Takiego napiwku nie dawaj. "Dla kelnera to jak dostać w twarz"
Dawanie napiwków nie jest obowiązkowe, ale wielu klientów restauracji decyduje się na ten gest. Ważne jest nie tylko ile dajemy, ale także jak to robimy. Niekiedy to, co wydaje się uprzejmością, może być źle odebrane.
Choć praktyka dawania napiwków w Polsce jeszcze kilka lat temu była rzadkością, dzisiaj jest to coraz powszechniejszy sposób na wyrażenie wdzięczności wobec pracowników restauracji, kawiarni i barów. Przeważnie napiwki wynoszą od 10 do 15 proc. wartości rachunku. Jednak kluczowe jest też to, w jaki sposób są przekazywane.
"Zatrudnię kelnera". Restauracje szukają ludzi. Ile płacą?
Specjaliści z branży gastronomicznej przypominają, że najlepszą formą dawania napiwków jest gotówka. Dzięki temu obsługa ma pewność, że otrzyma całą kwotę, bez żadnych potrąceń związanych z dzieleniem między innymi pracownikami. Gdy napiwki są dopisywane do płatności kartą, często trafiają do wspólnej puli, z której mogą być odjęte podatki czy prowizje.
Zjawisko dawania napiwków w drobnych monetach spotyka się z krytyką w mediach społecznościowych i na blogach kulinarnych. W serwisie krytykakulinarna.com podkreślono, że należałoby unikać pozostawienia drobnych. "Jednej rzeczy nie róbcie nigdy - nie zostawiajcie wysupłanych z kieszeni żółtych klepaków o łącznej wartości 48 gr. Dla kelnera to jak dostać w twarz. Albo nie zostawiajcie nic, albo 10 proc." - czytamy. Taki gest może być odbierany jako brak szacunku do pracy kelnera. Eksperci radzą: lepiej nie dać żadnego napiwku, niż wręczać niewielkie kwoty, które mogą być odebrane jako lekceważenie.
W Polsce rośnie uznanie dla wymagającej pracy gastronomicznej, co przejawia się nie tylko w postaci hojnych napiwków, ale także w odpowiednim zachowaniu. Te drobne gesty świadczą o kulturze osobistej gości, a jednocześnie o szacunku dla ciężkiej pracy osób z branży gastronomicznej.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.