Iranki znów wychodzą na ulice. "Kwestia kobiecego stroju to tylko jeden z wielu problemów"
— Młodzi żyją na gorszej stopie niż ich rodzice. Klasa średnia ustawicznie biednieje, a to z niej rekrutują się w większości protestujący na ulicach. W efekcie wszyscy, niezależnie od płci, czują, że mają coraz mniej do stracenia. To dodaje brawury — mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Karolina Cieślik-Jakubiak.
Sara Przepióra, dziennikarka Wirtualnej Polski: W Iranie trwają największe od lat protesty. Wybuchły z powodu katastrofalnej sytuacji ekonomicznej w kraju, ale dotyczą też fundamentów Republiki Islamskiej i praw kobiet. Ostatni raz kobiety tak licznie protestowały w 2022 roku po śmierci Żiny Mahsy Amini. Co wydarzyło się, albo nie wydarzyło — wbrew oczekiwaniom osób protestujących w Iranie — od tamtego czasu w zakresie praw kobiet?
Karolina Cieślik-Jakubiak, iranistka, orientalistka i publicystka: Protesty, których bezpośrednim impulsem była śmierć Żiny Mahsy Amini, ogarnęły wówczas cały kraj na wiele miesięcy, a niektóre ogniska tliły się nawet blisko roku. Wciąż uznajemy je za największe protesty ostatnich lat i mimo niezwykłej ofiary wychodzących na ulicę, nie przyniosły oczekiwanych, wyraźnie artykułowanych postulatów, o które walczyły zarówno Iranki, jak i Irańczycy.
Warto jednak podkreślić, że były to protesty wielowątkowe. Jednym z kluczowych postulatów — tych na poziomie praw kobiet — było zniesienie przepisów narzucających kobietom obowiązkowy, obyczajowo regulowany strój. W Iranie oznacza on znacznie więcej niż sama chusta na głowie: obejmuje także choćby konieczność noszenia odpowiednio długiej tuniki zakrywającej pośladki czy luźnego, nieopinającego sylwetki ubrania. Do takich zmian w prawie jednak nie doszło. Jednocześnie od tego czasu obserwujemy zjawisko niezwykle istotne. Niezależnie od decyzji państwa, a właściwie jej braku, Iranki postanowiły samodzielnie wprowadzić to niewywalczone oficjalnie prawo w życie.
W jaki sposób?
Wychodząc na ulice bez chust. Dotyczy to przede wszystkim młodych kobiet i na pewno wciąż jest pewnym markerem klasowym, ale nie sposób tego fenomenu ignorować. Niemniej jednak każde wyjście na ulicę bez chusty czy w stroju uznawanym przez władze za zbyt obcisły, dalej wiąże się z konsekwencjami o bardzo różnych formach.
Na ulicach Iranu wrze, Trump grozi reżimowi. Ekspert nakreślił scenariusze
Jakie to formy?
Taka kobieta musi liczyć się z całym wachlarzem zagrożeń — często absolutnie skrajnych. Pierwszym z nich jest brak reakcji. Obserwując skalę normalizacji nienoszenia chusty jako codziennego wyboru, zakładam, że to scenariusz raczej podstawowy. Szczebel wyżej jest zwrócenie uwagi przez funkcjonariusza lub funkcjonariuszkę wybranej formacji porządkowej, a dalej: pouczenia, aresztowania, konsekwencje prawne. Na samym końcu tego spektrum są przypadki, które kończyły się tragiczne — jak samej Żiny Amini czy kolejnych kobiet, które podzieliły los Kurdyjki. To właśnie z taką nieustanną niepewnością — czy konsekwencje nastąpią, a jeśli tak, to jakiej skali — musi liczyć się dziś Iranka, która decyduje się na pozornie prosty akt sprzeciwu.
Jednocześnie znacząco wzrosła społeczna akceptacja dla tego rodzaju obywatelskiego nieposłuszeństwa. Oczywiście część Irańczyków nadal, widząc kobietę ubraną w sposób uznawany przez nich za nieobyczajny, decyduje się samodzielnie ją zadenuncjować władzy, oczekując jasnej kary za ten akt transgresji. Ale coraz więcej osób, co widać zarówno w badaniach, jak i sekcji komentarzy w mediach społecznościowych, deklaruje, że należy wreszcie pozbyć się tego nakazu. Nie do końca wierzę jednak, że władze Iranu się na to zdecydują.
Nawet w obliczu obecnej, kolejnej fali protestów?
Wątpię, aby obecne protesty doprowadziły do faktycznej zmiany tego zapisu w prawie stanowionym. Kolejne kadencje irańskich rządów oraz oczywiście kluczowy aktor politycznej sceny, czyli ajatollah Chamenei, zdają się traktować przepis dotyczący obyczajnego ubioru w sposób głęboko tożsamościowy. Otwarte wycofanie się z tego prawa byłoby krokiem zbyt radykalnym jak na Islamską Republikę, szczególnie dziś, czyli w niezbyt sprzyjającym dla siebie momencie historycznym.
Ale to, co może się zmienić — i co już obserwujemy— to nie tyle same przepisy, co sposób ich egzekwowania. Kolokwialnie mówiąc, byłaby to decyzja analogiczna, tylko po prostu wydana "po cichu", aż hidżab w sposób naturalny zacznie znikać z ulic. To scenariusz, który uznaję za bardziej prawdopodobny niż przegłosowanie zmiany w kolejnych ciałach ustawodawczych, a już na pewno dalece bardziej realistyczny niż polityczna zgoda rahbara, czyli ajatollaha Chameneiego lub jego następcy.
Czego właściwie obawiają się irańscy politycy w liberalizacji tych zapisów?
Hidżab ma w Iranie silny wymiar symboliczny. Jego losom przygląda się kilku graczy: społeczeństwo irańskie, władze w Teheranie, ale też kraje Zachodu, które bardzo uważnie obserwują kwestię kobiecą w Iranie. Dla Europy czy Stanów Zjednoczonych prawo do własnej ekspresji poprzez ubiór stanowi kryterium wolności obywatelskiej, za pomocą którego oceniamy stopień rozwoju innych społeczeństw. Z istnienia tego miernika doskonale zdają sobie sprawę również irańscy politycy na różnych szczeblach władzy. Wiedzą, że nie chodzi wyłącznie o chustę, ale o to, czym miałaby stać się Islamska Republika Iranu dla Zachodu i wobec Zachodu w momencie próby.
Mówiąc krótko, zmiana polityki "hidżabowej" oznaczałaby oznakę słabości wobec Zachodu i byłaby dowodem na to, że po latach nacisków Iran w końcu uległ zewnętrznej presji. To może paradoks, ale pod pewnymi względami rozproszenie naszej uwagi mogłoby się Irankom przydać. Nie dzielę tego poglądu z większością iranistów, ale uważam, że kobiety w dużej mierze stały się zakładniczkami tożsamościowej walki Iranu z Zachodem oraz Zachodu z Iranem. Czy inny tor rozwoju praw kobiet w Iranie byłby możliwy? To już historia alternatywna.
Co hidżab symbolizuje wewnątrz kraju?
Hidżab, rozumiany jako nakaz zachowania skromnego ubioru, to rzecz jasna zaledwie jedna z szeregu podnoszonych przez Iranki kwestii. Warto zaznaczyć, że chusta sama w sobie jest dla wielu z nas wizualnym wyróżnikiem kobiet z Azji Zachodniej, nabrała więc znaczenia symbolicznego jako łatwy do zidentyfikowania element różnicujący — my z Zachodu, one ze Wschodu. To, jak bardzo rzuca się nam w oczy hidżab właśnie, łatwo usuwa z pola widzenia inne problemy. Na dodatek takie, których mechanizmy znamy dość dobrze z własnego podwórka, ale w trochę innej skali albo nieco innym wymiarze.
Na co w takim razie powinniśmy zwrócić uwagę, mówiąc o sytuacji kobiet w Iranie?
Problemy Iranek, w mniejszej lub większej skali, wyrastają z tego samego pnia co problemy całej reszty kobiet na świecie. Jednak gdybyśmy zaczęli o nich rozmawiać na poważnie, to musielibyśmy spojrzeć w lustro. Weźmy na warsztat przykład dyskryminacji kobiet na rynku pracy na poziomie zatrudnienia oraz luki płacowej. W Iranie to bardzo poważny problem, jednocześnie występujący w wielu krajach Globalnej Północy, a w pewnym stopniu również w Polsce.
Kolejna kwestia: prawo stanowiące proporcjonalną odpowiedź na przemoc seksualną. Irański system karny nie tylko wielu jej rodzajów w ogóle nie penalizuje, ale często też wtórnie wiktymizuje ofiary. Kiedy mężczyzna jest sprawcą przemocy domowej, kobieta musi dysponować naprawdę olbrzymim kapitałem społecznym, aby jak równy z równym iść z mężem do sądu, a tym bardziej wygrać opiekę nad dziećmi. To przecież wszystko są problemy, z którymi w jakiejś formie borykają się społeczeństwa Zachodu. Może dlatego nie są dla nas tak interesujące jako przyczynek do dyskusji.
Hidżab jest więc wierzchołkiem góry lodowej? Czyli źle odczytujemy intencje protestujących obecnie Iranek?
Protesty, które obecnie obserwujemy, w dużej mierze zrodziły się z niezgody na prowadzoną przez państwo politykę ekonomiczną. Owszem, pojawiają się postulaty dotyczące kwestii wolności obywatelskich, w tym tych dotyczących kobiet, ale Iranki w równym stopniu podnoszą hasła ekonomiczne. Myślę, że to slogany wspólne dla obu płci, ale jeśli rozłożyć je na czynniki pierwsze, to w ustach kobiet brzmią inaczej. Bo jaka jest różnica między kobietą a mężczyzną skandującym: "Chleba!"? Choćby taka, że kiedy upada firma, która zatrudnia kobietę i mężczyznę, w ramach szukania oszczędności, zawsze zwolniona zostanie kobieta. Dodajmy do tego nierówności płacowe czy pracę opiekuńczą na rzecz całych pokoleń żyjących w jednym domu czy jednej dzielnicy. Łatwo mi sobie wyobrazić, że nawet ten sam slogan w ustach kobiet brzmi trochę inaczej, bo kobiety są po prostu wrażliwszą grupą socjoekonomiczną.
Czy protesty Iranek stały się nie tylko intensywniejsze, ale też bardziej radykalne na przestrzeni lat? W 2022 roku kobiety ścinały publicznie włosy i podpalały chusty. Teraz w nagraniach publikowanych w mediach społecznościowych widzimy, jak skandują w tłumie, przyglądając się płonącym meczetom.
Przede wszystkim pamiętajmy o tym, że protesty w Iranie wybuchają niezwykle często. Zarówno same narzędzia walki, jak i jej pacyfikacji są trudne do wyobrażenia dla współczesnych Polaków, którzy demonstrują przecież grzecznie — nawet w porównaniu do innych mieszkańców Europy. Mam jednak wrażenie, że Irańczycy są dziś bardziej radykalni w działaniu, niż byli jeszcze kilkanaście lat temu. Szczególnie ci młodsi widzą, jak niewiele Islamska Republika ma im dziś do zaoferowania. Młodzi żyją na gorszej stopie niż ich rodzice, klasa średnia ustawicznie biednieje, a to z niej rekrutują się w większości protestujący na ulicach. W efekcie wszyscy, niezależnie od płci, czują zapewne, że mają coraz mniej do stracenia. To dodaje brawury.
Warto zwrócić uwagę, że wyrażają sprzeciw w mediach społecznościowych, które w Iranie traktowane są jako przestrzeń publiczna.
To prawda, obowiązek zakrywania włosów przez Iranki obowiązuje również w internecie. Dlatego kobiety rzadko mają publiczne profile na platformach, takich jak choćby Instagram. W tym miejscu warto jednak dodać, że ten argument władza wykorzystuje raczej przeciwko tym, które już wcześniej jej podpadły — jak chociażby irańskim aktywistkom czy influencerkom. To przypadek choćby piosenkarki Parasto Ahmadi, która podczas transmisji na żywo w internecie śpiewała w obcisłej, odkrytej sukience. Występ uznano za naruszenie prawa, a funkcjonariusze tzw. obyczajówki aresztowali Ahmadi oraz dwóch członków jej zespołu muzycznego.
Jak opisałaby pani sytuację życiową młodych Irańczyków?
Trzydziestolatkowie nie mogą pozwolić sobie na wyprowadzkę domu rodzinnego, bo nie stać ich na wynajem czy kupno mieszkania. Pozostają na utrzymaniu rodziców, bez perspektyw na założenie własnej rodziny czy jakąkolwiek samorealizację. Zresztą i o same związki coraz trudniej, co często podkreślają kobiety, bo młodzi mężczyźni masowo emigrują ekonomicznie. I choć biednieją wszyscy, to starsze pokolenia wciąż mają własny dach nad głową.
Młodzi nie mają takiej nadziei. W tym kontekście trudno im przyjąć do wiadomości, że zawsze znajdą się miliony dla Libanu, Palestyny czy Iraku, ale na program mieszkaniowy w ich własnym kraju już niekoniecznie. Widzimy to choćby dziś, słysząc na ulicach slogany przeciw udziałowi Iranu w Palestynie. Nie musi to wynikać z braku współczucia wobec Palestyńczyków, ale poczucia głębokiego zachwiania proporcji i frustracji, kiedy państwo inwestuje we wszystko oprócz własnych mieszkańców.
W co może przeobrazić się niezadowolenie młodych Irańczyków?
Myślę, że politycy stoją dziś przed dwiema możliwościami: albo zaproponują nowy program dla młodych, który będzie dostatecznie dla Irańczyków atrakcyjny, albo zaczną się po cichu, stopniowo usuwać z kolejnych przyczółków symbolicznej władzy. Wątpię natomiast, aby posunęli się do formalnych zmian prawa. Łatwiej byłoby dać nieoficjalne przyzwolenie na łamanie zbyt restrykcyjnych praw. To pozwoliłoby Teheranowi stopniowo ściągać protestujących z ulicy.
Pamiętajmy jednak, że liberalizowanie praw dotyczących tzw. polityki obyczajowej ani nikogo nie nakarmi, ani nie da mu dachu nad głową. Prawdziwą groźbą dla systemu, o której chyba najrzadziej się dziś mówi, jest to że Iran zwyczajnie wyludni się w krytycznie ważnej dla gospodarki grupie wiekowej. Młodzi wyjadą za lepszym życiem, legalnie albo nielegalnie. To za granicą będą pracować i zakładać rodziny. Żaden kraj nie może funkcjonować w ten sposób w dłuższym dystansie, a dziś Iran właśnie w tym kierunku zmierza.
Dla Wirtualnej Polski rozmawiała Sara Przepióra.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.