Aktor Johnny Depp, bo o nim myślę, został pozwany przez swoją żonę Amber Heard o znęcanie się psychiczne i fizyczne. I się zaczęło: że laska chce od niego kasy, bo nie podpisali intercyzy, a Depp jest milionerem. Że laska kłamie, bo na jednym zdjęciu pokazywała rany po pobiciu, a na drugim paparazzi przyłapali ją, jak się uśmiecha. A przecież wszyscy wiemy, że ofiara ma płakać cały czas, bo inaczej wyjdzie ze swojej roli i nikt jej nie uwierzy.
Uwielbiamy poniżać ofiary. Przede wszystkim im nie wierzymy. W ogóle nie chcemy słuchać tego, co do nas mówią. Żądamy dowodów przemocy: obdukcji lekarskiej, pokazania siniaków, pokazania SMS-ów, nagrań. I jeszcze opowiedzenia na forum publicznym, jak to było. Gdzie cię uderzył, dlaczego, czy prowokowałaś? A kiedy już rozegra się ten cały spektakl, a ofiara przyrzeknie, że to nie jej wina, to nie wierzymy nadal. Bo przecież to musiała być jej wina – kogo innego?
Przestań kłamać, że to się zdarzyło. Przestań zmyślać, że to miało miejsce. Nikt ci nie uwierzy, więc nie ma sensu o tym mówić. Nikt cię nie wysłucha, więc nie zaczynaj nawet tej rozmowy. Wymyślasz sobie, żeby zwrócić na siebie uwagę i żeby zrobić z siebie ofiarę - bo to lubisz! Nienawidzisz mężczyzn i dlatego tak mówisz. Chcesz się za coś zemścić i dlatego tak twierdzisz. Wszystko zmyśliłaś, tego nie było, to się nie wydarzyło. Chcesz pieniędzy, co? chcesz zarobić na kłamstwie mnóstwo pieniędzy?
Jest i kolejny argument: skoro bił i znęcał się od dłuższego czasu, to czemu kobieta nie uciekła? Pamiętacie historię Katarzyny Figury? Zamiast współczucia dla kobiety, którą poniżał własny mąż, mieliśmy tylko złote rady w stylu: „To trzeba było uciekać”. Trzeba było. Większość kobiet nie ma jednak gdzie uciec. A nawet, jeśli ma, to zostaje w domu, bo wierzy, że jakoś uda się uratować: rodzinę, małżeństwo, uczucie. Tak nas przecież wychowano. Postaraj się być dobrą żoną, to on przestanie pić/ bić/ zdradzać (niepotrzebne skreślić).
Nie chcę bawić się w sąd – nie wiem, czy aktor jest winny. Ale przeraża mnie, że niezależnie od tego, czy odnosimy się do znanej osoby czy naszej sąsiadki lub koleżanki, to z chwilą, kiedy dzieje się przemoc, zaczynamy powątpiewać. Dlaczego łatwiej nam uwierzyć w niewinność niż dostrzec siniaki na ciele kobiety? Za ścianą tłucze się rodzina, a my pogłaśniamy telewizor, żeby odgłosy kłótni i uderzeń nie zakłócały nam świętej przestrzeni domowej. Bo przecież to, co dzieje się między kobietą i mężczyzną, to ich prywatna sprawa, nie wtrącajmy się.
Co innego, kiedy na światło dzienne wypływa jakaś afera. Kiedy gazety donoszą o coraz to nowych informacjach dotyczących znęcania się nad kobietą. Oho, wtedy każdy poczuwa się do mentorskiego tonu w stylu: sama tego chciała, a przecież facetów też spotyka przemoc i tak dalej. To się nazywa powtórna wiktymizacją, kiedy ofiara staje się właściwie sprawczynią czy prowodyrką.