Wcale nie plecak ewakuacyjny. Mówi, o co zadbać w pierwszej kolejności
– Jesteśmy przyzwyczajone do tego, że planujemy wakacje, a nie scenariusze kryzysowe. Świat się jednak zmienił, a my dalej żyjemy w przekonaniu, że w razie czego mężczyzna wszystkim się zajmie albo "jakoś to będzie" – mówi Anna Zapolska, twórczyni profilu Miejski Survival Matki Polki, autorka książki "Jak zadbać o siebie i rodzinę w czasie kryzysu lub wojny".
Ewa Podsiadły-Natorska: Jedną z kluczowych tez w twojej książki jest ta, że kobieta powinna być zawsze przygotowana.
Anna Zapolska: Bo to kobiety zwykle dźwigają ciężar organizacji życia: dzieci, dom, choroby, szkoła, rodzice, jednak mimo to większość z nas nie myśli o przygotowaniu się na wypadek poważnego kryzysu. Zazwyczaj zrzucamy tę odpowiedzialność na partnera, myśląc, że jeśli coś się stanie, on to ogarnie. Przez to "rozmywamy" odpowiedzialność. Co, jeśli mężczyzny nie będzie przy nas, gdy coś się przydarzy, zostanie powołany do wojska albo dostanie zakaz opuszczania miasta, a ty będziesz musiała się ewakuować? Ja też na początku myślałam, że przygotowanie się na różne kryzysy "to nie moja działka". Miałam poczucie bezpieczeństwa tylko dlatego, że mam męża.
"Pasja jest kobietą". Kayah ze wzruszeniem w oczach wspomina mamę: "Doznałam wielkiej straty"
Kiedy to się zmieniło?
W 2022 roku po wybuchu wojny w Ukrainie. Gdy słyszysz, że dochodzi do zamachów, sabotaży, pożarów, powodzi, konfliktów zbrojnych, zaczynasz się zastanawiać: "Czy przetrwam chociaż trzy dni bez prądu? Jak zapewnię dzieciom wodę? Gdzie w ogóle jest latarka?". Ja tak miałam. Ktoś mógłby powiedzieć: "W razie braku wody podstawią beczkowóz". W porządku, ale w czym tę wodę przyniesiesz? Masz w domu duże wiadro? Chodzi o to, aby przygotować się "na czarną godzinę", choć oczywiście oby nigdy ona nie nadeszła. Dzięki temu zyskuje się spokój psychiczny i pewność siebie.
To porozmawiajmy konkretnie. Od czego zacząć takie przygotowania?
Od zadbania o własną kondycję.
O.
To niezbędne. Kobiety bardzo często nie są w stanie przejść dwóch kilometrów bez zadyszki – i to po równej powierzchni, bez plecaka. Jak ma więc powieść się wtedy ewakuacja z małymi dziećmi, ciężkim plecakiem, pod wpływem ogromnego stresu? Wyjście po wodę, przeniesienie starszego rodzica z samochodu do schronu, długa wędrówka – do tego konieczna jest dobra kondycja fizyczna. Niestety, wiele kobiet zajmuje się pracą, domem, a nie ma czasu na zadbanie o siebie. To się musi zmienić. Poza tym ruch to też reset dla głowy i zadbanie o swoje zdrowie.
Brzmi jak pierwsza z wielu niepopularnych prawd…
Tak samo jak ta, że przygotowania to nie plecak ewakuacyjny. Plecak jest dopiero początkiem. Zresztą cały survival, który robię, to survival miejski. Żadnego spania w lesie – z opowieści Ukrainek wynika, że las jest zazwyczaj ostatnim miejscem, do którego idzie się w sytuacji kryzysu. Podczas ewakuacji najczęściej śpi się u znajomych, w cudzym domu, świetlicy, a nie pod chmurką w Bieszczadach. I do takiej sytuacji trzeba się przygotować.
No dobrze, a co z tym plecakiem? Jak go spakować?
Przede wszystkim to nie jest "plecak na koniec świata" – to praktyczny zestaw rzeczy, które pozwolą ci przetrwać pierwsze godziny i dni w kryzysie – do momentu, kiedy będziesz miała dostęp do pomocy z zewnątrz. Najlepszą opcją jest zrobienie checklisty z najpotrzebniejszymi rzeczami; w sytuacji kryzysu po prostu pakujesz do plecaka wszystko, co jest na niej odnotowane. I nie chodzi też o to, aby kupić mnóstwo zbędnych rzeczy. Mam jedną świetną kurtkę, doskonałą na wypadek ewakuacji, ale noszę ją na co dzień. Z powerbanków też korzystajmy, zamiast trzymać je na dnie plecaka. Natomiast śpiwór – choćby cienki – uważam za absolutnie konieczny. Jedna z Ukrainek, z którą rozmawiałam, spała dwie noce w samochodzie na granicy przykryta tylko kurtką. Z dzieckiem. Zatem kupmy śpiwory, jeśli ich nie mamy, oraz porządny plecak turystyczny.
Przygotowanie listy to też element łagodzenia stresu?
Oczywiście. W stresie nie myślimy logicznie. Ukrainki mówiły mi, że po wybuchu wojny nie zabrały ze sobą jedzenia, butelki z wodą, paszportów. Gdy pytałam czemu, odpowiadały: "Bo wcześniej nie zakładałyśmy, że przyjdzie moment, w którym faktycznie trzeba będzie wyjechać, a w chwili, gdy to już się stało, nie mieliśmy do tego głowy". Wyrobienie paszportu to w dzisiejszych czasach żaden problem, dlatego warto to zrobić. Z paszportu nie korzysta się na co dzień, dlatego śmiało można go odłożyć na bok razem z checklistą ewakuacyjną. Nie polecam natomiast opierania się na dokumentach w aplikacji mObywatel. Zawsze warto mieć ich wersję fizyczną.
A co, jeśli ktoś myśli: "Po co mam się szykować? Jak wybuchnie bomba atomowa, to i tak całe przygotowania na nic"? Słyszysz takie komentarze?
Nie tylko słyszę – dostaję je regularnie. To jest myślenie tak katastroficzne, że aż paraliżujące. W naszej głowie wojna wygląda tak: bomby, czołgi, ucieczka przez płonące miasto. Tymczasem istnieje coś takiego jak drabina eskalacji konfliktu, w której wybuch bomby atomowej znajduje się na… czterdziestym miejscu! Zanim do tego by doszło, jest kilkadziesiąt innych etapów: cyberataki, przerwy w dostawie prądu, ruchy wojsk na granicy, propaganda, dezinformacja, sabotaże. Na te etapy mamy wpływ i właśnie tu przygotowanie jest kluczowe.
Uważam również, że kobiety powinny zacząć interesować się geopolityką. Nie chodzi o doktorat z polityki międzynarodowej – wystarczy jeden sprawdzony podcast tygodniowo. Ja słucham "Raportu o stanie świata" Dariusza Rosiaka, kiedy biegam. Do tego bardzo ważne jest krytyczne myślenie i umiejętność weryfikowania informacji. Fake newsy potrafią rozpalić panikę. Przykład? Znajomi w Krakowie powiedzieli mi, że media milczą o "trzech zabitych osobach przez Ukraińca przy galerii handlowej w Krakowie". Sprawdziłam na stronie policji – oczywiście fake. Nikt jednak wcześniej nie pomyślał, żeby to zweryfikować, a wiadomość się rozeszła…
Wiele osób sądzi, że gdyby wojna naprawdę wybuchła, uciekną za granicę.
Skąd ta pewność? Pomyśl, co z twoimi rodzicami. Czy też będą chcieli jechać? A co, jeśli nie? Moi rodzice powiedzieli mi, że w razie wojny zostają w Polsce. Bez nich nie wyjadę. Ukraina nauczyła nas czegoś jeszcze: wojna nie musi oznaczać totalnej zagłady kraju. W ogromnej większości Ukrainy toczy się przecież normalne życie. Kiedy teraz pytam Ukrainki, czego najbardziej żałują, odpowiadają, że chciałyby o wielu sprawach zdecydować wcześniej, zastanowić się nad nimi, przygotować się.
W tym wszystkim chodzi o wzięcie odpowiedzialności za siebie, dzieci, bliskich. Tak jak mówiła jedna z Ukrainek: "Najgorszy jest nie strach, tylko świadomość, że nie pomyślało się o "drobiazgach" – jedzeniu, wodzie, lekach, dokumentach, oszczędnościach". Dlatego właśnie kobieta powinna być zawsze przygotowana, bo to ona będzie odpowiedzialna za rodzinę, kiedy partner zostanie powołany do wojska.