Wiele kobiet jest na skraju. "Najgorszy dzień w roku dla małżeństwa"
Kiedy Marta słyszy słowo "Wigilia", cała się spina. – Udaję, że się cieszę, bo wiem, że i tak skończy się kłótnią. Wigilia to dzień, który ostro testuje nasze małżeństwo – przyznaje. Zuzannie zdarzyło się płakać nad garnkiem kapusty. Psychologów to nie dziwi.
– Świąteczna "tradycja" to często patriarchalne wzorce, w których kobieta urabia się po pachy, sprzątając, gotując, myjąc okna, piorąc zasłony. Do tego dochodzi przymus cieszenia się i świętowania. Do wybuchu brakuje tylko iskry – komentuje Katarzyna Archanowicz-Kudelska.
U 39-letniej Marty zawsze zaczyna się niewinnie: "Czy na pewno mamy dwanaście potraw? Czy wytrzepałeś dywan? Uważaj, żeby pies nie przewrócił choinki", Co z opłatkiem, czy mamy opłatek?!". W okresie świątecznym pozorne błahostki urastają do rangi spraw ostatecznych. – U mojego męża w domu zawsze była grzybowa i karp w galarecie. U mnie barszcz z uszkami i pierogi. Teoretycznie to tylko różnica w menu, jednak przed Wigilią się o to spieramy, bo każdy chce mieć "po swojemu", jak robiła mama – mówi Marta. – A już odkąd mamy dzieci, każde z nas chce swoje zwyczaje i tradycje przekazać dalej. I nikt nie chce ustąpić.
"Pasja jest kobietą". Agnieszka Kaczor mówi, jak chudnąć bez diety i wyrzeczeń
42-letnia Zuzanna nie przebiera w słowach. – Wigilia to najgorszy dzień roku dla naszego małżeństwa. Wstaję rano z poczuciem, że jestem projekt managerką, kucharką, dekoratorką i psycholożką w jednym. Mąż tradycyjnie myje samochód albo jedzie po zapomniane składniki, a ja robię wszystko inne, czyli generalnie wszystko. I tylko czuję, jak zbierają mi się nerwy. Potem mamy podzielić się opłatkiem, usiąść przy stole i być zadowoleni? Łatwo powiedzieć!
Katarzyna Archanowicz-Kudelska, psycholożka, socjolożka, doktorka nauk społecznych, nie ukrywa, że święta to czas wyjątkowo "wybuchowy". – "Wigilia to taki prawdziwie rodzinny i tradycyjny czas", mówimy rozmarzeni. A psycholog słysząc to, już czuje, że mogą pojawić się kłopoty. Co roku czekamy na święta, wyobrażając sobie, że TYM RAZEM to już będzie perfekcyjnie. Usiądziemy wszyscy razem zgromadzeni przy rozświetlonej choince, rozpakujemy pięknie zapakowane i zawsze trafione prezenty, będziemy się śmiać, rozmawiać, a przede wszystkim będziemy patrzeć sobie z miłością w oczy. Wszyscy mamy wpojone i wdrukowane te klisze… A potem znów się nie udaje. Bo ta wizja jest nierealna, ideałów nie ma i zawsze coś nam wykrzywi ten bajkowy wzorzec. Szczególnie że każdy z nas ma ten wzór nieco inny – wyjaśnia ekspertka.
Walka o prawo do głosu
Zuzanna nigdy nie zapomni pewnej Wigilii. – Złapałam się na tym, że płaczę nad garnkiem kapusty. Normalnie pękłam. Nikt nie wie, ile to wszystko kosztuje mnie nerwów. A wystarczyło, żeby mój mąż zapytał: "Jak mogę ci pomóc?". Oczywiście, gdy poproszę go o pomoc, to wszystko zrobi, ale nigdy nic sam z siebie. Nie chcę gadać na facetów, nie twierdzę, że wszyscy tacy są, ale w Boże Narodzenie to ja jestem u kresu sił.
U Marty najtrudniejszy moment przychodzi tuż przed podaniem wigilijnej kolacji; ona krząta się po kuchni, dopinając każdy szczegół, a jej mąż wszystkiego próbuje i komentuje, że barszcz jest "za mało tradycyjny" albo że kompot z suszu jest "zbyt cienki". Dlatego Marta od lat ma poczucie, że cokolwiek zrobi, i tak zostanie porównane to z tym, co robiła matka jej męża – i w tej konfrontacji zawsze wypadnie gorzej. – Moja siostra z mężem wszystko robią wspólnie. W święta razem gotują, sprzątają, ogarniają choinkę, prezenty. A ja? Czuję się, jakbym walczyła o prawo do głosu.
Dlatego po świętach 2024 Marta powiedziała "dość". – W tym roku, co się da, robię z Thermomixa, którego kupiłam sobie, aby ułatwić sobie życie.
Dwa światy
Badania potwierdzają, że okres świąteczny sprzyja stresowi i konfliktom w związkach, a ich wyniki wskazują, że to nie tylko "anegdotyczne" doświadczenia par. Analiza przeprowadzona przez aplikację randkową Parship wykazała, że ok. 1/3 par przyznaje się do częstszych kłótni w okresie świątecznym niż w innych porach roku. W tym badaniu konflikty rodzinne przy wigilijnym stole i w trakcie świątecznych spotkań opisywane są jako powszechne, zwłaszcza gdy mają miejsce spory przy stole, różnice wartości czy napięte relacje między członkami rodziny, zwłaszcza małżonkami.
Badanie "Sztuka przeżywania Świąt według Polaków" (2024) zrealizowane przez serwis Prezentmarzeń na próbie 1328 respondentów dowodzi, że 73 proc. Polaków podczas świąt odczuwa silniejsze emocje. Dominują uczucia pozytywne (81 proc.) – takie jak radość (33 proc.) i wdzięczność (20 proc.). Niestety, część ankietowanych zmaga się również z negatywnymi emocjami (19 proc.), takimi jak stres i zdenerwowanie (37 proc.). Również przygotowania do Wigilii postrzegane są w różnorodny sposób; 27 proc. respondentów uznaje je za przyjemność, jednak dla 33 proc. stanowią one duże obciążenie.
Dlatego jak zauważa Katarzyna Archanowicz-Kudelska, kiedy łączymy się w parę i tworzymy nową rodzinę, tak naprawdę scalamy ze sobą dwa światy – różne rodzaje socjalizacji, zwyczajów, skryptów i schematów, często całkowicie od siebie odmiennych. – To, co w codzienności jeszcze jakoś uchodzi, w święta wybrzmiewa głośno i zdecydowanie, gdy słowo "tradycja" odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Konflikt dodatkowo się zaognia, gdy w rodzinie pojawia się dziecko i chcemy mu ową "tradycję" przekazać.
Na to wszystko nakłada się oczywiście zmęczenie. – Świąteczna "tradycja" to często patriarchalne wzorce, w których kobieta urabia się po pachy, sprzątając, gotując, myjąc okna, piorąc zasłony. Owszem – już nie stoimy w kolejkach po karpia i pomarańcze, ale czy "praca z Ajaxem jest jedynie czystym relaksem"? A przecież zwykle pracujemy też w pracy – grudzień to najczęściej młyn, zamykanie roku, dopinanie budżetu… Do tego dochodzi przymus cieszenia się i świętowania. Do wybuchu brakuje tylko iskry – uzupełnia psycholożka.
Żaden dzień się nie powtórzy
Pełne smutnych wpisów na ten temat są fora i grupy dyskusyjne: "Święta to żadna radość, to nerwy i czekanie kiedy koniec", "Nie cierpię świąt", "Kłótnia z mężem, a jutro Wigilia", "Stres związany ze świętami", "Kłótnia z mężem o Wigilię", "Mam dość świąt".
– Co roku obiecuję sobie, że za rok w Boże Narodzenie gdzieś wyjedziemy i co roku uginam się, żeby córki miały normalne święta, mimo że ja tej nerwowej atmosfery i ciągłych kłótni z mężem ścierpieć nie mogę – mówi Marta.
Co więc zrobić, żeby przetrwać? Katarzyna Archanowicz-Kudelska: – Tak, święta dla wielu z nas są bardzo stresujące. Pamiętajmy jednak, że to nie wydarzenie wywołuje stres, lecz nasza nieumiejętność radzenia sobie z nim. Kiedy nauczymy się w zdrowy sposób nazywać nasze potrzeby i uwalniać emocje, wtedy ciężar sytuacji zelżeje. Zastanówmy się zatem szczerze, czego pragniemy. Jak naprawdę chcemy spędzić te dni? Z kim? Jaki sposób spędzania czasu jest dla nas dobry? A potem spróbujmy o tym spokojnie porozmawiać.
- Czy naprawdę musimy działać według ustalonego od lat schematu? Co robimy, bo chcemy, a co z przyzwyczajenia i dziwnie pojętej tradycji, która być może już się wypaliła i nie ma już specjalnego sensu? A może zrobimy coś inaczej? Stworzymy naszą, nową tradycję? Może nie będzie dwunastu potraw? Lśniących szyb? Może wyjedziemy, pójdziemy na spacer albo spotkamy się przy stole z przyjaciółmi, czyli naszą "rodziną z wyboru"? Nie zawsze od razu mamy siłę i przestrzeń na wielkie rewolucje. Wtedy krok po kroczku wprowadzajmy małe zmiany, pamiętając, że "żaden dzień się nie powtórzy", Wigilia także, miejmy z niej zatem dobre wspomnienia.