Dykiel mówiła o nim "pan Rysiu". Spędzili razem 50 lat
Bożena Dykiel zostawiła po sobie role, ale też historię miłości, która zaczęła się daleko od domu i trwała przez całe życie.
W tym artykule:
Bożena Dykiel o swoim małżeństwie
Dykiel przez lata mówiła, że małżeństwo traktowała jako decyzję "na dobre i na złe". W wywiadach podkreślała, że wyniosła to z domu: rodzice mieli się kochać i szanować, a w jej rodzinie rozwodów po prostu nie było. Ta konsekwencja rysowała się już w czasach studenckich, gdy uchodziła za osobę odważną, twardą i trzeźwo patrzącą na świat.
Ewa Minge komentuje słowa Bożeny Dykiel: "Wszystko, co powiedziała jest fatalne"
Choć unikała romansów, w szkole teatralnej przeżyła intensywne uczucie. Jej studencką miłością był Krzysztof Wakuliński: zdystansowany, mało przebojowy, ale bliski jej temperamentowi. Oboje sprawiali wrażenie zamkniętych, a jednak to właśnie razem opuszczali mury uczelni jako zakochani. Z czasem, gdy Dykiel nabierała rozpędu w filmie i teatrze, a on wciąż szukał swojego miejsca, relacja miała wygasnąć. Ona rzuciła się w pracę i trafiła do Teatru Narodowego w Warszawie, przekonana, że do zakładania rodziny nie należy się spieszyć.
Japonia, film i miłość, która "zaskoczyła"
Największy zwrot przyszedł niespodziewanie i to … w Japonii. Dykiel pracowała tam na planie polsko-japońskiego filmu "Ognie są jeszcze żywe" w reżyserii Nobito Abe i właśnie wtedy poznała Ryszarda Kirejczyka, kierownika produkcji. Wspominała, że imponował jej wykształceniem, humorem i uważnością. Jak mówiła, potrafił przewidzieć, co sprawi jej przyjemność.
Nie czekali długo. Ślub wzięli pół roku po powrocie do Polski. Zaczynali skromnie, w wynajętej kawalerce, oszczędzali konsekwentnie (nawet rzucając palenie), żeby dojść do własnych marzeń. W 1979 roku urodziła im się córka Maria, a dwa lata później Zofia.
Dom jako azyl
Dykiel opowiadała o tradycyjnym podziale ról: ona miała dbać o dom, on o jego utrzymanie. Najważniejsze były rodzina, spokój i "ciepło domowego ogniska". Nie idealizowała jednak małżeństwa. Przyznawała, że zdarzały się kłótnie i momenty, gdy chciała wyjść, ale zawsze wiedziała, że prędzej czy później pogodzi się z mężem. Mówiła też otwarcie, że bliskość jest ważna niezależnie od wieku.
Aktorka nazywała męża "pan Rysiu", co, jak podkreślała, było wyrazem szacunku. "Do mężczyzny trzeba z szacunkiem" - powiedziała w jednym z wywiadów. Wspominała również, że gdy w 2017 roku trafiła do szpitala z powodu problemów z sercem, Kirejczyk miał czuwać przy niej i pilnować, by odpoczywała. Kirejczyk i Dykiel byli małżeństwem przez całe życie, aż do śmierci aktorki.
Prowadzimy badanie dotyczące roli kobiet na rynku pracy, w relacjach i w społeczeństwie. Zachęcamy do wypełnienia krótkiej ankiety TUTAJ.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.