Poroniła w szpitalu. Media: lekarze mieli zlekceważyć jej stan
Pacjentka, która podzieliła się swoją historią z Onetem, twierdzi, że podczas hospitalizacji w Oświęcimiu przez dwa dni bagatelizowano jej objawy i zaniedbywano opiekę nad nią. Efektem miało być poronienie.
W tym artykule:
Poronienie w Oświęcimiu. Kobieta podzieliła się swoją historią
29-letnia Monika, mieszkanka okolic Oświęcimia, opowiedziała w rozmowie z Onetem o wydarzeniach z początku lutego 2026, w wyniku których utraciła ciążę. Kobieta podkreśla, że od ponad roku z partnerem starali się o dziecko, a wcześniej trzykrotnie poroniła. Ma już jedno dziecko, urodzone siedem lat temu.
Z relacji pacjentki wynika, że 3 lutego 2026 r. trafiła do szpitala w Oświęcimiu z nasilonymi dolegliwościami przypominającymi infekcję przewodu pokarmowego. Ze względu na obciążony wywiad położniczy została przyjęta na obserwację na oddział ginekologiczno-położniczy. Monika wspomina, że lekarz, który ją badał, sprawiał wrażenie kompetentnego, ale zdziwiła ją decyzja o odstawieniu duphastonu - leku hormonalnego stosowanego m.in. przy niedoborach progesteronu i ryzyku poronienia. Po dwóch dniach została wypisana, a lekarze mieli zapewniać, że z ciążą "wszystko jest w porządku".
Po stracie dziecka ojcowie są zupełnie ignorowani #dzieciutracone
Stan szybko się pogorszył
Jak czytamy, Monika wróciła na SOR 8 lutego. Opisuje ból podbrzusza, żółto-zielone upławy i plamienia. Z danych w Internetowym Koncie Pacjenta ma wynikać, że została przyjęta na oddział o 13:14.
Według jej relacji badanie ginekologiczne nie wykazało nic niepokojącego, pobrano natomiast krew, a USG miało potwierdzać rozwój ciąży. Ponownie pozostawiono ją na obserwacji, tłumacząc to "obciążeniem położniczym". Tym razem, jak mówi, zalecono duphaston w dawce czterech tabletek jednorazowo.
Pacjentka podkreśla, że po kilku godzinach pojawiły się dreszcze, stan podgorączkowy, osłabienie i narastające dolegliwości bólowe. Krytycznie ocenia też sposób, w jaki proszono ją o "pokazanie" objawów przy obchodzie. Zlekceważono także gorączkę powyżej 37 stopni.
"Lekarz powiedział, żebym mu pokazała te upławy. Miałam przy wszystkich ściągnąć bieliznę i pokazać. Poczułam się jak w średniowieczu" - opowiadała.
Poronienie i wątpliwości wokół dokumentacji
"Bóle przeszły na układ rozrodczy. Czułam, jakby mnie coś rozrywało od środka. Zgłosiłam to lekarzom, ale nie było żadnej reakcji" - opowiada.
Pacjentka miała usłyszeć, że niepotrzebnie się denerwuje. Otrzymała hydroksyzynę, aby się uspokoić. Monika zaznacza, że nie analizowała wtedy możliwych interakcji z leczeniem psychiatrycznym, bo skupiała się na bólu. 10 lutego obudziło ją krwawienie.
"Obudziłam się dokładnie o 3.12. Poczułam, jakby coś ze mnie wypłynęło" - wspominała.
Natychmiast zgłosiła w dyżurce, co się stało." Tam był lekarz, który przyjmował mnie na oddział. Najpierw kazał, żebym mu pokazała zakrwawioną wkładkę. Potem powiedział: dostanie pani Nospę i zobaczymy później, co się będzie działo. I sobie poszedł" - opowiadała.
Zażądała badania USG. Od lekarki usłyszała: "Już nie widzę tego, co tu było". Bez wyjaśnień wykonano łyżeczkowanie.
"Zabieg trwał moment. Nikt nic nie mówił, nie informował, jakie mam wyniki badań, co się ze mną dzieje. Na koniec przyszedł lekarz zapytać, czy chcę L4 i że przyniesie receptę, ale nie wiem, jaką i na co" - opowiadała.
Kluczowe znaczenie mają dla niej rozbieżności w zapisach w IKP. Jak mówi, początkowo widniało rozpoznanie "poronienie zagrażające", a po wypisie zapis miał się zmienić na informację sugerującą, że pacjentka zgłosiła się z "poronieniem chybionym" i dopiero po diagnozie zakwalifikowano ją do zabiegu. Monika pyta, dlaczego przy takich zapisach miała słyszeć, że ciąża rozwija się prawidłowo, i dlaczego badanie moczu wykonano - jak twierdzi - dopiero w dniu wypisu.
Skargi do RPP, izby lekarskiej i prokuratury
Kobieta złożyła oficjalną skargę do dyrekcji szpitala, a także wystąpiła do Rzecznika Praw Pacjenta oraz Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie, zarzucając m.in. naruszenie praw pacjenta i niedopełnienie obowiązków diagnostycznych. RPP, cytowany przez Onet, poinformował o wszczęciu postępowania wyjaśniającego i zwróceniu się do placówki o dokumentację. Zawiadomienie trafiło również do Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu; śledczy mają zabezpieczać dokumenty i przesłuchiwać świadków.
Dyrekcja szpitala - według Onetu - nie udzieliła szczegółowych odpowiedzi na pytania redakcji, wskazując na poufność danych pacjenta i współpracę z prokuraturą. "Nie zamierzam tej sprawy odpuścić" - podkreśla pacjentka.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.