Pochował ojca prawie rok temu. "Dziś czuję, że się uwolniłem"
W styczniu tego roku Grzegorz Turnau pożegnał ojca, wybitnego matematyka. Ich relacja była skomplikowana i pełna napięć. Dopiero teraz artysta po raz pierwszy opowiedział o tym, jak ta więź wpłynęła na jego życie i twórczość. - Dziś czuję, że się od ojca uwolniłem - wyznał.
Grzegorz Turnau jest synem wybitnego matematyka Stefana Turnaua. Po zakończeniu pierwszego małżeństwa ojciec założył nową rodzinę, kontynuując jednocześnie rozwój kariery naukowej. Jego śmierć wywołała u artysty silne emocje i stała się impulsem do ponownego przyjrzenia się relacjom z przeszłości.
W cieniu naukowej elity
Stefan Turnau należał do intelektualnej elity kraju i był jednym z nielicznych, którzy uzyskali habilitację w dydaktyce matematyki. W jego najbliższym otoczeniu nie brakowało także wybitnych naukowców - fizyków i biologów - co sprawiało, że młody Grzegorz Turnau od wczesnych lat dorastał w cieniu bardzo wysokich oczekiwań.
Martyna Wojciechowska wspomina śmierć ojca swojej córki: "Obiecałam sobie, że nie będę mamą i tatą"
Matka, Teresa Turnau, ukończyła orientalistykę, ale poświęciła się wychowaniu dzieci. To jednak ojciec miał największy wpływ na charakter syna, ucząc go racjonalnego myślenia, dyscypliny i odpowiedzialności - wartości często kontrastujących z artystyczną naturą muzyka.
W 1980 roku Stefan Turnau wyjechał z synem do Anglii, gdzie podjął pracę jako nauczyciel matematyki. Grzegorz Turnau trafił tam do surowej szkoły z internatem, wybranej przez ojca. To właśnie w tym okresie zaczęła kształtować się jego własna droga muzyczna.
Trudna relacja z ojcem
Po powrocie do Polski Grzegorz Turnau szybko odnalazł się w krakowskim środowisku artystycznym, występując w Piwnicy pod Baranami. Tam jego talent mógł się rozwijać na własnych zasadach, choć nie zawsze spotykało się to z aprobatą ojca. Relacja ojca i syna przez wiele lat była napięta i pełna nieporozumień.
- Ja nie miałem poczucia, że to, co robię, jest w pełni zrozumiane i zaakceptowane jako coś wartościowego przez mojego ojca. Dodam: ojca, który odszedł i założył nową rodzinę. Nasza relacja przez ostatnich 30 lat nie była bliska. To się działo bardziej w mojej głowie niż w rzeczywistości - przyznał Grzegorz Turnau w wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego".
Śmierć ojca pozwoliła mu zamknąć pewien etap życia. - Ojciec umarł rok temu. I właściwie, dopiero kiedy to się stało, rozpoczął się we mnie pewien proces, który niedawno zakończyłem. Dziś czuję, że się od ojca uwolniłem, a jednocześnie mam do niego czysty, miłosny stosunek. Bo do końca, do jego śmierci, to było coś takiego… bolesnego - wyznał artysta.
Odbicie w twórczości i terapia
Przeżycia te odzwierciedliły się w muzyce Grzegorza Turnaua. Jego najnowsza płyta powstała w cieniu emocjonalnych i egzystencjalnych trudności. Artysta przyznał, że korzystał z terapii, jednocześnie zaznaczając, że woli nie upubliczniać szczegółów swojego życia prywatnego.
- Nie mam problemu z tym, żeby powiedzieć, że zwróciłem się o pomoc do kompetentnego człowieka i spotykałem się z nim przez pół roku, czyli przeszedłem terapię - zaznaczył Turnau w tym samym wywiadzie.
- Krótko mówiąc: obowiązują mnie nieco wyższe standardy zachowania prywatności. Nawet jeżeli sam przeszedłem przez coś mrocznego, nie chcę tym obarczać ludzi, którzy przychodzą mnie posłuchać - dodał.
Zapraszamy na grupę na Facebooku - #Samodbałość. To tu będziemy informować na bieżąco o wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.