Trwa ładowanie...

Prowincjonalne Chodakowskie

Nie trzeba było długo czekać. W małych miejscowościach pojawiły się naśladowczynie Ewy Chodakowskiej – lokalne instruktorki fitnessu, które przy okazji robią karierę na zupełnie innych polach.
Share
Prowincjonalne Chodakowskie
Źródło: AKPA
d49k509

Nie trzeba było długo czekać. W małych miejscowościach pojawiły się naśladowczynie Ewy Chodakowskiej – lokalne instruktorki fitnessu, które przy okazji robią karierę na zupełnie innych polach.

Małgorzata odpadła w jesiennych wyborach samorządowych, nie udało jej się zostać radną. Dostała zaledwie sto głosów, chociaż liczyła na przynajmniej dwieście. Jako radna chciała wprowadzić w dzielnicowej szkole darmowe zajęcia sportowe dla dzieci, jednak coś zawiodło i pomysł nie chwycił. Dlaczego? Gosia od lat prowadzi w miejscowym domu kultury zajęcia dla pań. Najpierw był to aerobic, o którym wiedzę czerpała z kaset VHS, potem coraz modniejsze dziedziny fitness, których nie musiała już uczyć się na video, bo zaczęły się czasy szkoleń i zdobywania odpowiednich licencji instruktorskich. Kiedy na krajowym firmamencie zabłysły rodzime gwiazdy animatorek fitnessu, zdała sobie sprawę, że to jest właśnie to.
- Fitness jest moją pasją, nie potrafię żyć bez tego. Kto miałby zaszczepić kobietom dbanie o kondycję fizyczną, jeśli nie ja? - mówi Małgorzata. - Poza tym, w naszym mieście kobiety mogą tylko siedzieć w domach i nikt oprócz mnie nie zaproponował im jakiejś alternatywy, sposobu na spędzanie wolnego czasu.

* Ewa – mój wzór*

d49k509

Instruktorka nie kryje, że wzoruje się na Ewie Chodakowskiej. - Ewka pokazała nam wszystkim, jaka siła drzemie w kobietach. Dałyśmy się stłamsić, uwierzyłyśmy w to, że najlepiej nam w domach, przy mężu i dzieciach. Ewa daje dobry przykład, jak zainwestować w siebie i odkryć swoje możliwości, słabości przekuć w dobry wygląd i samopoczucie. Na mnie osobiście to działa, uwielbiam jej rady dotyczące posiłków i partnerstwa – deklaruje Gosia. Sama uznała, że profil domu kultury na Facebooku nie wystarczy, założyła więc własny, promujący jej zajęcia. „Kochane, zaczynamy wspaniały dzień od uśmiechu!”, „Widzimy się dzisiaj, motywacja rośnie!” - pisze przed spotkaniami. To chwyciło, grupa pań, zwłaszcza w średnim i starszym wieku, jest zachwycona.
- Pani Gosia tchnęła we mnie nowe życie. Ech, co tu dużo mówić, po śmierci męża to już tylko telewizor mi został i jeszcze sąsiadka do pogadania. A teraz, to ho ho, po zajęciach pilates z koleżankami nie możemy się rozstać, aż nas wyganiają z domu kultury, kiedy czas zamykać – śmieje się pani Lidia.

* Fitness fitnessem, a głosowanie - głosowaniem*

Sytuacja wydawała się idealna do tego, aby Małgorzacie udało się przekuć sukces trenerski w samorządowy. Tak się jednak nie stało. - Zaczęło się od zdjęć na stronę internetową domu kultury. Jest w naszej grupie sporo dziewczyn „przy kości”, zajęcia są intensywne, pocimy się i nie wyglądamy zbyt korzystnie.
Gośka przyprowadziła profesjonalnego fotografa i zażądała, żeby sfotografował ją na naszym tle, gdy ćwiczymy. Większość odmówiła pozowania, wtedy z ogniem tłumaczyła nam, że to dla dobra kobiet w naszym mieście, że dajemy wspaniały przykład, a fotki pójdą tylko i wyłącznie do galerii na stronie internetowej – opowiada Diana. Ostatecznie zdjęcia trafiły na Facebooka, Małgorzata wstawia je codziennie po jednym, podpisując hasłami motywującymi. Dianie to się nie podoba, ale z zajęć nie zrezygnuje. Co nie znaczy, że zamierzała głosować na Gosię w wyborach. - Większość kandydatów na radnych obiecywała pieniądze na zajęcia pozalekcyjne dla dzieci, nie tylko ona. Z tym, że ta większość miała rozbudowany program i oferowała znacznie więcej, niż dbałość o kondycję fizyczną obywateli. A Gośka poległa, bo powiedziała nam, że jeśli z rodzinami nie zagłosujemy na nią, to nie będzie się do nas odzywała – wyjawia wprost Diana.

Ze mną dasz radę

Efekt był wręcz przeciwny od zamierzonego. Po wyborach kilka spośród młodszych kobiet zrezygnowało z przychodzenia na zajęcia. Stwierdziły, że przyjemna inicjatywa zaczęła zmieniać się w sztab pracujący na rzecz liderki, a sport zaczyna schodzić na drugi plan. Ola, choć jej koleżanki przychodzą do Gosi na fitness, nie zamierza się tam wybierać. - Od kiedy pamiętam, zawsze miałam sporą nadwagę. Kilka lat temu wzięłam się za siebie, zaczęłam ćwiczyć i zdrowo się odżywiać. Efektu nie było, byłam coraz słabsza i grubsza.
Gosia za każdym razem, kiedy spotykała mnie na osiedlu, nagabywała, żebym przychodziła na jej zajęcia. Tłumaczyła, że tylko z nią dam sobie radę i zobaczę efekty. Grzecznie wymawiałam się tym, że nie lubię zbiorowych ćwiczeń, wolę ćwiczyć sama, w domu – mówi Ola. Koleżanki przekazały jej, że Małgorzata na zajęciach analizowała jej „przypadek”, podając go jako przykład zaniedbania i niechęci do ruchu. Tymczasem Ola pół roku temu uparła się i razem z lekarzem znalazła przyczynę swojego stanu. Były to zaburzenia pracy tarczycy. Leczenie sprawiło, że w kilka miesięcy kilogramy opadły z niej jak zbędny balast i świat ujrzał wypracowywany przez Olę od dawna „kaloryfer”. - Gośka udaje, że mnie nie poznaje. Chyba nie w smak jej, że doszłam do tych efektów sama, bez jej nachalnej pomocy – kwituje z przekąsem Ola.

d49k509

Motywujące smsy z serduszkiem

Ewelina pracuje w biurze, gdzie utarł się zwyczaj, że koleżanki raz w tygodniu wspólnie chodzą na fitness. Namówiły ją, aby do nich dołączyła. - Do tej pory wolałam rower i wyjazdy w góry, ale pomyślałam, że czemu nie? Słyszałam, że dziewczyny nieźle się bawią, jest fajnie i inspirująco. Dałam się zaciągnąć na zumbę – mówi Ewelina.
Okazało się, że sam taniec przypadł jej do gustu, gorzej z oprawą. Dziewczyna jest przyzwyczajona do wspinaczki w towarzystwie starych wyjadaczy, gdzie wymienia się tylko niezbędne informacje, skupiając na technice wspinania i pięknie gór. Tutaj otoczka okazała się trudnym orzechem do zgryzienia. - Instruktorka najwyraźniej ma „misję”. Żąda od nowo przyjętych numeru telefonu, żeby wysyłać codziennie rano motywujące esemesy z serduszkami i wykrzyknikami. W czasie ćwiczeń cały czas skakała nade mną, wołając: Jesteś z nami! Dasz sobie radę! Jesteśmy z tobą! Jesteś wspaniała! - Ewelina śmieje się z tego doświadczenia, bo nie sądziła, że chęć zażycia ruchu z biurowymi koleżankami musi oznaczać wstąpienie do sportowej sekty. Nie do końca orientowała się, jak to wygląda, choć wiedziała, że koleżanki solidnie przygotowują się do maratonów zumby i podczas rozmów w pracy często wspominały o swojej instruktorce, Annie. - Wyszło na to, że ona jest jakimś poganiaczem robotów, krzyczącym człowiekowi nad uchem. Zupełnie
wymiękłam, ale z ciekawości postanowiłam sprawdzić, jak to jest z drugim klubem fitness, bo w naszym mieście są tylko dwa profesjonalne, jeśli nie liczyć osiedlowej partyzantki – siłowni w piwnicach – mówi Ewelina. Zagaiła na ten temat w biurze i natychmiast tego pożałowała. Została oświecona, że tamten klub to siedlisko zła, instruktorka jest uzurpatorką, która na pewno nabyła licencję „po znajomości”, nie jeździ na szkolenia, tak jak „nasza cudowna Aneczka”, oraz co i rusz doprowadza klientki do kontuzji.

- Tylko Ania wie, jak ćwiczyć, tylko ona motywuje, zna się na wszystkim, ma wspaniałą figurę i doskonale wychowuje dwójkę uroczych maluchów. A tamten klub to speluna pod kierunkiem niekompetentnej kluchy. Przeraziłam się, bo dotarło do mnie, że te moje dziewczyny pewnie z radością codziennie odbierają serduszkowe esemesy od Ani i wykonują jej polecenia, żeby mieć udany fitnessowy dzień – mówi Ewelina.
W końcu dała sobie spokój z grupowymi ćwiczeniami i z ulgą kręci się rowerem po okolicznych ścieżkach, zaglądając nad miejski zalew, czy do parku. Raz czy dwa w roku planują z grupą wspinaczy większą wyprawę w Tatry po polskiej lub słowackiej stronie.
Zdaniem Eweliny to, co robi w domu, aby przygotować się do wspinaczki i jej dotychczasowa wiedza wystarczą w zupełności do zachowania dobrej kondycji. - Żeby zachować formę nie potrzebuję całego przemysłu, kupowania koszulek, odbierania esemesów, czy stawania się wyznawczynią jakiejś ideologii.

Maja Lenartowicz/(gabi)/WP Kobieta

POLECAMY:

* Polka: sportsmenka czy kanapowiec?*

* Trenerki całej Polski. Którą kochacie najbardziej?*

Wyprzedaż sportowego obuwia, nawet do 80% taniej. Sprawdź! >>

d49k509

Podziel się opinią

Share
d49k509
d49k509