- Byłam bardzo zakochana i miałam wrażenie, że on też. Podobał mi się fizycznie, miał podobne zainteresowania, lubił te same zespoły co ja. Poza tym, że mieliśmy fantastyczny seks, to mieliśmy o czym porozmawiać i jak spędzać czas – śmieje się 28-letnia Magda. Jednak od początku relacji było coś, co ją męczyło. – Często rozmawiał w sieci z różnymi kobietami. Twierdził, że to jego koleżanki. Nie byłam zazdrosna, bo sama też mam sporo kolegów, tyle tylko, że nie rozmawiam z nimi tak często – przypomina sobie Magda. Któregoś dnia jednak jej zaufanie zostało mocno nadszarpnięte. – Leżeliśmy w łóżku, oglądaliśmy film na jego laptopie. Piotrek wyszedł do toalety i powiedział, żebym oglądała dalej, a on zaraz dołączy. Na ekranie pojawiła się wiadomość ze skype’a: „Myślałam dzisiaj o Tobie cały dzień. Jesteś pewien, że będziemy mogli się pobzykać w ten weekend”. Czułam się tak, jakby świat mi się zawalił. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć – opowiada Magda. Piotrek powiedział, że lubi czasem poflirtować w sieci z
dawną koleżanką. Przyznał się do tego, że czasem rozmawiają o seksie, opowiadają sobie o tym, co by było, gdyby się spotkali w wiadomym celu. – Nie wiem, możliwe, że faktycznie nie doszło do niczego fizycznie, ale to dla mnie nie ma większego znaczenia. Chodziło o sam fakt prowadzenia tego typu rozmów. Przestałam mu ufać, zaczęłam myśleć, że każda z pozoru niewinna wymiana maili z koleżanką, może wyglądać w taki sposób. Zrozumiałam, że on nigdy nie jest spełniony i potrzebuje takiej dodatkowej uwagi ze strony innych kobiet. Odeszłam po kilku miesiącach – mówi Magda.