Na "śledziku" puściły im hamulce. "Ubrania były porozrzucane"
Choć "śledzik" ma być z pozoru świątecznym spotkaniem dla pracowników, nie zawsze kończy się dobrze dla wszystkich. - Widziałam i słyszałam wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, co się dzieje. To był mój przełożony i dziewczyna z innego działu. Oboje po ślubach i z dziećmi - opowiada Aneta.