WAŻNE
TERAZ

Oto "11" na dziś? Jedna niewiadoma w składzie

W święta przeżywają piekło. "Zamiast prezentów - wyzwiska"

- To trochę jak utknięcie w klatce z dzikim lwem, który w każdej chwili może zaatakować - tak o świętach w przemocowych rodzinach mówi Marta Kaczmarek, prezeska fundacji FeelHarmonia. - Ona nie idzie do pracy, on nie idzie do pracy. Przez kilka dni są razem non stop. I nagle znika ten bufor.

KobietaKobieta
Źródło zdjęć: © GETTY
Agnieszka Woźniak

- Nigdy nie przeżyłam spokojnych świąt - mówi Monika, która zdecydowała się podzielić swoją historią związaną z przemocą domową. - Chaos, awantury, lejący się alkohol - wymienia. - Ojciec zapraszał kolegów, picie zaczynało się już 24 grudnia przed południem, a jego koledzy byli tak pijani, że zasypiali na kanapie lub na podłodze, budzili się, a następnie znowu pili... i tak do drugiego dnia świąt.

Całe dzieciństwo marzyła o spokojnych, rodzinnych, magicznych świętach. - Oglądałam amerykańskie filmy i śniłam o tym, że kiedyś święta będą inne - wyznaje. Niestety, zaraz po tym, gdy udało jej się wyprowadzić z domu, sama weszła w przemocowy związek. - Myślałam, że w końcu mój los się odmieni. Poznałam chłopaka, który na początku wydawał się czarujący, opiekuńczy, całkiem inny niż mój ojciec. Szybko zamieszkaliśmy razem. Niestety równie szybko pojawiła się przemoc. Najpierw były to ciągłe pretensje, krytyka, porównywania. Później wyzwiska od najgorszych, ubliżanie. Gdy dowiedział się o mojej historii, nazwał mnie "patologią".

Do tego doszła przemoc fizyczna. - Raz rozwścieczony wylał na mnie talerz gorącej zupy. Od tego się zaczęło. Później nie miał już hamulców. I historia zatoczyła koło. Awantury wybuchały średnio co tydzień. Również w święta, kiedy usłyszałam, że na pewno "wszystko spier...". Zamiast prezentów świątecznych były wyzwiska. Nie mogłam ani przebywać w domu, ani uciec do rodziców. Odejście zajęło mi trzy lata, ale teraz w końcu żyję na swoich zasadach i w spokoju szykuję się do świąt - wyznaje.

To nie odosobniona historia. Marta Kaczmarek, prezeska fundacji FeelHarmonia przyznaje, że im bliżej świąt, tym więcej napięcia. W rozmowach z kobietami doświadczającymi przemocy przejawia się jedno, powtarzające się zdanie w dwóch wersjach. - Albo: "byle nie było awantury", albo: "żeby święta minęły w spokoju" - mówi wprost.

Dla kobiet żyjących w przemocowych relacjach Wigilia i kolejne dni świąt nie są momentem wytchnienia, ale psychicznym maratonem. Już sama myśl o świętach bywa paraliżująca. - Dla kobiety świadomość, że będzie przez kilka dni zamknięta z partnerem czy mężem, że będzie na niego skazana, jest bardzo obciążająca psychicznie i emocjonalnie - podkreśla Marta Kaczmarek.

Często jej nie dostrzegamy. Psycholożka o przemocy finansowej

Święta bez wytchnienia

Film Wojciecha Smarzowskiego "Dom dobry" zadziałał jak społeczny zapalnik. Jak podała Fundacja Feminoteka, po jego premierze liczba zgłoszeń od osób szukających pomocy gwałtownie wzrosła - tylko w listopadzie telefonów było aż o 223 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. To jednak grudzień jest momentem szczególnie trudnym. Czas, który ma być pełen ciepła i bliskości, dla wielu kobiet oznacza coś zupełnie innego.

- Wzrastają oczekiwania. Także ze strony sprawcy, który często chce, żeby było "bajkowo". A im więcej oczekiwań, tym więcej punktów, do których można się przyczepić - mówi Marta Kaczmarek.

W praktyce oznacza to ciągłe czuwanie. Każdy gest, każde słowo, każdy szczegół może stać się pretekstem. - Ta kobieta cały czas jest w napięciu. Pilnuje siebie, dzieci, sytuacji. Nie po to, żeby było miło, tylko po to, żeby nie doszło do wybuchu - słyszymy.

Na to nakłada się presja społeczna. Obowiązkowe "idealne święta", uśmiech, rodzinna atmosfera. - Większość z nas to zna - ma być pięknie, ciepło, rodzinnie. A kobieta, która jest emocjonalnie już bardzo poharatana, musi jeszcze tworzyć iluzję szczęśliwej rodziny. To kosztuje ją ogrom wysiłku - mówi.

Często pojawia się też alkohol. - Bardzo często idzie w parze z przemocą. Do tego wiele miejsc pomocowych w święta nie działa. Policja i Niebieska Linia są czynne, ale inne formy wsparcia znikają. To trochę jak utknięcie w klatce z dzikim lwem, który w każdej chwili może zaatakować - stwierdza wprost.

Kilka dni zamknięcia. Bez "mikroucieczek"

Święta to też czas, w którym znikają wszystkie codzienne "bezpieczniki". Nie ma pracy, szkoły, krótkich wyjść z domu, które na co dzień dają choć chwilę oddechu.

- Kiedy rozmawiam z kobietami, bardzo wyraźnie wybrzmiewa to, że święta są momentem, w którym są na siebie skazane. Ona nie idzie do pracy, on nie idzie do pracy. Przez kilka dni są razem non stop. I nagle znika ten bufor - mówi Marta Kaczmarek.

Jak tłumaczy, codzienność często daje choć minimalne wytchnienie. - Wyjście do pracy to taka mikroucieczka. Chwila bez sprawcy obok. W święta tego nie ma. To jest bardzo wymagające - podkreśla.

Ucieczka to nie walizki i kartony

Marta Kaczmarek pomogła wielu kobietom, które dosłownie musiały uciekać z domu. To tzw. akcje ucieczkowe, które dzielą się na dwa rodzaje. - Pierwsze to takie, w których kobieta ucieka natychmiast - tak jak stoi. Statystyki Niebieskiej Karty pokazują, że w święta takich interwencji jest więcej - mówi.

Drugie są planowane. Kobieta wie, że chce odejść od partnera, ale boi się jego reakcji. - To ucieczki przygotowane. Bezpieczne. I zawsze w tajemnicy. Nie ma rozmów typu "kochany, rozstajemy się". To niestety tak nie wygląda - podkreśla prezeska Fundacji FeelHarmonia.

Jedną z takich akcji wspomina szczególnie. - Był poinformowany dzielnicowy. Wiedział, że w tym domu jest przemoc i w jakich godzinach będzie akcja. Miałyśmy przy sobie gaz pieprzowy w płynie. Kobieta w trakcie ucieczki jest w ogromnych emocjach. Chaos, strach, dezorientacja. Bardzo pomaga, kiedy obok jest ktoś stabilny emocjonalnie, kto myśli racjonalnie i służy wsparciem.

Święta są dla wielu kobiet momentem przełomowym. Wbrew pozorom to właśnie w najbardziej kryzysowych sytuacjach łatwiej jest odnaleźć siłę do ucieczki. - To jest ten moment, kiedy już nie da się uciec ani dalej udawać, że nic się nie dzieje - mówi Kaczmarek.

Sama również musiała przejść drogę wychodzenia z przemocy. - Nie było jednej awantury i decyzji z dnia na dzień. Mąż był w trasie, a ja siedziałam z dwójką dzieci na placu zabaw. Wokół były roześmiane dzieci, szczęśliwe rodziny, piękne letnie popołudnie. Zrozumiałam, że moi synowie nigdy nie widzieli śmiejącej się mamy.

Telefony, które nie zawsze dzwonią od razu

Okres świąteczny to dla wielu kobiet to jeden z najtrudniejszych momentów w roku. Choć intuicyjnie można by się spodziewać wzmożonej liczby zgłoszeń przemocy, dane z infolinii Feminoteki pokazują bardziej złożony obraz.

- Kobiety są w tym czasie bardzo pochłonięte domowymi zadaniami. Nawet jeśli przemoc się pojawia, niekoniecznie dzwonią natychmiast. Zdarza się, że kontaktują się z nami dopiero w styczniu, gdy świąteczny chaos opada - wyjaśnia Joanna Gzyra-Iskandar, dyrektorka ds. komunikacji i rzeczniczka ds. przeciwdziałania przemocy wobec kobiet Fundacji Feminoteka.

Dodatkową barierą jest brak prywatności. - W domu są dzieci, goście, a sprawca bywa niemal cały czas obecny. Często nie ma ani przestrzeni, ani czasu na swobodną, szczerą rozmowę - zaznacza Gzyra-Iskandar.

Święta potrafią też skutecznie maskować przemoc. Sprawcy często prezentują się wtedy jako uprzejmi, serdeczni i ‘do rany przyłóż’. - Przemoc w obecności gości bywa bardziej zawoalowana: to upokarzanie, kontrola, żarty, publiczne zawstydzanie. Zachowania trudniejsze do wyłapania - tłumaczy ekspertka.

Ekspertka zwraca uwagę, że bycie osobą wspierającą nie jest łatwe. Proces wychodzenia z przemocy bywa długi i pełen powrotów. - To nie jest naszą rolą mówić: ‘odejdź’. Ten proces może trwać miesiącami albo latami. Naszym zadaniem jest być obok, nawet jeśli ktoś wraca kolejny raz. Czasem dopiero za siódmym czy ósmym razem udaje się odejść skutecznie - słyszymy.

I właśnie ta obecność, uważność i wskazanie realnego wsparcia mogą okazać się kluczowe - nie tylko w święta, ale przez cały rok.

Agnieszka Woźniak, dziennikarka Wirtualnej Polski

Wybrane dla Ciebie
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
Dziennikarz TVN pokazał kulisy. Był na wystąpieniu Nawrockiej
Dziennikarz TVN pokazał kulisy. Był na wystąpieniu Nawrockiej
Zapytali ją o jej wagę. "To inni mieli z tym problem"
Zapytali ją o jej wagę. "To inni mieli z tym problem"
Horoskop dzienny na jutro - czwartek 26 marca 2026. Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby
Horoskop dzienny na jutro - czwartek 26 marca 2026. Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby
Tak wyglądała w Białym Domu. Postawiła na modny total look
Tak wyglądała w Białym Domu. Postawiła na modny total look
Miała raka odbytu. "Walczą głównie ze sobą i wstydem"
Miała raka odbytu. "Walczą głównie ze sobą i wstydem"
Sprowadzono ją jako ciekawostkę. Szybko wymknęła się spod kontroli
Sprowadzono ją jako ciekawostkę. Szybko wymknęła się spod kontroli
W PRL-u to był rarytas. Dziś znów wraca do łask
W PRL-u to był rarytas. Dziś znów wraca do łask
Nagle zakryła twarz rękami. Zwierzę skoczyło na Tadlę
Nagle zakryła twarz rękami. Zwierzę skoczyło na Tadlę
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀