Janusz Panasewicz w rozmowie z Filipem Borowiakiem powiedział, co sądzi o współczesnych artystach polskiej sceny muzycznej. Wyróżnił zarówno wokalistów popowych, jak i przedstawiciela świata rapu. Skrytykował natomiast influencerów, którzy próbują zrobić karierę na rynku muzycznym.
Filip Borowiak w rozmowie z Januszem Panasewiczem zapytał, jak wyglądał rynek muzyczny przed erą wszechobecnych algorytmów. Wokalista przypomniał sobie wtedy swoją wizytę w Programie Trzecim Polskiego Radia i worki pocztowe z kartkami i głosami na konkretną piosenkę. – To było namacalne, prawdziwe – powiedział. Przyznał też, że trochę tęskni za tamtymi czasami, ale ich nie rozpamiętuje.
– To jest po prostu zmiana pokoleniowa. Trudno, żebym miał pretensje do kogoś, że nie gra mojej piosenki, a gra kogoś, kto jest w tej chwili megapopularny i 30 lat młodszy. Ja rozumiem tego kogoś, kto włącza taką piosenkę. Ja też pamiętam, jak myśmy zaczynali grać, byli ludzie, którzy grali przed nami i też znikali ze stacji radiowych. Wchodziliśmy my, Bajm, Republika czy Dżem. To się nie zmienia, po prostu przychodzi taka pora i należy się z tym pogodzić i uszanować – podsumował lider Lady Pank.
Janusz Panasewicz został również zapytany o artystów młodego pokolenia, którzy na polskim rynku muzycznym jego zdaniem "robią to dobrze". Wokalista wskazał na Dawida Podsiadło, Margaret oraz Krzysztofa Zalewskiego, natomiast spośród raperów wyróżnił O.S.T.R. Z kolei krytycznie odniósł się do influencerów, postacie świata internetu, które próbują robić karierę muzyczną. – Nie widzę w tym szczerości – ocenił Panasewicz.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl