłumaczenia. Takie rzeczy najlepiej mówić powoli, żeby po każdym zdaniu przystanąć i zastanowić się sekundę czy nie walnęło się gafy. Ja się przejęzyczę albo zagalopuję, a dziecko zapamięta te głupoty na lata.

A więc kochanie to taka rzecz, która zachodzi między kobietą a mężczyzną, którzy się kochają. Rozbierają się, dotykają, całują i czasami z tego dotykania i całowania - tak być nie musi, ale może - wynika ciąża, a potem dziecko. Dlatego seks jest dla dorosłych, bo dziecko wychowywać powinni tylko dorośli.

Zakończyłam ten wywód bardzo z siebie dumna. „Andrzejczyk, jesteś genialna!” poklepałam się w myślach po spoconym ramieniu. Co za wyczucie, jaki styl, ależ ty to wymyśliłaś - odrobina wprowadzenia technicznego, rozprawka o uczuciach i wielki kop w stronę niechcianej ciąży. Tylko dla dorosłych.
- Tak mamo, tylko dla dorosłych. I nastolatków...
Bang. To moja szczęka spotkała się z chodnikiem.
- A dlaczego nastolatków?
(I teraz skupcie się)
- No bo widzisz, mamo. Nastolatki spotykają się, że niby będą razem odrabiać lekcje czy coś, a potem rodzice wychodzą na przykład na zakupy. I wtedy oni uprawiają seks.

Do dzisiaj nie wiem skąd ona to wie. Jak to się stało, kto sprzedał jej ten przekaz, telewizji nie posiadam, radia również, dostęp do Internetu ściśle kontrolowany. Wiem jedno: moje dziecię lekcje już zawsze odrabiać będzie solo. A Państwu życzę jak najlżejszych rozmów „przejściowych” tego kalibru.

(ma)/(kg)

Źródło artykułu:WP Kobieta
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (1)
Zobacz także