Walczy z rakiem. "Słyszałam, żebym się nie pokazywała w takiej formie"
Marta Nieradkiewicz wyznała, że zmaga się z nowotworem piersi. Aktorka jest w trakcie leczenia. - Czułam się zawstydzona. W geście buntu nie chodziłam w ogóle w peruce, bo czułam w tym jakąś podwójność - powiedziała.
Marta Nieradkiewicz to polska aktorka filmowa, teatralna i serialowa, znana przede wszystkim z odważnych ról w kinie autorskim oraz produkcjach telewizyjnych. Największą popularność przyniosła jej rola w filmie "Zjednoczone stany miłości", później wystąpiła w takich produkcjach jak "Dzikie róże", "Solid Gold" czy nagradzany "Lęk", w którym partnerowała jej Magdalena Cielecka.
Marta Nieradkiewicz opowiedziała o nowotworze w rozmowie z Moniką Olejnik. Jak wyjawiła, sama wyczuła guza w piersi, który okazał się wyjątkowo niebezpieczny. Choć początkowo nie mówiła o chorobie, przestała w końcu ją ukrywać i czuć wstyd.
Marta Nieradkiewicz walczy z nowotworem
- Początkowo nie mogłam w to uwierzyć, to był dla mnie szok, bo myślałam, że takie rzeczy mnie nie dotyczą, że zdrowie mam jak dzwon - powiedziała Nieradkiewicz.
Monika Olejnik otworzyła się na temat choroby. Mówi, jak zareagowała, kiedy usłyszała diagnozę
Dlaczego zdecydowała się na wywiad, w którym ujawniła, że choruje na nowotwór?
- Uważam, że ten temat jest ważny. Miałam dość bycia w zamknięciu i ukrywania choroby. Słyszałam takie sugestie, żebym się nie pokazywała w takiej formie, bo nie każdy reżyser i producent będzie mógł sobie wyobrazić, że będę mogła być w lepszej formie. Jednak wierzę, że ludziom starczy wyobraźni na to - tłumaczyła.
- Ta choroba nie sprawia, że schowam się do skorupki i już nigdy się z niej nie wychylę. Ja mam dalej apetyt na życie, ja chcę żyć - dodała w rozmowie z Moniką Olejnik.
Choroba ją zawstydzała
Marta Nieradkiewicz przez pewien czas nie pokazywała się publicznie. W wywiadzie przyznała, że przez chorobę czuła wstyd.
- Jest w tym rodzaj jakiejś podwójnej stygmatyzacji. (…) Czułam się zawstydzona. Ja w geście buntu nie chodziłam w ogóle w peruce, bo czułam w tym jakąś podwójność. Mówi mi się, że wypadanie włosów jest częścią zdrowienia, terapii, a z drugiej strony mam zakładać perukę, żeby udawać zdrową. Czułam w tym jakiś zgrzyt i nie chodziłam w niej po prostu. Były takie spojrzenia, które się odwracały ode mnie, ale było też wiele wspaniałych gestów, które dawały mi ogromną siłę, żeby iść dalej - mówiła.
Dziś namawia wszystkich, aby się badali. - Ale też bądźcie dobrej myśli, bo dzisiaj leczenie nowotworów wygląda zupełnie inaczej niż w latach 90. Leczenie nie jest łatwe. To są bardzo trudne emocje i przeżycia, ale bardzo potrzebny jest cel, motywacja, wsparcie - podsumowała.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!