"Jestem dzieckiem CODA". W szkole dużo przez to cierpiała
Olga Bończyk od lat mówi wprost o wyborach, które dla wielu wciąż są trudne do zaakceptowania. Aktorka nie ukrywa, dlaczego nie zdecydowała się na macierzyństwo. Nie wszyscy wiedzą też, że była dzieckiem CODA. 16 stycznia 2025 roku aktorka skończyła 58 lat.
W tym artykule:
Życie prywatne Olgi Bończyk od lat budzi ciekawość, bo aktorka nie unika szczerych rozmów o relacjach i ważnych życiowych decyzjach. W wywiadach wraca do tematu małżeństw, bezdzietności i dorastania w nietypowej rodzinie, pokazując kulisy wyborów, które ukształtowały jej dorosłe życie.
Pierwsze małżeństwo Olgi Bończyk
Olga Bończyk poznała przyszłego męża, Jacka Bończyka, tuż po studiach. Oboje mieszkali we Wrocławiu, a on miał przychodzić na wszystkie jej spektakle. Ślub wzięli 1 kwietnia 1994 roku, wierząc, że to początek wspólnej drogi na całe życie. - Mieliśmy być razem na dobre i na złe - mówiła Olga Bończyk w rozmowie z "Dobrym tygodniem".
Olga Bończyk jest wegetarianką od 25 lat. Jak udaje jej się zbilansować dietę?
Z czasem relacja zaczęła się jednak zmieniać. Aktorka przyznała, że po sześciu latach zauważyła u męża narastającą agresję i wycofanie. Jacek Bończyk zamykał się w sobie, unikał rozmów i kontaktów z ludźmi. Para zdecydowała się wtedy na pomoc specjalisty. - Nie była dobra, kompetentna. Jacek się zupełnie rozłożył, rozpadł na części wręcz - wspominała aktorka.
Mimo prób ratowania zarówno zdrowia psychicznego męża, jak i samego związku, małżeństwo zakończyło się rozwodem. - To największa strata z tamtych czasów - podkreślała Bończyk.
W 2003 roku Olga Bończyk ponownie wyszła za mąż. Jej wybrankiem był Tomasz Gorazdowski, z którym wcześniej spotykała się przez kilka miesięcy. Para zdecydowała się na ślub w Las Vegas. Ten związek również nie przetrwał próby czasu i zakończył się po dwóch latach.
Aktorka wielokrotnie zaznaczała, że decyzja o macierzyństwie jest dla niej jedną z najpoważniejszych i najbardziej odpowiedzialnych w życiu. Świadomie z niej zrezygnowała, nie chcąc podejmować jej bez poczucia pełnej gotowości.
- W moim odczuciu człowiek, którego powołuje się na świat, powinien mieć w pełni zagwarantowany bezpieczny start, dwoje dojrzałych i odpowiedzialnych rodziców, w pełni gotowych oddać młodemu człowiekowi część siebie - mówiła na łamach "Super Expressu".
- Macierzyństwo w takich realiach byłoby skrajną nieodpowiedzialnością - stwierdziła, nawiązując do swojej skomplikowanej sytuacji życiowej w tamtym czasie.
Jest dzieckiem CODA
Olga Bończyk dorastała w rodzinie osób niesłyszących. Jest dzieckiem CODA, czyli Children of Deaf Adults. Zderzenie z reakcjami rówieśników i społecznymi stereotypami sprawiło, że bardzo wcześnie musiała zmierzyć się z poczuciem odmienności.
- Wychowywanie się w rodzinie, w której jest tyle deficytów, na przykład właśnie jak niepełnosprawność rodziców, to bardzo wiele rzeczy determinuje. I teraz mówię to z całą odpowiedzialnością i ogromną powagą, ponieważ ja jestem dzieckiem CODA (Children of Deaf Adults - przyp. red.), czyli dzieci osób dorosłych niesłyszących - mówiła w rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc w programie "Bez Tabu".
Psychologowie określają takie doświadczenie mianem parentyfikacji, czyli sytuacji, w której dziecko przejmuje role i obowiązki dorosłego. W przypadku Olgi Bończyk oznaczało to bycie pośrednikiem między rodzicami a światem oraz tłumaczenie im rzeczywistości.
Doświadczenia z dzieciństwa znalazły odzwierciedlenie także w jej dorosłym życiu uczuciowym. Aktorka otwarcie mówiła o schematach, które powtarzała w związkach.
- W związkach często dawałam za dużo. Chciałam ratować, rozumieć, wspierać - zapominając o sobie - przyznała.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.