Beata Stelmach: Powoli odkopujemy się ze stereotypów
Jako pierwsza kobieta stanęła na czele Totalizatora Sportowego – jednej z największych spółek w Polsce. Zamiast zaczynać od analiz w zaciszu gabinetu, wyruszyła w podróż po wszystkich oddziałach firmy, by poznać ludzi i ich perspektywę. W rozmowie z Wirtualną Polską Beata Stelmach mówi o odwadze kobiet w biznesie i wyzwaniach, z jakimi przyszło jej się zmierzyć.
Iwona Wcisło, dziennikarka Wirtualnej Polski: Jest pani pierwszą kobietą na fotelu prezesa w historii Totalizatora Sportowego. Z jakimi wyzwaniami przyszło się pani zmierzyć?
Beata Stelmach, prezeska Totalizatora Sportowego: Totalizator Sportowy to jedna z największych spółek w Polsce, która zatrudnia blisko siedem tysięcy osób i w tym roku obchodzi swoje 70-lecie. Dołączyłam więc do organizacji w bardzo znaczącym momencie. Dużym wyzwaniem i jednocześnie niezwykle ciekawą przygodą było poznanie firmy. A jak lepiej poznać przedsiębiorstwo niż poprzez bezpośrednie spotkania? Postanowiłam więc odwiedzić wszystkie oddziały terenowe Totalizatora Sportowego.
Podróż rozpoczęłam kilkanaście dni po objęciu stanowiska. Zależało mi najbardziej na tym, żeby poznać Totalizator Sportowy, zapoznać się z ludźmi, posłuchać, co mówią, bo inaczej dany temat brzmi w stołecznej centrali, a inaczej w regionie. Prowadziliśmy wtedy proces rekrutacji na stanowiska dyrektorów i wicedyrektorów wszystkich 17 oddziałów. Gdy pojawiłam się w firmie, proces rekrutacyjny był już bardzo zaawansowany, ale nie był zakończony, znajdowaliśmy się na etapie krótkiej listy nazwisk. Odbyłam wtedy rozmowy z tymi kandydatami. To był proces bardzo ważny dla spółki, ale także dla mnie.
Spot Wszechmocne 2025. Tak zmieniło się życie laureatek
Jakie decyzje były dla pani najtrudniejsze w pierwszych miesiącach urzędowania?
Najtrudniejsze są zazwyczaj decyzje kadrowe – bo dotyczą ludzi i ich kompetencji. Wspominany wcześniej proces rekrutacji wymagał dużej uwagi. Co ciekawe, na stanowiska dyrektorskie i wicedyrektorskie zostało powołane wtedy ponad 40 proc. kobiet, wśród których znalazły się zarówno osoby z wieloletnim doświadczeniem w spółce, jak i nowe - wnoszące świeże spojrzenie oraz nowe perspektywy. Oceniam to jako krok w kierunku budowania bardziej zrównoważonego i inkluzywnego środowiska pracy, w którym kompetencje i potencjał mają kluczowe znaczenie.
Czy spotkała się pani z reakcjami, które dawały do zrozumienia, że "kobieta na takim stanowisku" to wciąż coś zaskakującego?
Otrzymałam naprawdę wiele sygnałów od kobiet z różnych środowisk, że moja nominacja dodała im odwagi, że to dla nich znak, iż najwyższe stanowiska w biznesie są dostępne także dla kobiet. To niezwykle budujące i motywujące doświadczenie. Można powiedzieć, że powoli odkopujemy się ze stereotypów, które nie pozwalają kobietom wyjść poza strefę komfortu i np. startować w konkursach o stanowisko prezeski. Świat rozwija się błyskawicznie i za chwilę ci, których ogranicza ten stereotyp, po prostu zostaną w tyle. Dlatego tak ważne jest, by wspierać kobiety w podejmowaniu odważnych decyzji zawodowych, tworzyć przestrzeń do rozwoju i pokazywać, że kompetencje, a nie płeć, powinny decydować o tym, kto zajmuje kluczowe stanowiska.
Jakie widzi pani pozytywy w objęciu tak wysokiego stanowiska przez kobietę? Czy parytety są potrzebne w polskiej rzeczywistości?
Każda kobieta na wysokim stanowisku staje się punktem odniesienia dla innych. Jeśli kobiety przez dekady miały trudniejszy dostęp do stanowisk decyzyjnych, to wyrównanie szans wymaga konkretnych działań, ale niekoniecznie jestem zwolenniczką twardych parytetów 50:50 w obecnej sytuacji. Wierzę przede wszystkim w pracę u podstaw – w udowodnienie niedowiarkom, że kobiety mają takie same kompetencje, by zarządzać dużymi podmiotami.
Musi upłynąć jeszcze trochę czasu, żeby te bariery ostatecznie przestały istnieć. Można jednak wspierać ten proces, wprowadzając w organizacjach większą elastyczność w zakresie równowagi między pracą a życiem prywatnym oraz różnorodne formy rozwoju zawodowego, dzięki którym młode kobiety uwierzą w siebie i odważniej będą sięgać po odpowiedzialne stanowiska oraz realizować swoje ambicje.
W debacie publicznej o parytetach często pojawiają się argumenty, że to sztuczny mechanizm, że łamią zasadę równości, że to kompetencje, a nie płeć powinny decydować. Co odpowiedziałaby pani na takie "zarzuty"?
Zgadzam się, że kluczowe są kompetencje, ale żeby je ocenić, trzeba najpierw dać szansę, by mogły być pokazane. Parytety nie mają nikogo faworyzować, lecz otworzyć drzwi tym, którzy wcześniej mieli je nieco mocniej przymknięte. Równość to nie nagroda – to punkt wyjścia. Skupiłabym się na tym, by nasze społeczeństwo zdało sobie sprawę, że kobiety w Polsce są doskonale wykształcone i gotowe, by zasiadać we władzach podmiotów gospodarczych. Już dziś mają wszelkie podstawy do obronienia swoich kandydatur wykształceniem i kompetencjami.
Wielu menedżerów mówi, że kobiety zarządzają inaczej niż mężczyźni. Czy pani dostrzega tę różnicę?
Nie od dziś wiadomo, że różnorodna pod kątem płci kadra menadżerska przy podejmowaniu decyzji bierze pod uwagę większą liczbę zmiennych. Tak naprawdę nie chodzi o to, czy ktoś coś robi lepiej lub gorzej. Ważna jest różnorodność, która jest kluczem do zrozumienia tego zagadnienia.
Kobiety w zarządach mają inny punkt widzenia, inaczej rozkładają akcenty i wykazują się innym podejściem do poszczególnych procesów, do pracowników i klientów. Zróżnicowane zespoły menadżerskie lepiej rozumieją potrzeby swoich odbiorców, co przekłada się na bardziej trafne decyzje biznesowe i skuteczniejsze strategie rynkowe. Branża gamingowa zdecydowanie potrzebuje tak rozumianej różnorodności.
Hazard i gry losowe to świat stereotypowo uznawany za męski. Jak się pani w nim odnalazła?
Kobiety w branży hazardowej radzą sobie znakomicie. Paradoksalnie im trudniej, tym dla nas lepiej. Dlaczego mamy sobie w niej gorzej radzić? Usuńmy z głów stereotypy oraz paraliżującą niemoc i pracujmy na sukces! Patrząc na przykład Totalizatora Sportowego, nie można stwierdzić, że to "męski świat". W naszej firmie kobiety stanowią 76 proc. wszystkich zatrudnionych, a wśród całej kadry menadżerskiej ten odsetek wynosi 39 proc. Na przestrzeni ostatniego roku ponad 77 proc. wśród nowo zatrudnionych pracowników to kobiety. Widać to zwłaszcza w odpowiedzialnej sprzedaży produktów loteryjnych, który jest trzonem biznesu Totalizatora Sportowego. W tej dziedzinie większość naszych pracowników to kobiety. Panie potrafią szczególnie empatycznie odpowiedzieć na potrzeby klientów, zaoferować im odpowiedni produkt i zadbać o wysoki standard całego procesu.
Czy była jakaś sytuacja, w której bycie kobietą w tym świecie okazało się atutem?
W tym świecie nie dostaje się punktów za płeć. Mam sprecyzowane stanowisko w sprawie równouprawnienia i jestem przekonana, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni obronią się swoimi kompetencjami. Chodzi o to, żeby stworzyć mechanizmy, by panie miały prawo głosu i możliwość wniesienia swojego wkładu do organizacji, dla której pracują. Mam przekonanie, że w Totalizatorze Sportowym tworzymy taką społeczność i każdy z pracowników czuje, że jego atuty są doceniane.
Gry losowe mają też ciemne oblicze - ryzyko uzależnienia. Czy Totalizator Sportowy podejmuje jakieś kroki prewencyjne, edukacyjne?
To temat, którego nie wolno unikać. Odpowiedzialna gra to dla nas fundament działalności. Prowadzimy kampanie edukacyjne, współpracujemy z ekspertami i stale rozwijamy nowoczesne narzędzia ograniczające ryzyko problemowego grania. Odpowiedzialność społeczna nie kończy się na przekazywaniu dopłat na sport i kulturę. To także troska o bezpieczeństwo naszych graczy.
Powołała pani zupełnie nowe stanowisko w strukturze Totalizatora Sportowego – pełnomocnika ds. różnorodności. Co stało za tą decyzją?
To prawda, mamy u siebie od niedawna pełnomocniczkę ds. różnorodności. Ta osoba jest strażniczką równości, która w takim samym stopniu służy kobietom, jak i mężczyznom. Do jej zadań należy m.in. opracowanie regulacji wewnętrznych, w tym polityki równowagi płci, monitorowanie sytuacji kobiet i mężczyzn w zakresie równego dostępu do rekrutacji, szkoleń, podwyżek i awansów, monitorowanie luki płacowej, a także prowadzenie akcji promujących ideę równości. Są to działania spójne z wytycznymi Ministerstwa Aktywów Państwowych, które przedstawiło rekomendacje dla spółek z udziałem Skarbu Państwa dotyczące wsparcia rozwoju zawodowego kobiet.
Czy posiadacie rozwiązania, które pozwalają na wyłapywanie zjawisk potencjalnego mobbingu czy dyskryminacji w firmie?
Tak. Mamy kilka kanałów zgłaszania tego typu naruszeń, w tym także takie, które pozwalają zachować anonimowość. W tego typu tematach ważne jest wypracowanie procesu, gdzie wszystkie sprzeczne z przepisami prawa, regulacjami wewnętrznymi i naszymi wartościami naruszenia będą zgłaszane. Co ważne, skupiamy się nie tylko na reagowaniu, ale też na prewencji. Regularne szkolenia i rozmowy z menedżerami pozwalają szybko dostrzegać niepokojące sygnały.
Dbamy o to, by wspierać rozwój kompetencji menedżerskich w różnych formach, ponieważ wierzymy, że silne, świadome i dobrze przygotowane kadry zarządzające są fundamentem trwałego sukcesu organizacji. Co ważne, działania edukacyjne kierujemy nie tylko do osób na stanowiskach kierowniczych. Dobrym przykładem jest rozpoczęty niedawno kilkumiesięczny program rozwojowy "Siła i moc inspiracji", który został zainicjowany jako odpowiedź na potrzebę budowania kultury włączającej, wspierania różnorodności oraz wzmacniania poczucia wspólnoty w naszej firmie.
Jakie rady dałaby pani młodym kobietom, które wciąż boją się aplikować na wysokie stanowiska, zwłaszcza w tzw. męskich branżach?
Najważniejsza rada, jakiej mogę udzielić, to: dziewczyny, nie bójcie się! Sukces jest miarą wielu prób, które często kończą się niepowodzeniem. Ważne jest, aby się nie poddawać i pamiętać o tym, że każda rekrutacja, na którą się zdecydujemy, rozpoczyna się dla nas czystą kartą.