Wspomina początki choroby męża. "Uważałam, że to jest zły pomysł"
Anastazja Jakubiak wróciła do momentów, które poprzedziły śmierć jej męża. W rozmowie z "Wysokimi Obcasami" opowiedziała o decyzji męża, by publicznie mówić o chorobie, o własnym oporze wobec kamer oraz o tym, jak wyglądała jej żałoba.
Anastazja Jakubiak, wdowa po Tomaszu Jakubiaku, przyznała, że początkowo była przeciwna temu, by choroba jej męża stała się tematem medialnym. Ostateczną decyzję zostawiła jednak jemu.
- Na początku miałam lęki i uważałam, że to jest bardzo zły pomysł - mówiła w "Wysokich Obcasach".
- Kiedy jednak zobaczyłam, jak wiele dobrego robią te reportaże, zmieniłam zdanie. Jeden z profesorów w szpitalu podziękował nam za nasze materiały i powiedział, że one dodają otuchy pacjentom i ich rodzinom. Potem mieliśmy niesamowity oddźwięk od chorych, dla których to, że pokazujemy prawdziwe oblicze choroby, było ważne - dodała.
Żona Tomasza Jakubiaka w niedzielnym odcinku MasterChefa
Jakubiak opowiedziała też o scenie, która szczególnie zapadła jej w pamięć. Na jednym z nagrań Tomasz podniósł koszulkę i zwrócił się do widzów: "Zobaczcie, tak wygląda teraz moje ciało. Wcześniej się go wstydziłem, ale teraz już się nie wstydzę. I wy też nie powinniście się wstydzić".
W jej ocenie taka szczerość działała wzmacniająco na innych chorych, a jednocześnie dawała osobom zdrowym wgląd w codzienność, z którą wcześniej nie miały kontaktu.
- Dziś mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że to było tego warte - stwierdziła.
Pół roku przed śmiercią. Pierwsza świadoma konfrontacja
Anastazja Jakubiak przyznała, że przez długi czas funkcjonowała w trybie nadziei i walki.
- Oczywiście gdzieś w tyle głowy od początku była świadomość, że to może się skończyć źle, ale taki scenariusz wydawał się zbyt przerażający i niemożliwy, by się przy nim na dłużej zatrzymać. Wydawało mi się, że gdyby Tomek umarł, ja umarłabym razem z nim - opowiadała.
Myśl o śmierci męża zaczęła w niej "kiełkować świadomie" mniej więcej pół roku przed jego odejściem. Zastrzegła jednak, że "człowiek nigdy nie jest w stanie przygotować się na śmierć bliskiej osoby" i ona sama również nie była na to gotowa.
Ostatnią randkę przepłakali
W rozmowie wróciła też do ostatniej randki - w walentynki, cztery miesiące przed śmiercią Tomasza. Poszli do kina na film "Bridget Jones: Szalejąc za facetem", nie znając fabuły. Okazało się, że bohaterka jest wdową próbującą odbudować życie.
"Oboje przepłakaliśmy cały film" - relacjonowała Jakubiak, dodając, że zużyli trzy paczki chusteczek. Tomasz miał później mówić, że gdyby wiedział, o czym będzie seans, wybrałby inny tytuł, bo trudno było mu patrzeć na wizję samotności partnerki.
Po śmierci męża zderzyła się z tym, że świat nie zatrzymuje się nawet w obliczu tragedii. - Codzienna rutyna trzyma cię w ryzach - mówiła, podkreślając, że wszystko trzeba budować od nowa.
Jednocześnie przyznała, że w zwykłych sytuacjach żal potrafi do niej niespodziewanie wrócić - nawet kiedy w sklepie spożywczym zerka na niegdyś ulubione produkty męża.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.