WAŻNE
TERAZ

Oto "11" na dziś? Jedna niewiadoma w składzie

Najbogatsza Polka w historii. Oto co zrobiła z fortuną po mężu

Magdalena Żelazowska w książce "Polki w Ameryce" odsłania mniej znaną twarz emigracyjnych historii Polek w USA – pełnych odwagi i ambicji, ale też samotności i życiowych kosztów, których nie da się przeliczyć na dolary. Opisuje losy nie tylko artystek, takich jak Tamara Łempicka, Helena Modrzejewska czy Urszula Dudziak, ale również Barbary Piaseckiej-Johnson, którą określa się jako najbogatszą Polkę w historii.

Barbara JohnsonBarbara Piasecka-Johnson
Źródło zdjęć: © Getty Images

Ewa Podsiadły-Natorska: "Polacy emigrują za chlebem, Polki – z miłości", pisze pani w pierwszym zdaniu książki. Czy w odniesieniu do pani bohaterek też tak było?

Magdalena Żelazowska: W dużej mierze tak, choć często chodzi o miłość w znaczeniu szerszym niż romantyczna, rozumianą jako ciekawość świata, apetyt na życie, gotowość do podjęcia ryzyka. Urszula Dudziak do Ameryki wyjechała ze swoim mężem Michałem Urbaniakiem i mimo że – jak twierdzi – bez niego by tego nie zrobiła, to ostatecznie w Stanach została dłużej niż on.

Helena Modrzejewska też wyjechała z mężem, Karolem Chłopowskim, jednak w jej przypadku powodem emigracji była chęć odmiany: poznanie nowego otoczenia, spróbowanie swoich sił na zagranicznych scenach. Entuzjazm i odwaga Modrzejewskiej skłoniły ją do bardzo długiej, wówczas wręcz egzotycznej podróży. Podobnych historii jest mnóstwo, jednak właściwie za każdą kryje się coś więcej niż tylko powody ekonomiczne.

Wspomina pamiętny występ TEDx. Tak czuł się, schodząc ze sceny

Która z bohaterek "Polek w Ameryce" musiała zaryzykować najwięcej, opuszczając ojczyznę?

Z pewnością te, które emigrowały najwcześniej. Helena Modrzejewska w Polsce miała ugruntowaną pozycję zawodową i komfortowe życie, a mimo to zdecydowała się na podróż do kraju, w którym była zupełnie nieznana. Nie znała nawet języka! Kilkutygodniowy rejs statkiem, potem dalsza droga na Zachodnie Wybrzeże, skromne warunki na farmie w Kalifornii – to było ogromne ryzyko.

Dziś emigracja logistycznie jest dużo łatwiejsza niż dawniej, kiedy wyjazd często był decyzją bez gwarancji powrotu. W przypadku Heleny Modrzejewskiej mówimy przecież o XIX wieku! Ale właśnie wtedy kobiety miały dużo do zyskania – Ameryka dawała im szansę na radykalną odmianę ich losu.

O Tamarze Łempickiej pisze pani, że długo szukała w Stanach swojego miejsca: Nowy Jork ją rozczarował, Houston nie znosiła. Udało się jej ostatecznie?

Można powiedzieć, że tak, lecz nie na stałe. W USA spędziła ok. 40 lat, po czym osiedliła się w Meksyku i tam spędziła swoje ostatnie dni. Najbardziej twórczy okres spędziła, co prawda, w Paryżu, ale Ameryka dała jej coś innego: ogromne możliwości finansowe i marketingowe. Łempicka doskonale wykorzystała mechanizmy amerykańskiej prasy oraz kultury popularnej, tworząc wokół siebie wizerunek artystki-gwiazdy.

Po drugiej stronie "amerykańskiego snu" zawsze jest jednak cena, często bardzo wysoka. Również w przypadku Ruth Handler, która stworzyła… lalkę Barbie.

Ruth Handler rzeczywiście stanowi przykład kobiety, która stworzyła globalną ikonę, a jednocześnie poniosła za to ogromny osobisty koszt. Pochodziła z wielodzietnej rodziny żydowskich emigrantów z Polski. Wychowywała się w poczuciu konieczności ciągłego udowadniania swojej wartości. Była pracoholiczką, perfekcjonistką, kobietą całkowicie oddaną firmie. Podkreślała, że nie widzi siebie w roli gospodyni domowej spędzającej czas wyłącznie na wychowywaniu potomstwa.

Z czasem dorastające dzieci wypominały jej zresztą, że stworzyła zabawkę, która uszczęśliwiła dzieci na całym świecie, ale we własnym domu nie zawsze była postrzegana jako dobra matka. To córka Barbara użyczyła imienia lalce Barbie, a syn – Kenowi. Ruth Handler mierzyła się też z chorobą nowotworową i poważnymi zarzutami finansowymi o defraudację pieniędzy należących do firmy. Na pewno była to przedsiębiorczyni z krwi i kości, choć jej biografia pokazuje, że sukces w amerykańskim stylu rzadko bywa bezbolesny.

Skoro mówimy o wielkich sukcesach i wielkich pieniądzach, nie sposób pominąć Barbary Piaseckiej-Johnson – najbogatszej Polki w historii, z majątkiem rzędu 2,9 mld dolardów. W pani książce jej biografia jest jedną z najbardziej niejednoznacznych.

Bo to postać, którą w Polsce bardzo łatwo się upraszcza, najczęściej sprowadzając ją do mitu Kopciuszka: emigrantka, która zaczynała jako pokojówka, poślubiła starszego miliardera i odziedziczyła po nim fortunę. To narracja wygodna, ale niepełna.

A jak było?

Barbara Piasecka-Johnson była wykształconą historyczką sztuki, osobą o ogromnej wiedzy i ambicjach. Jak wiele emigrantek w Stanach, zaczynała od prostych prac, bo taki był mechanizm wejścia w amerykańską rzeczywistość – dyplomy z Europy nie zawsze miały znaczenie. Zatrudniła się jako pomoc domowa w rezydencji rodziny Johnsonów, właścicieli koncernu Johnson & Johnson. To tam poznała Sewarda Johnsona, który był wówczas żonaty, znacznie starszy i niezwykle wpływowy. Ich relacja od początku budziła kontrowersje. Po rozwodzie Johnson poślubił Barbarę, a po jego śmierci to ona odziedziczyła większość majątku, co doprowadziło do jednego z najgłośniejszych procesów spadkowych w historii USA.

Dzieci Johnsona z pierwszego małżeństwa oskarżały ją o manipulację i wpływ na chorego ojca. Sprawa ciągnęła się latami i wystawiła Piasecką-Johnson na bezprecedensową falę krytyki. Rzadko jednak mówi się o tym, że odziedziczony majątek nie tylko utrzymała, ale też wielokrotnie pomnożyła. Inwestowała w sztukę, na której znała się znakomicie, budując jedną z najcenniejszych prywatnych kolekcji na świecie. Było to jej marzenie. Decyzje inwestycyjne podejmowała samodzielnie, z dużym wyczuciem rynku, a nie – jak często jej zarzucano – wyłącznie jako beneficjentka fortuny po mężu.

Lecz jednocześnie była bardzo samotna.

To prawda. Jej małżeństwo trwało krótko, relacje rodzinne były skomplikowane, a ogromny majątek nie przełożył się na stabilne życie osobiste. Kiedy próbowała zaangażować się w sprawy Polski – choćby w głośną, zakończoną fiaskiem próbę uratowania Stoczni Gdańskiej – spotkała się z niezrozumieniem. Zmarła samotnie, krótko po świętach Bożego Narodzenia, w Sobótce pod Wrocławiem w 2013 roku.

Opisuje też pani biografie Polek mniej znanych. Wiele z nich osiągnęło sukces w swoich dziedzinach. Czy jest jakaś kobieta, którą "odkryła" pani podczas pracy nad książką i pomyślała: trzeba o niej opowiedzieć?

Takich Polek jest bardzo dużo; na końcu książki zamieściłam nawet skróconą "Aleję Sław" – wykaz nazwisk, które opisałam bardziej skrótowo, bo zabrakło już przestrzeni i czasu na to, żeby rozwinąć każdą z sylwetek. Niezwykle ciekawą osobą okazała się dla mnie dr Maria Siemionow, która dokonała pierwszego w USA udanego przeszczepu niemal całej skóry twarzy. To było wielkie osiągnięcie, które pacjentce – młodej kobiecie postrzelonej w twarz – dało nowe życie.

Cała polonijna społeczność jest kopalnią historii o niezłomności, determinacji, ale też serdeczności. Bardzo zainteresowała mnie działalność Legionu Młodych Polek – polonijnej organizacji skupionej na młodych kobietach i wprowadzaniu ich w życie społeczne. Choć nazwa może brzmieć nieco archaicznie, bliższe poznanie pracy Legionu pokazuje, że to inicjatywa mądra i potrzebna. Tym bardziej żałuję, że w Polsce wciąż brakuje środowisk, które wspierałyby młode dziewczyny nie tylko w kwestiach towarzyskich, lecz także uczyły je, jak dobrze wypaść na rozmowie kwalifikacyjnej, podczas rekrutacji na studia czy w trakcie publicznych wystąpień.

Na koniec pytanie, na które pewnie trudno odpowiedzieć jednym zdaniem, ale spróbujmy. Kim Polka staje się w Ameryce?

Amerykanie pewnie powiedzieliby: lepszą wersją siebie. Kilka lat temu modne było "wychodzenie ze strefy komfortu", dziś mówi się raczej o tym, że trzeba stać się najlepszą wersją siebie. Coś w tym jest. Mam wrażenie, że emigracja do Stanów nie wykorzenia z nas typowo polskich cech, tylko wzmacnia te dobre: pracowitość, determinację, ambicję, umiejętność szukania rozwiązań, zorientowanie na cel. Za to trochę – przynajmniej w moim odczuciu – zanika w USA nasze polskie narzekactwo, skłonność do szybkich ocen i krytykowania. W Stanach nie bardzo to przystoi.

Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.

Wybrane dla Ciebie
Ma dom w Hiszpanii. "Cena nie była wcale taka wysoka"
Ma dom w Hiszpanii. "Cena nie była wcale taka wysoka"
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
Dziennikarz TVN pokazał kulisy. Był na wystąpieniu Nawrockiej
Dziennikarz TVN pokazał kulisy. Był na wystąpieniu Nawrockiej
Zapytali ją o jej wagę. "To inni mieli z tym problem"
Zapytali ją o jej wagę. "To inni mieli z tym problem"
Horoskop dzienny na jutro - czwartek 26 marca 2026. Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby
Horoskop dzienny na jutro - czwartek 26 marca 2026. Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby
Tak wyglądała w Białym Domu. Postawiła na modny total look
Tak wyglądała w Białym Domu. Postawiła na modny total look
Miała raka odbytu. "Walczą głównie ze sobą i wstydem"
Miała raka odbytu. "Walczą głównie ze sobą i wstydem"
Sprowadzono ją jako ciekawostkę. Szybko wymknęła się spod kontroli
Sprowadzono ją jako ciekawostkę. Szybko wymknęła się spod kontroli
W PRL-u to był rarytas. Dziś znów wraca do łask
W PRL-u to był rarytas. Dziś znów wraca do łask
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟