Mieszanki z pazura pantery, kału nietoperza, spermy krokodyla, brzucha ropuchy, jąder zwierząt znanych z jurności oraz ziół dodawano do potraw i wina, by zagwarantować sobie dozgonne uczucie i niesłabnące pożądanie. Wśród dawnych afrodyzjaków można również znaleźć takie dziwactwa, jak nos hipopotama, język gęsi i ogon aligatora. W medycynie ludowej jako afrodyzjak traktowano dodawanie do pokarmów wydzielin z narządów rodnych (kilka kropel krwi miesiączkowej, nasienie, wydzielinę śluzową z pochwy), nasienie zwierząt uosabiających zmysłowość (byk, ogier), jądra kozłów, kogutów, kawior, móżdżek, sproszkowane rogi jelenia syberyjskiego, mięso żółwi, węży. Ludwik XIV wysoko cenił raki i trufle, a Casanova – ostrygi. Jadał ich na śniadanie dwa tuziny. I temu zawdzięczał swą osławioną męskość. Była to jednak bardzo kosztowna kuracja. Ostrygi, by miały swą magiczną moc i smak, muszą wylądować na talerzu żywe. Kiedy są martwe nie dość, że wstrętnie smakują, to ich zjedzenie grozi poważnym zatruciem, a nawet śmiercią
smakosza.