Śmiali się wszyscy koledzy. "Patrzyłyśmy na ten spektakl w milczeniu"
"Kobieta chirurg jest jak świnka morska - ani świnka, ani morska" - wspomina wypowiedź wykładowcy na uczelni dr. n. med. Karina Barszczewska. Ginekolożka w gorzkich słowach opowiedziała o tym, jak traktowane są kobiety podejmujące się różnych medycznych specjalizacji.
W tym artykule:
"Kobiety w medycynie, zwłaszcza w specjalizacjach zabiegowych, są jak drzazga w wygładzonej powierzchni. Przeszkadzają" - pisze w obszernym poście na Instagramie dr. n. med. Karina Barszczewska. Lekarka, odnosząc się do własnych doświadczeń, opisała, z czym mierzą się kobiety, które chcą zdobyć wykształcenie w zawodach medycznych. Wiele robiących karierę w tym środowisku mężczyzn ubliża paniom, umniejszając koleżankom po fachu tylko ze względu na szkodliwe i nieprawdziwe stereotypy dotyczące płci.
Jak traktować pacjentów? Osobliwe porady dla pielęgniarek sprzed 100 lat
Zobacz też: Śpisz w majtkach? Ginekolożka apeluje do kobiet
"Patrzyłyśmy na ten spektakl w milczeniu"
Karina Barszczewska przyznała, że już na początku studiów słyszała o tym, że kobieta nie nadaje się na ginekologa. "Bo to specjalizacja 'ciężka' - wymagająca siły, odporności i chłodnej głowy. A kobiety - wiadomo - mają emocje'. Są 'ckliwe'. Za delikatne. Za bardzo czujące" - wspomina słowa pracujących na uczelni wykładowców. Jak zaznaczyła Barszczewska, podobne frazy mężczyźni rzucali z pełnym przekonaniem, że są prawdziwe, "jakby opisywali prawa fizyki, a nie własne uprzedzenia".
"Pamiętam dokładnie jeden z bloków z ginekologii. Prowadzący powiedział wtedy: 'Kobieta chirurg jest jak świnka morska - ani świnka, ani morska'. Śmiali się tylko koledzy z grupy. My - dziewczyny - patrzyłyśmy na ten spektakl w milczeniu. A było nas więcej niż ich" - wspomniała Barszczewska.
Ekpertka wyjawiła, że kiedy ukończyła studia i została lekarką, usłyszała, że "zabrała komuś miejsce".
"Kolega, gdy dowiedział się, że dostałam się na ginekologię - a wtedy było to wyjątkowo trudne - powiedział: 'Bo jakiś doktor zrobiłby z tego większy pożytek" - pisze dalej ginekolożka.
Nierówne traktowanie i pytania nie na miejscu
Karina Barszczewska samotnie wychowała córkę. Jak wyznała, podczas rozmów o pracę była pytana o to, czy ma dzieci, czy planuje mieć ich więcej, czy ma kogoś do pomocy przy dziecku - bo przecież "samej to tak trudno". Pytania te były zadawane nie z troski o lekarkę, ale w kontekście dyżurów. "W kontekście problemu, który mogą sprawić" - skwitowała.
Lekarka wspomniała przy tym pierwszy dzień w nowym miejscu pracy. Nie została tam zapytana np. jakie procedury wykonała, co potrafi zrobić samodzielnie. Ginekolożka została zapytana, czy potrafi zaparzyć dobrą kawę.
"Bo nasze miejsce - według mężczyzn - było gdzieś pomiędzy: dyżurem a przedszkolem, salą operacyjną a kuchnią, ambicją a poczuciem winy. Bo kobieta w medycynie nigdy nie jest 'po prostu lekarzem'. Zawsze jest problemem - albo jak to 'pięknie' ujął kiedyś jeden z lekarzy, z którym konkurowałam o miejsce na oddziale, jej obecność bywa 'problematyczna'" - tłumaczyła Barszczewska.
Specjalistka podkreśliła, że jej tekst nie ma na celu przedstawienia żalu, a być pewnego rodzaju upamiętnieniem - podobne sytuacje, opinie na temat kobiet w medycynie, nadl słyszy wiele studenek kierunków medycznych, rezydentek, lekarek.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.