W leśnej aptece *Wykorzystanie ziołolecznictwa w onkologii nie jest niczym niezwykłym. Tradycyjna farmakologia opiera się przecież na lekach pochodzenia roślinnego – zauważa dr farm. Jerzy Jambor, prezes Polskiego Komitetu Zielarskiego.
*Ponad połowa stosowanych dziś w onkologii leków ma strukturę chemiczną, którą poznano na podstawie badań składu roślin. Znany np. z terapii nowotworów piersi i jajnika Taksol wyodrębniono z kory cisa krótkolistnego. Zanim jednak wykorzystywanie leków roślinnych w onkologii stało się modne w Europie, przeszło test wiarygodności w Azji. Zwłaszcza w Chinach, gdzie ziołolecznictwo stosowane jest od tysiącleci. W tym kraju aż 250 roślin wykorzystywanych jest w medycynie.
Powinniśmy jednak słuchać ostrzeżeń lekarzy, których zdaniem leki roślinne nie są w stanie wyleczyć żadnego raka. Ale nie oznacza to, że nie mogą tu być stosowane. Mogą, ale należy je traktować jedynie jako środki wspomagające, łagodzące dodatkowe dolegliwości związane z podstawową terapią – podkreśla dr Jambor.
To ważne zastrzeżenie, bo z danych Kliniki Chemioterapii Centrum Onkologii w Krakowie wynika, że co siódmy chory na raka, rozpoczynający w Polsce właściwą kurację, próbował wcześniej leczenia niekonwencjonalnego, które opóźniało wizytę u specjalisty średnio o pół roku.
Tymczasem gdy pojawią się pierwsze objawy nowotworu (wszystko jedno, czy będzie to czerniak na skórze, guzek
w piersi, czy zmiana w płucach), trzeba jak najszybciej zgłosić się do onkologa, a nie szukać pomocy u bioenergoterapeuty lub zielarza. Właśnie dlatego, że obawiając się trudnej terapii, niektórzy wolą pić zioła – wyniki leczenia nowotworów w Polsce są dwukrotnie gorsze niż w Europie Zachodniej. Odpowiedzialne postępowanie powinno być odwrotne: najpierw wizyta u lekarza po to, by ustalić właściwy plan leczenia, a dopiero potem kontakt z fitoterapeutą, który pomoże wybrać zioła łagodzące uboczne skutki leczenia.