Była pracownica dyskontu o Black Friday. "Ludzie szarpią się, krzyczą"
Black Friday dopiero przed nami, ale wiele osób już zdążyło zanurzyć się w wir listopadowych promocji. Dla pracowników handlu to niezwykle gorący okres. – Ludzie potrafią wyrywać sobie rzeczy z koszyka, szarpią się, krzyczą. To, co widać na filmikach w internecie, naprawdę się dzieje – mówi nam Marchewa Królowa Promek, która przez 25 lat pracowała w handlu.
Black Friday jeszcze nie nadszedł, a emocje już sięgają zenitu. Listopadowe promocje przyciągają coraz więcej osób, a wielu klientów nie czeka już na wielki finał. Wśród nich jest tiktokerka Marchewa92, która przyznaje, że sama skorzystała z atrakcyjnych rabatów, ale jednocześnie dobrze pamięta, jak wygląda druga strona zakupowego szaleństwa. Wspomnienia z lat spędzonych w handlu pokazują, że presja, tłumy i walka o limitowane produkty potrafią zmienić spokojne zakupy w prawdziwy survival.
Sprawę zbadali również eksperci. Okazuje się, że wielu konsumentów już wie, czy w tym roku da się porwać szaleństwie promocji, czy raczej go ominie. Badanie UCE RESEARCH i Shopfully Poland wskazuje, że 66,5 proc. dorosłych zamierza skorzystać z listopadowych rabatów*. To nieco więcej niż w poprzednim roku.
Polacy o Black Friday. "Kupiłam już żelazko"
25 lat w handlu. "Tego się nie zapomina"
Polska tiktokerka znana jako Marchewa, Królowa Promek, która jest mistrzynią przygotowywania prostych i smacznych posiłków za grosze, przyznaje, że sama nie mogła oprzeć się listopadowemu szałowi zakupów. Nie zamierzała czekać do ostatniej chwili i już kupiła sprzęt elektroniczny w atrakcyjnej cenie.
– Już skorzystałam z kilku promocji. Podczas Black Friday najbardziej opłaca się kupować elektronikę – tam naprawdę można trafić na dobre okazje. Znalazłam aparat fotograficzny przeceniony z siedmiu na cztery i pół tysiąca złotych. Kupiłam też dostęp premium do aplikacji, z pomocą której montuję filmy. Zamiast 700 zł zapłaciłam 200. To już, jak dla mnie, bardzo atrakcyjne rabaty – opowiada w rozmowie z Wirtualną Polską.
Marchewa92 podkreśla jednak, że głównie stawia na zakupy online. Kiedyś była po drugiej stronie, co sprawiło, że na całe zakupowe szaleństwo patrzy trochę inaczej. – 25 lat w handlu, z czego 18 lat w Lidlu, wystarczyło, by naoglądać się scen, które trudno zapomnieć. Nie tylko tłumy i kolejki, ale także zaciekła walka o produkty. Ludzie są zdolni do takich rzeczy, o których nawet nam się nie śni – przyznaje.
Black Friday w Polsce coraz częściej zaczyna przypominać… sport ekstremalny. Choć większość klientów poluje po prostu na okazje, to dla pracowników handlu ten dzień potrafi być prawdziwym sprawdzianem cierpliwości
Marchewa Królowa Promek wspomina, że jedną z najbardziej zaskakujących sytuacji były… przymierzalnie w kontenerach na mrożonki. – Panie, które chciały kupić w Lidlu ubrania, potrafiły wchodzić do tzw. TICO boxów, w których przyjeżdża mięso. To duże kontenery, na ponad 1,60 m. Jak zobaczyły, że są puste, robiły sobie z nich przymierzalnie – wspomina.
Najbardziej spektakularne sceny rozgrywały się jednak w czasach, gdy karp potrafił kosztować 10 zł za kilogram. – Klienci, którzy chcieli dostać się do ryby, powybijali szyby w lodówkach. To były takie duże, rozsuwane lodówki, które niestety zostały uszkodzone w walce o karpia. Po tamtej sytuacji w kolejnych latach zdejmowałyśmy szyby, żeby nie doszło do tragedii – opowiada Królowa Promek.
To nie wszystko. W sklepie dochodziło też do kłótni i rękoczynów o sprzęty – ekspresy do kawy czy Lidlomiksy, które były w atrakcyjnych cenach. Ich liczba była jednak mocno limitowana – czasem na sklep przychodziły jedynie dwie sztuki atrakcyjnego towaru.
– To, co widać na filmikach w internecie, naprawdę się dzieje – zapewnia Marchewa. – Przez ponad 20 lat w handlu na tyle się już napatrzyłam, m.in. na to, jak ludzie się kłócą, bo np. ekspres jest w super cenie, jak sobie wyrywają go z rąk.
Największe emocje wybuchają w momencie, gdy ktoś ładuje do koszyka ostatnie dostępne sztuki danego produktu. – Wtedy wybuchają ogromne awantury. Ludzie potrafią wyrywać sobie rzeczy z koszyka, szarpią się, krzyczą – opowiada była pracownica.
Seniorzy pod presją
Kto najczęściej walczy o promocyjne łupy? Marchewa nie ma wątpliwości. – To zdecydowanie seniorzy. Często kupują prezenty dla dzieci lub wnuków, a czasem są specjalnie wysyłani przez pracujące dzieci. Czują wtedy ogromną presję. To potrafią być naprawdę zacięte walki – opowiada.
Jak wygląda to w praktyce? – To częsty obraz: senior przychodzi z listą, wysłany przez córkę czy syna, którzy są w pracy. Ma "załatwić" konkretny sprzęt i traktuje to jak ważną misję. Walczy więc o tę rzecz bardzo zaciekle, bo nie chce nikogo zawieść. A kiedy ktoś go ubiegnie, czuje, że poniósł porażkę.
Choć klienci często próbują angażować pracowników w spory, zasady BHP są jasne – interwencje to rola ochrony. – My mogliśmy zwrócić uwagę, ale regulamin nie pozwala na interwencję. Dlatego najlepiej samemu się nie angażować, tylko zawołać ochronę.
Czasem klienci sami chcieli wciągać pracownice w rozstrzyganie sporów, ale najczęściej kończyło się to tym, że na nich zaczynano kierować całą agresję. – Oskarżano nas o kombinowanie i odkładanie sprzętu na zaplecze. Dlatego czasem lepiej się nie odzywać, chyba że sytuacja robi się naprawdę poważna.
Choć mogłoby się wydawać, że nic nie przebije gorączki świątecznej, Marchewa przyznaje, że Black Friday to dla pracowników najtrudniejszy okres w roku. – Jest gorzej niż w święta, bo w listopadzie klienci są bardziej zdeterminowani, a oferta jest atrakcyjniejsza i bardziej ograniczona w czasie. Spokój nas uratuje – podsumowuje była pracownica.
Black Friday z głową - uważaj na pułapki
Listopadowe promocje potrafią zrobić wrażenie, ale jeszcze łatwiej sprawić, by klient wydał więcej, niż planował. Eksperci zwracają uwagę, że za atrakcyjnymi rabatami często stoją wyrafinowane mechanizmy, które mają skłonić nas do impulsywnych decyzji.
– Konsumentów przyciąga kontrastowe zestawienie: ile coś kosztuje w promocji, a ile normalnie, czyli jak dużo mogą zaoszczędzić. Czasem jest to przedstawiane kwotowo, a czasem – w procentach, najczęściej w zależności od tego, co w danym przypadku będzie wyglądało korzystniej – wyjaśnia dr Anna Hełka, psycholożka ekonomiczna z Uniwersytetu SWPS.
Sprzedawcy świetnie wiedzą, kiedy lepiej pokazać rabat w złotówkach, a kiedy w procentach. Obniżka o 5 zł może wyglądać niepozornie, ale już "30 proc. taniej" brzmi jak świetna okazja. Z kolei 10-procentowy rabat przy produkcie premium nie zrobi takiego wrażenia jak informacja o "200 zł mniej".
Kolejny trik to mechanizmy typu "-20 zł przy zakupach powyżej 150 zł", które subtelnie popychają nas w stronę dokupienia kolejnych rzeczy.
– Nawet rozsądny konsument, który zakładał, że kupi tylko jedną potrzebną rzecz na tej przecenie, czasem dorzuci do koszyka następną, żeby przekroczyć daną kwotę, bo w głowie ma, że dostanie kolejną obniżkę od i tak niskich cen. Jeśli niewiele brakuje, to czasem rzeczywiście zapłaci mniej, ale niejednokrotnie powoduje to, że ludzie kupują więcej, niż zamierzali i potrzebują – podkreśla ekspertka.
Jeszcze silniej działa obietnica otrzymania czegoś gratis. – Taka "okazja" działa w sposób niezwykły, tak jakby przestawiała nam się jakaś zwrotnica w głowie. "Za darmo" chcemy mieć nawet rzeczy, których tak naprawdę wcale nie potrzebujemy – mówi dr Anna Hełka.
Kluczowe jest ustalenie granic jeszcze przed rozpoczęciem zakupów. – Jeśli wiemy, że mamy problem z nadmiernymi zakupami, przydatne jest ustalenie i zapisanie sobie limitu wydatków. Można też powiedzieć komuś, kto będzie nas "pilnował", że zamierzamy kupić tylko jedną konkretną rzecz i nic więcej. Wtedy będzie nam głupio, jeśli nie dotrzymamy słowa – radzi psycholożka.
* Badanie zostało przeprowadzone w dniach 06-08.11.2025 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully Poland na próbie 1007 Polaków w wieku 18-80 lat.