WAŻNE
TERAZ

Oto "11" na dziś? Jedna niewiadoma w składzie

Na "śledziku" puściły im hamulce. "Ubrania były porozrzucane"

Choć "śledzik" ma być z pozoru świątecznym spotkaniem dla pracowników, nie zawsze kończy się dobrze dla wszystkich. - Widziałam i słyszałam wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, co się dzieje. To był mój przełożony i dziewczyna z innego działu. Oboje po ślubach i z dziećmi - opowiada Aneta.

Na "śledziku" puściły im hamulceNa "śledziku" puściły im hamulce / zdjęcie ilustracyjne
Źródło zdjęć: © East News | Jakub Wysocki
Aleksandra Lewandowska

Firmowe wigilie, potocznie nazywane "śledzikami", zaczynają się zawsze tak samo. Zaproszenie wysłane mailem, lista obecności "mile widziana", muzyka w tle i zapewnienia, że "alkoholu będzie niewiele". W teorii ma być świątecznie, integracyjne i "bezpiecznie". W praktyce - wystarczy jeden kieliszek za dużo, by zniknęły granice, które przez cały rok są pilnowane przez pracodawcę i pracowników. Do kolejnego "śledzika".

- Najgorsze rzeczy w mojej firmie wydarzyły się właśnie na śledzikach - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Aneta, 34-letnia specjalistka ds. HR w dużej korporacji. - I to nie raz. To jest ten jeden wieczór w roku, kiedy wszyscy udają, że nie są sobą z biura. A potem i tak nimi są. Tylko pijanymi. Nagle szef przestaje być szefem, a koleżanka z open space'u staje się kimś zupełnie innym - dodaje.

"Ksiądz z osiedla" prowadzi klub. "Wszystko było totalnie wbrew logice"

"Widziałam i słyszałam wystarczająco dużo"

Aneta pamięta dokładnie sytuację z zeszłego roku. Była w połowie drugiego drinka, gdy weszła do damskiej toalety w restauracji wynajętej na firmową wigilię.

- Drzwi jednej z kabin były niedomknięte. Widziałam i słyszałam wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, co się dzieje. To był mój przełożony i dziewczyna z innego działu. Oboje po ślubach i z dziećmi - wspomina.

- Nie było w tym też nic romantycznego. - Raczej pośpiech, nerwowy śmiech, sprawdzanie, czy ktoś nie idzie korytarzem i ich nie "przyłapie" - stwierdza.

Z toalety wyszła bez słowa. Przez kolejne miesiące musiała z nimi współpracować i brać udział w spotkaniach, na których udawali, że nigdy nic się nie wydarzyło.

- Najdziwniejsze było to, że wszyscy coś czuli, ale nikt nic nie mówił - przyznaje. - W poniedziałek po śledziku atmosfera była jak po katastrofie. Cisza, spuszczone wzroki, nagle wszyscy grzeczni i ułożeni - opowiada.

Podobne sytuacje zdarzały się jednak częściej. Zdrady, które zaczynały się "od żartu", "od tańca", "od jednego kieliszka". - Śledzik to idealna wymówka. Alkohol, muzyka, poczucie, że firma daje niepisane przyzwolenie. A potem każdy wraca do swojego życia, jakby nic się nie stało - podsumowuje Aneta.

"Urwał jej się film"

Renata ma 41 lat i pracuje w administracji. O swoim śledziku mówi krótko: najgorszy wieczór w życiu zawodowym. - Pamiętam, że zaczęło się niewinnie. Lampka wina, potem druga. Ktoś zamówił wódkę "na rozgrzewkę". Pomyślałam: raz w roku można - opowiada.

Choć ona nie zaliczyła żadnej sytuacji, której mogłaby się późnej wstydzić czy mieć wyrzuty sumienia, jej koleżanka skończyła inaczej. Nie pamiętała, jak wyszła z restauracji. Rano obudziła się natomiast w innym mieszkaniu.

- Urwał jej się film. Obudziła się obok kolegi z pracy. Później mi powiedziała, że ubrania były porozrzucane. Wiedziała, że stało się coś, czego nie chciała. A najgorsze było to poczucie wstydu. I strach, że ktoś jeszcze o tym się dowie - ujawnia Renata.

Koleżanka Renaty przez kilka tygodni bała się przychodzić do pracy. Plotki rozeszły się szybko. - Ktoś widział, że ledwo stała. Ktoś inny, jak wsiadała z nim do taksówki. Śledzik to nie jest przecież prywatna impreza. Tam zawsze są świadkowie - stwierdza.

Z tego względu ona sama uważa, że firmowe wigilie z alkoholem to proszenie się o kłopoty. - Wystarczy jedna osoba, która przesadzi. A potem już nie da się cofnąć czasu - podsumowuje w rozmowie z Wirtualną Polską.

"Śledzik był momentem, w którym wszystko się posypało"

29-letnia Gosia pracowała w agencji reklamowej, gdzie śledziki słynęły z imprezy z rozmachem. - DJ, open bar, brak limitów. Wszyscy wiedzieli, że będzie "grubo" - mówi.

Podczas jednego z takich wieczorów zauważyła, że jej koleżanka z zespołu zniknęła razem z dyrektorem kreatywnym. Nic nadzwyczajnego - do momentu, gdy kilka dni później do biura przyszła jego partnerka.

- Awantura była potworna. Okazało się, że zdrada trwała od miesięcy, ale to właśnie śledzik był momentem, w którym wszystko się posypało - opowiada Gosia.

Firma próbowała zamieść sprawę pod dywan. Bezskutecznie. - Atmosfera zrobiła się wręcz toksyczna. Ludzie dzielili się na strony. Śledzik, który miał integrować, rozbił zespół - dodaje. Kilka miesięcy później zmieniła pracę. Po tym doświadczeniu już nie wierzy w "niewinne firmowe imprezy".

Psycholożka o "śledzikach"

Dlaczego właśnie na firmowych śledzikach tak często dochodzi do zdrad, przekraczania granic i sytuacji, których ludzie później żałują?

- To moment społecznie "zawieszonej normy" - tłumaczy w rozmowie z Wirtualną Polską psycholożka Joanna Nowak. - Przez cały rok w pracy funkcjonujemy w sztywnych rolach: jesteśmy profesjonalni, powściągliwi, kontrolujemy emocje i zachowania. Firmowa wigilia daje iluzję, że na chwilę te zasady przestają obowiązywać - dodaje.

Jak wyjaśnia, ogromną rolę odgrywa alkohol, ale nie jest on jedyną przyczyną. - Alkohol działa jak katalizator, ale nie tworzy zachowań od zera. On raczej obniża hamulce i pozwala wyjść na powierzchnię temu, co już wcześniej było tłumione: frustracjom, napięciu seksualnemu, potrzebie bycia zauważonym czy docenionym - oznajmia.

Istotna jest też dynamika władzy i hierarchii.

- Szef nagle tańczy obok podwładnych, pije te same drinki, żartuje. Granice formalne się rozmywają, ale psychologiczne i zawodowe konsekwencje wciąż istnieją. To bardzo niebezpieczne połączenie - mówi.

"Ludzie myślą: raz w roku mogę"

Zdaniem psycholożki, wiele osób traktuje śledzika jak "wentyl bezpieczeństwa". - Ludzie myślą: raz w roku mogę. Problem w tym, że decyzje podjęte w stanie obniżonej kontroli mają skutki: w relacjach, reputacji zawodowej, poczuciu własnej wartości - dodaje.

Joanna Nowak zwraca też uwagę na mechanizm zbiorowy. - Jeśli widzimy, że inni piją więcej, flirtują, przekraczają granice, norma przesuwa się bardzo szybko. Pojawia się poczucie przyzwolenia: skoro wszyscy, to ja też. A rano zostaje wstyd, lęk i pytanie: co ja właściwie zrobiłem? - zauważa.

W rozmowie z Wirtualną Polską podsumowuje, że śledzik sam w sobie nie jest problemem. - Problemem jest brak granic i złudne poczucie bezkarności. Firmowa impreza nigdy nie przestaje być firmowa - nawet jeśli gra DJ, a kieliszki są pełne.

Aleksandra Lewandowska, dziennikarka Wirtualnej Polski

Zapraszamy na grupę na Facebooku - #Samodbałość. To tu będziemy informować na bieżąco o wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

Wybrane dla Ciebie
Ma dom w Hiszpanii. "Cena nie była wcale taka wysoka"
Ma dom w Hiszpanii. "Cena nie była wcale taka wysoka"
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
Dziennikarz TVN pokazał kulisy. Był na wystąpieniu Nawrockiej
Dziennikarz TVN pokazał kulisy. Był na wystąpieniu Nawrockiej
Zapytali ją o jej wagę. "To inni mieli z tym problem"
Zapytali ją o jej wagę. "To inni mieli z tym problem"
Horoskop dzienny na jutro - czwartek 26 marca 2026. Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby
Horoskop dzienny na jutro - czwartek 26 marca 2026. Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby
Tak wyglądała w Białym Domu. Postawiła na modny total look
Tak wyglądała w Białym Domu. Postawiła na modny total look
Miała raka odbytu. "Walczą głównie ze sobą i wstydem"
Miała raka odbytu. "Walczą głównie ze sobą i wstydem"
Sprowadzono ją jako ciekawostkę. Szybko wymknęła się spod kontroli
Sprowadzono ją jako ciekawostkę. Szybko wymknęła się spod kontroli
W PRL-u to był rarytas. Dziś znów wraca do łask
W PRL-u to był rarytas. Dziś znów wraca do łask
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥