Straszą karą za złe nabicie na kasie samoobsługowej. Prawnik uspokaja
Kasy samoobsługowe wydają się wygodnym rozwiązaniem, jednak nie wszyscy są ich zwolennikami. "To pułapka" - straszy amerykańska prawniczka. Czy błąd w czasie kasowania towarów to jednak zawsze przestępstwo? - Aby doszło do kradzieży, sprawca musi wiedzieć, że będzie zabierał towar bez zapłacenia za niego pełnej ceny - zapewnia prawnik Mikołaj Małecki.
W tym artykule:
Kasy samoobsługowe w sklepach są popularnym wyborem, ale ich używanie może nieść ze sobą pewne komplikacje. Amerykańska prawniczka Lindsey Granados, znana z aktywności na TikToku, podzieliła się swoim doświadczeniem, stwierdzając, że nigdy z nich nie korzysta.
Napad z bronią na sklep. Tak zareagował sprzedawca
Kasy samoobsługowe. Gdzie tkwi ryzyko?
Urządzenia te mają przyspieszać zakupy, co jest szczególnie przydatne, gdy tradycyjne kasy są zatłoczone. Zdarzają się jednak problemy, takie jak błędne skanowanie produktów czy kody kreskowe, których maszyna nie potrafi odczytać. Sytuacje te, choć często są niewinne, mogą prowadzić do nieporozumień.
Prawniczka przekonuje, że jeśli produkt zostanie niewłaściwie zeskanowany, istnieje ryzyko niesłusznego oskarżenia o kradzież czy oszustwo. "To pułapka" - straszy.
"Staję w kolejce do kasjerki, bo nie chcę mieć problemów"
- Jeśli przez przypadek nie zeskanujesz jakiegoś produktu poprawnie lub maszyna go nie zatwierdzi, to możesz być potencjalnie oskarżony o kradzież. (...) Te maszyny w wielu przypadkach są wadliwe, nie są dość czułe i czasami po prostu nie skanują produktów. Nie uwierzycie, ilu miałam klientów, którzy zostali w ten sposób oskarżeni o kradzież. Kiedy idę do sklepu, za każdym razem staję w kolejce do kasjerki, bo nie chcę mieć żadnych problemów - straszy, opisując amerykańskie realia. Z tych powodów wybiera klasyczną obsługę kasjerską, by uniknąć ewentualnych komplikacji.
Niedawno w Polsce było głośno o przypadku kobiety, która w dyskoncie zapłaciła przy kasie samoobsługowej za trzy rogaliki maślane, choć jeden z nich był innego typu. Zapewniała, że to pomyłka i chciała dopłacić brakującą kwotę. Ochroniarz uznał to jednak za próbę oszustwa. - Zaczęli mnie zastraszać, że to, co zrobiłam to przestępstwo. Powiedzieli, że czekamy, aż policja przyjedzie. (…) Absurdalna sytuacja. Nie myślałam, że coś takiego mnie spotka. Przebywałam tam łącznie ponad godzinę - opowiadała. Po interwencji funkcjonariuszy w sklepie uregulowała różnicę (1,12 zł) i nie została o nic oskarżona.
Kradzież? Oszustwo? Kluczowy warunek
- Uważam, że nie ma tu mowy o żadnej kradzieży czy oszustwie. Wygląda to na oczywistą pomyłkę klientki i w takiej sytuacji należy porozumieć się i dogadać, aby klientka uregulowała brakującą kwotę. (...) Aby doszło do kradzieży, sprawca musi wiedzieć, że będzie zabierał towar bez zapłacenia za niego pełnej ceny. W konsekwencji świadomie doprowadza do pokrzywdzenia sklepu. Ten zamiar bezpośredni policja musi udowodnić. Nie można go domniemywać. (...) Żadne zatrzymanie przez policję ani odpowiedzialność za przestępstwo czy wykroczenie nie powinno tutaj wchodzić w grę. Przecież zarówno władzom sklepu, jak i ochroniarzom chodzi o to, żeby ludzie chcieli przychodzić do sklepu i korzystać z kas samoobsługowych. A żeby tak było, to podobne sytuacje powinny zdarzać się jak najrzadziej - komentował sytuację prawnik Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.