Wchodził roztrzęsiony do kościoła. Mówi, co działo się potem
Sebastian Fabijański w rozmowie z Michałem Dziedzicem w programie "Horyzonty" otworzył się na temat swojej relacji z Bogiem i Kościołem. Aktor przyznaje, że choć bywa krytyczny wobec instytucji, to właśnie w sferze duchowej odnajduje ukojenie w najtrudniejszych momentach życia. Dla artysty wiara stała się azylem w chwilach odrzucenia i braku samoakceptacji.
W programie "Horyzonty" Sebastian Fabijański przyznał, że wiara oraz modlitwa stały się dla niego lekarstwem na poczucie odrzucenia. Jak sam przyznaje, to nie instytucja, lecz wieź z Bogiem oraz konkretny symbol dają mu siłę do walki z codziennością. - Tyle razy, ile ja czułem się kompletnie niepotrzebny, zbędny, odrzucany, nieakceptowany, to znajdowałem zawsze ukojenie przy obrazie "Jezu, ufam Tobie" - wyznał.
Mimo krytycznego podejścia do instytucjonalnego konserwatyzmu, aktor uważa się za osobę wierzącą. - Gdybyśmy wszyscy żyli w zgodzie z 10 przykazaniami, świat byłby piękny. Staram się zapomnieć o ludziach i szukać tej relacji, tej podobno miłości najwyższej i największej - Boga do człowieka - zdradził.
Duchowość przeniknęła do jego codziennego rytmu, stając się formą porannego rytuału. - Można powiedzieć, że zaczynam dzień od paru próśb - wyznał, dodając, że chodzi też do kościoła. Dla Fabijańskiego to szczególne miejsce, w którym jest w stanie odnaleźć spokój. O tym, co dzieje się z nim w świątyni, gdy wchodzi do niej roztrzęsiony, dowiesz się z naszego materiału wideo.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.