Nienawidzili z nim pracować. Jego partnerce zaczęły krwawić stopy
Gene Kelly był aktorem, reżyserem, producentem, a jednocześnie jednym z najważniejszych choreografów w historii Hollywood. Na planie jednak słynął z bezwzględnych wymagań. Dziś mija 30 lat od jego śmierci.
Gwiazda, która zmieniła musical
Gene Kelly kojarzy się przede wszystkim z musicalami MGM i rolami, w których łączył śpiew, taniec i aktorstwo w jedną całość. Nie był tylko wykonawcą gotowych układów. W wielu produkcjach współtworzył choreografię, a z czasem także reżyserował. Dzięki niemu taniec w filmie stał się bardziej dynamiczny i "filmowy": kamera nie miała jedynie rejestrować popisów, ale pracować razem z tancerzem, podkreślać tempo, kierunek ruchu i emocje sceny.
W latach 40. i 50. musical był rozrywką, którą traktowano jako lekką odskocznię. Kelly pokazał, że można w nim budować spektakularne sekwencje, dopracowane jak duże sceny dramatyczne. Bardzo zależało mu też na tym, by układy nie były niszczone montażem. Chciał, żeby widz widział pełnię ruchu, a nie serię szybkich cięć.
Często porównywano go do Freda Astaire’a. Kelly nie negował jego klasy, ale podkreślał, że reprezentują inne podejście. Astaire był symbolem elegancji, Kelly częściej grał "chłopaka z sąsiedztwa": bardziej atletycznego, bez sztywnej formy, bliższego ulicy niż salonom. Te różnice były widoczne także w tańcu: tam Kelly wykazywał mniej dystansu, więcej siły, skoków, pracy całego ciała. Dzięki temu w musicalach pojawił się inny typ męskiego bohatera, który nie musiał być dandysem i statecznym elegantem.
Od "babskiego" zajęcia do zawodowej obsesji
W wywiadach Kelly podkreślał, że nie planował kariery tanecznej. Marzył o sporcie, w tym o baseballu. Na zajęcia taneczne zapisała go mama. Na początku odbierał to jako coś wstydliwego, bo w tamtych czasach rówieśnicy potrafili wyśmiewać tańczących chłopaków. Później przerodziło się to w jego ambicję: chciał udowodnić, że mężczyzna może tańczyć i nadal być postrzegany jako silny i charyzmatyczny.
W swojej pracy łączył różne style. Korzystał z baletu, ale też z tańca współczesnego, stepu i inspiracji muzyką folkową. Dobierał środki do sceny: inne ruchy stosował w numerach komediowych, inne w romantycznych.
Geniusz, ale trudny człowiek?
Za sukcesem Kelly’ego stała ogromna pracowitość, ale też charakter, który budził opór u współpracowników. Na planie bywał tyranem. Wymagał absolutnej precyzji i powtarzał próby do skutku, nawet gdy inni byli skrajnie zmęczeni. Współpracownicy wspominali, że praca z nim potrafiła zostawić po sobie realne konsekwencje: kontuzje, rany, przeciążenia. Donald O’Connor miał nie znosić pracy z Kellym przy "Deszczowej piosence", a Debbie Reynolds podczas przygotowań do sceny "Good Morning" była tak wyczerpana, że doszło u niej do krwawienia stóp.
Meryl Streep, Gwyneth Paltrow i Meg Ryan na pogrzebie Carrie Fisher i Debbie Reynolds
Z czasem nawet ci, którzy narzekali na jego metody, przyznawali, że efekt był wyjątkowy. To właśnie ta konsekwencja sprawiła, że sceny taneczne w filmach Kelly’ego do dziś wyglądają na dopracowane i efektowne.
"Deszczowa piosenka" i trwały wpływ
Najbardziej znanym tytułem z jego dorobku pozostaje "Deszczowa piosenka". Film początkowo nie wywołał tak dużego wrażenia, jak dziś mogłoby się wydawać, ale z czasem stał się klasyką, a piosenki "Singin' in the Rain" i "Good Morning" weszły do kanonu. Ważną pozycją w dorobku aktorka jest też "Amerykanin w Paryżu" z wielką, finałową sekwencją taneczną, która na stałe zapisała się w historii kina.
Kelly pracował również jako reżyser, m.in. przy "Hello, Dolly!", i promował sztukę tańca także poza wielkimi musicalami. Zmarł 2 lutego 1996 roku w wieku 83 lat. Dziś, 30 lat po jego śmierci, widać wyraźnie, że zostawił po sobie nie tylko kalejdoskop wybitnych scen z historii kinematografii, ale też konkretną zmianę w postrzeganiu tańca i ruchu w filmie.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.