Grała w "Złotopolskich". Dziś Polka jest gwiazdą Hollywood
Beata Poźniak, polska aktorka, swoją pierwszą wielką rolę w Hollywood zdobyła w filmie Olivera Stone’a "JFK", wcielając się w Marinę Oswald. Droga do tej roli była pełna przypadków, improwizacji i przygotowań.
W tym artykule:
Beata Poźniak, polska aktorka i artystka, od lat 80. łączy życie w Polsce i w USA, zdobywając uznanie w teatrze, filmie i telewizji. Jej kariera w Hollywood rozpoczęła się od roli Mariny Oswald w "JFK" Olivera Stone’a, a kolejne lata przyniosły rolę w przełomowych serialach.
Bartłomiej Topa o roli Zenka w "Złotopolskich". "Zapisał się w świadomości moich rówieśników"
Wyjazd do USA
W latach 80. Poźniak wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Jak opisuje aktorka w rozmowie z "Wyborczą", przełomowy moment w jej karierze nastąpił, gdy wysłała swoje zdjęcia na casting do "JFK" Olivera Stone’a, gdzie miała zagrać Marinę Oswald, żonę domniemanego zabójcy Johna F. Kennedy’ego. Najważniejszym momentem przygotowań było jej osobiste spotkanie z Mariną w Dallas.
– Zaniemówiłam. Było sztywno. I wtedy przypomniałam sobie, że zabrałam ze sobą swoje zdjęcia z Leningradu, miasta, z którego wyjechała i do którego miała wciąż sentyment. Tam przecież spędziła młodość. Pokazałam jej moje ujęcia: architektury, ulic z bazarkami. Zobaczyłam, że się wzruszająco uśmiecha. Coś w tych zdjęciach głęboko ją poruszyło – powiedziała w rozmowie z "Wyborczą".
To rozluźniło atmosferę. Spędziły więc razem czas, spacerując i rozmawiając o życiu, literaturze i codziennych nawykach. Oswald opowiedziała też o przemocy, którą stosował wobec niej Lee.
- To, co mi opowiadała, za jej zgodą przekazywałam Stone'owi, który włączał to do scenariusza. Pewnie dlatego moje nazwisko w czołówce filmu znajduje się obok nazwisk Oldmana i Costnera. Nikt po prostu się nie spodziewał, że spędzę z nią tyle czasu i że będą tak owocne. Ja zresztą też nie - dodała.
Dalsze losy aktorki
W Hollywood Beata Poźniak kontynuowała karierę w telewizji. Zagrała m. in. w "Melrose Place". - Moja bohaterka była lekarką, która wychodzi za mąż za geja. Teraz to nic specjalnego, ale w pierwszej połowie lat 90. to był w codziennej telewizji temat tabu - mówiła.
Poźniak angażowała się także w życie społeczne w USA. Organizowała Międzynarodowy Dzień Kobiet w Los Angeles, w którym brały udział znane osobistości i politycy, w tym Stevie Wonder. – W 30. rocznicę tego wydarzenia zostałam zaproszona do Waszyngtonu na obchody, dostałam list gratulacyjny od Kamali Harris, wówczas wiceprezydentki. Zaproszono mnie do Izby Reprezentantów i usłyszałam tam moje własne, polskie nazwisko – opowiadała.
- W czasie emisji codziennie przychodziły pudła listów z podziękowaniami od widzów za pokazanie na ekranie ich mniejszości, za to, że wreszcie nie czują się ośmieszani i mogą zobaczyć prostą dziewczynę, która akceptuje męża-geja i jego partnera - czytamy w "Wyborczej".
Choć mieszkała w USA, Poźniak chciała, by jej syn znał polską kulturę. Specjalnie dla niej producenci "Złotopolskich" napisali rolę Heleny Ziomek, bohaterki żyjącej między Polską a Ameryką. – To był najpiękniejszy czas. Wracałam z planu serialu, odbierałam z przedszkola syna, a on śpiewał "Jedzie pociąg z daleka...". Choć urodził się w Los Angeles, chciałam, by znał swoje korzenie, wiedział, kim był Chopin, a kim Skłodowska-Curie i Tuwim – wyznała.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.