Przerwała ciążę w 36. tygodniu. Czuła się jak "nośnik dziecka"
- Od samego początku, że przez lekarzy byłam traktowana jak "nośnik dziecka", żywy inkubator. Pytali tylko o jego stan, czy czuję ruchy, nieważne dla nich było, co dzieje się ze mną - mówi Anita, która zdecydowała się na usunięcie ciąży w 36. tygodniu z powodu bardzo poważnej wady płodu.
W tym artykule:
To miała być opieka specjalistyczna i jasna informacja o stanie zdrowia dziecka. Zamiast tego – jak twierdzi pacjentka – tygodnie niepewności i brak rzetelnych wyjaśnień. 24 lutego 2026 r. zapadła decyzja, która nadała tej sprawie nowy wymiar. Rzecznik Praw Pacjenta uznał, że w przypadku Anity doszło do naruszenia praw pacjentki przez Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
Decyzja Rzecznika Praw Pacjenta po kontroli dokumentacji
Postępowanie wszczęto po analizie dokumentacji medycznej i opinii konsultantów. W wydanej decyzji stwierdzono naruszenie praw pacjentki. Sprawa dotyczy kobiety, która w 36. tygodniu ciąży zdecydowała się na terminację z powodu ciężkiej, letalnej wady płodu.
Poród w chłopskiej chacie. Zaskakujące zwyczaje sprzed 100 lat
Według ustaleń, przez wiele tygodni Anita nie otrzymała pełnej informacji o stanie dziecka. Jak relacjonuje, nikt nie przekazał jej wprost, że wada jest na tyle poważna, iż zgodnie z obowiązującymi przepisami może podjąć decyzję – kontynuować ciążę albo zdecydować się na jej zakończenie.
Anita: "Byłam traktowana jak żywy inkubator"
Kobieta podkreśla, że od początku czuła się pomijana w procesie leczenia. - Podkreślałam od samego początku, że przez lekarzy byłam traktowana jak "nośnik dziecka", żywy inkubator. Pytali tylko o jego stan, czy czuję ruchy, nieważne dla nich było, co dzieje się ze mną, jak sobie radzę, czy mam jakieś wsparcie - mówi teraz w rozmowie z Onetem.
- Nie chcę, żeby kobiety musiały skazywać swoje dzieci na cierpienie przez nieposzanowanie ich praw przez lekarzy - dodaje.
W wywiadzie opisuje moment, w którym po raz pierwszy usłyszała, jak poważna jest diagnoza. - Przecież o tym, że wrodzona łamliwość kości to najgorsze, co może nas spotkać, właściwie dowiedzieliśmy się przypadkiem od pielęgniarki, gdy czekaliśmy na badania krwi. Lekarze nigdy nie dali nam do zrozumienia, jak poważna jest to wada
Kontrola NFZ i kara dla szpitala w Łodzi
Sprawą zajęła się także Narodowy Fundusz Zdrowia. Jak informuje Gazeta Wyborcza, w kontrolach wszczętych na zlecenie Ministerstwa Zdrowia stwierdzono m.in. "naruszenie prawa do informacji, godności i intymności, uzależnienie udzielenia świadczenia w postaci aborcji od zaświadczenia, które przecież posiadano - stwierdzają NFZ i Rzecznik Praw Pacjenta w kontrolach wszczętych na zlecenie Ministerstwa Zdrowia".
Fundusz nałożył na szpital tzw. karę umowną, związaną z niedotrzymaniem warunków kontraktu, w tym dotyczących Programu Badań Prenatalnych. Zgodnie z przepisami może ona wynieść maksymalnie 2 proc. wartości umowy między placówką a Funduszem.
O ostatecznej wysokości sankcji zdecyduje wynik ewentualnej procedury odwoławczej. -Od wyników kontroli NFZ przysługuje odwołanie, dlatego o ostatecznej karze dla szpitala będziemy mogli poinformować po zakończeniu ewentualnej procedury odwoławczej - podkreśla w rozmowie z "Wyborczą" Paweł Florek, rzecznik NFZ.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.