Polski DPS stoi tuż przy granicy z Rosją. "Jesteśmy pierwszym domem w UE"
DPS w Szczurkowie znajduje się przy samej granicy z Rosją. Jak to jest żyć w miejscu, skąd z okien widać już kraj, w którym władzę sprawuje Władimir Putin? Okazuje się, że rzeczywistość w tym miejscu wygląda dziś zupełnie inaczej niż jeszcze przed kilkoma latami.
Szczurkowo to urokliwa miejscowość w województwie warmińsko-mazurskim, położona tuż przy granicy z Rosją. Liczy tylko 143 mieszkańców, ale kryje w sobie niezwykłe historie. To tutaj znajduje się Dom Pomocy Społecznej, którego płot niemalże sąsiaduje z krajem Władimira Putina. Jakie są codzienne realia życia w takim miejscu? O swoich przeżyciach opowiedziała dyrektorka ośrodka w książce "Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB", której fragment opublikował Onet, dzieląc się fascynującymi anegdotami z życia na granicy w zasadzie dwóch różnych światów.
To "pierwszy dom w Unii Europejskiej"
- Jesteśmy pierwszym domem w Unii Europejskiej. Albo ostatnim, zależy jak patrzeć — zdradziła Wioletta Wach, dyrektorka DPS-u w Szczurkowie. Wiele osób, na samą myśl o znalezieniu się w pobliżu granicy, małoby ogromne obawy. Jak to wygląda w przypadku osób, które spędzają większość swojego dnia zaledwie 50 metrów od Rosji? - Nawet mniej niż 50! Ale nie, nie ma strachu. Jesteśmy za blisko. Jakby coś się miało zacząć, rakiety przelecą nam nad głowami - zaznaczyła kobieta.
Zełenski mówi o III wojnie. "Ofiar byłyby miliony"
Wioletta Wach wspominała, że po wybuchu konfliktu w Ukrainie wielu ludzi nie chciało przyjeżdżać do ich DPS-u. Obawy te, choć pierwotnie zrozumiałe, z czasem zniknęły i sytuacja wróciła do normy. Teraz wspólnie z zespołem opiekuje się około 40 podopiecznymi, a życie toczy się dalej swoim rytmem.
Tak zmieniła się sytuacja na granicy z Rosją
Daniel Wasylik to człowiek, który związał całe życie ze Szczurkowem. Teraz jest kierownikiem działu gospodarczego w lokalnym Domu Pomocy Społecznej. W książce "Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB" wspominał on, jak bardzo zmieniła się w ostatnich latach granica z Rosją.
Podopieczni ośrodka czasem nieświadomie ją przekraczali, a rosyjscy żołnierze po prostu ich odprowadzali. Nie było z tego problemu ani napięć. Czasy się jednak zmieniły. Obecnie, z uwagi na nowe zabezpieczenia wprowadzone po rozpoczęciu wojny w Ukrainie, takie jak zwoje żyletkowej concertiny i słupy z czujnymi obiektywami kamer, przekroczenie granicy stało się o wiele bardziej skomplikowane. Wiele osób też boi się, co może ich tam spotkać.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.