Nauczyciele mają dość. "Sytuacja robi się naprawdę ciężka"
Objazd szkół w całej Polsce, spotkania z nauczycielami i zapowiedź największej od lat zmiany programowej – tak Ministerstwo Edukacji Narodowej próbuje przygotować środowisko na reformę "Kompas Jutra". Tymczasem nauczyciele mówią o kryzysie, który trwa od lat.
MEN rozpoczęło konsultacje dotyczące "Kompasu Jutra", czyli planowanej reformy systemu edukacji. Zapowiadana jest nowa podstawa programowa - od września w przedszkolach i klasach I i IV szkół podstawowych, a rok później w klasach I szkół średnich czy nowe przedmioty (edukacja obywatelska, edukacja zdrowotna, przyroda w nowej formule, zajęcia praktyczno-techniczne w nowej formule) czy zmiany w ocenianiu na korzyść ocen opisowych.
- "Kompas Jutra" to dobre i potrzebne zmiany, ale muszą być wprowadzane bardzo mądrze, z pełnym zapleczem dla nauczycieli, żeby dokładnie wiedzieli, co mają robić - komentuje nauczycielka Roksana Szczygieł, autorka profilu "Dyrektor Na Topie".
Edukacja zdrowotna obowiązkowa? Lubnauer zabrała głos
Stary system, nowe problemy
Wśród nauczycieli coraz częściej słychać ostrożność, zmęczenie i pytanie, czy tym razem głos szkoły zostanie naprawdę wysłuchany. Eksperci i nauczyciele zwracają uwagę na narastające problemy w placówkach oświaty. Braki personelu przekładają się bezpośrednio na jakość opieki, zwłaszcza w grupach, w których są dzieci wymagające dodatkowego wsparcia.
– Coraz częściej obserwujemy trudności z wyznaczaniem granic dzieciom. Dzieci są przebodźcowane, mają nieograniczony dostęp do ekranów, co przekłada się na problemy z koncentracją i uwagą – mówi dyrektorka Natalia Ślazyk, autorka profilu "Pozytywna_paleta_edukacji".
– Coraz częściej przychodzą dzieci z orzeczeniami, a często także takie, które jeszcze nie są zdiagnozowane. One już mają trudności, ale formalnie nie ma dokumentów, więc nie ma możliwości, żeby odpowiednio się nimi zaopiekować – mówi Ślazyk.
W praktyce oznacza to, że jeden nauczyciel bywa odpowiedzialny za bardzo liczną grupę. – Braki kadrowe są na tyle duże, że nie w każdej grupie jest pomoc. Często nauczyciel zostaje sam z 25 dziećmi z różnymi problemami. Sytuacja robi się naprawdę ciężka.
Jak twierdzi, prestiżu zawodu nauczyciela wciąż nie udało się odbudować.– Gdyby zapytać rodziców, czy chcieliby pracować w zawodzie nauczyciela, to byłby to raczej bardzo mały odsetek. Widać to również na studiach pedagogicznych – mówi.
- Średnia wieku nauczycieli jest wysoka, wielu pracuje na półtorej lub dwóch etatach – dodaje Arkadiusz Boroń, prezes ZNP Małopolska. – Występuje wypalenie zawodowe, zmęczenie, a młodzi nie garną się do zawodu. To jest poważny problem dla całego systemu.
– Na terenie mojej gminy nie obserwuję masowych odejść z zawodu, ale dane ogólnopolskie są niepokojące. Tylko około 5 procent nauczycieli to osoby młode – mówi Roksana Szczygieł, autorka profilu "Dyrektor na topie". – Za chwilę może się okazać, że po prostu nie będzie miał kto uczyć. Bez odbiurokratyzowania edukacji, realnego wsparcia i docenienia nauczycieli żadna reforma się nie uda – podsumowuje dyrektorka.
Zmęczenie nie wynika wyłącznie z obciążenia godzinowego. Ogromnym problemem jest niepewność. – Każdy rok jest trudny, nauczyciele czekają na reformy i rekonstrukcję edukacji – mówi dr Iga Kazimierczyk, prezeska fundacji "Przestrzeń dla Edukacji". – Widzą zapowiedzi nowych ramówek i podstaw programowych, ale nie do końca wiadomo, co dokładnie będzie od nich wymagane. To w naturalny sposób potęguje zmęczenie i poczucie niepewności.
To zawieszenie potęguje frustrację. – Czy ten semestr był wyjątkowo trudny w porównaniu do innych? Raczej nie. To po prostu kolejny rok w systemie, który od dawna działa w stanie permanentnego napięcia – dodaje.
Wielkie oczekiwania i płytkie zmiany
Po latach kontrowersji związanych z polityką ministra Czarnka, pojawiła się nadzieja na poprawę za czasów minister Barbary Nowackiej. – Przez osiem lat bardzo dużo mówiło się o tym, jak powinna wyglądać szkoła po odejściu poprzednich ministrów – przypomina Kazimierczyk. W tych dyskusjach uczestniczyli także politycy, którzy dziś są w rządzie. Oczekiwania były więc ogromne.
Część rzeczy udało się zrobić. – Wprowadzono sześciomiesięczną odprawę przy przejściu na emeryturę zamiast trzymiesięcznej, podniesiono nagrody jubileuszowe po 40 latach pracy i dodano nagrodę jubileuszową w wysokości 400 proc. miesięcznego wynagrodzenia po 45 latach – mówi Arkadiusz Boroń.
To jednak wciąż tylko ułamek nauczycielskich postulatów. – Apetyty były wysokie, a efekt okazał się znacznie skromniejszy – stwierdza Kazimierczyk. Wśród niespełnionych postulatów wymienia m.in. powołanie niezależnej komisji edukacji, realne odpolitycznienie szkoły, rzecznika praw nauczyciela czy systemowe wsparcie dobrostanu. – Dużo się o tym mówiło. W praktyce niewiele się wydarzyło – podsumowuje.
Największe rozczarowanie wywołało odebranie prawa do urlopu dla poratowania zdrowia starszym nauczycielom. – Kto miałby iść na taki urlop w wieku 40 lat, gdy jest w pełni sił? – pyta z ironią Boroń. Ministerstwo nie znalazło w tej sprawie zrozumienia.
Podwyżki, które nie rozwiązały problemu
Pensje nauczycieli wzrosły, ale to nie zamknęło dyskusji i nie rozwiązało podstawowego problemu systemu wynagrodzeń w oświacie. – Podwyżki były spore i trzeba przyznać, że na początku przyniosły wymierne efekty. Ale było to dawno, inflacja rośnie. Trzeba pamiętać, że te podwyżki dla części nauczycieli stanowiły w pewnym sensie wyrównanie, ponieważ pensje w oświacie od wielu lat były bardzo niskie. Były to więc podwyżki godnościowe, która pozwalały w ogóle zacząć dyskusje o wynagrodzeniach nauczycielskich – podkreśla Kazimierczyk.
Najważniejszy postulat pozostaje niespełniony. – Niestety zabrakło systemowego powiązania pensji nauczyciela ze średnim wynagrodzeniem w Polsce. Problem nie został więc rozwiązany trwale, a kwestie płacowe wciąż pozostają jednym z kluczowych wyzwań dla stabilności zawodu nauczyciela – dodaje.
Prywatyzacja szkół i nierówności finansowe
Kryzys dotyczy nie tylko kadry, ale też całego systemu finansowania. – Jeśli sposób finansowania się nie zmieni, edukacja publiczna zniknie – mówi Boroń. – Szkoły niepubliczne mają przewagę, bo dysponują większymi środkami: otrzymują dotacje, pobierają czesne, nie obowiązuje ich karta nauczyciela. Jeśli państwo nie zdecyduje się jasno: edukacja publiczna albo prywatna, efekt będzie taki, że płacić będziemy wszyscy, a dostęp do dobrej szkoły stanie się luksusem.
Dr Iga Kazimierczyk podkreśla, że edukacja niepubliczna stała się "poduszką bezpieczeństwa" wobec gwałtownych zmian w systemie. – To problem, który narasta od lat. Jednym z powodów, dla których edukacja niepubliczna zyskuje na znaczeniu, jest niestabilne środowisko, w jakim funkcjonują szkoły. Moment, w którym edukacja niepubliczna zaczęła wyraźnie rosnąć w siłę, to pierwsze reformy poprzedniej koalicji. Później przyszedł czas pandemii. W ostatnich miesiącach obserwujemy kolejne decyzje, które ten trend tylko wzmacniają.
Jako przykładem podaje prace domowe. - Ich zakaz czy ograniczenie nie obejmuje szkół niepublicznych, a pomysł mocno napędza rynek korepetycji. Klientami są nie maturzyści, a dzieci z czwartej i piątej klasy.
- Pracowałam jako nauczycielka niemieckiego i angielskiego w państwowych szkołach. Pensja była marna, stresu dużo, a i w kółko pretensje rodziców. Po czasie stwierdziłam, że to nie jest warte zachodu. Cały ten system wymaga gruntownej naprawy. Zaczęłam prowadzić własną działalność i udzielać korepetycji. Zarabiam na tym duże pieniądze, a rodziców potrzebujących wsparcia w nauce poza szkołą jest coraz więcej - mówi 36-letnia Marta.
- Szczerze mówiąc pokładałam duże nadzieje w Barbarze Nowackiej. Zapowiadało się całkiem nieźle i myślałam, że może szkoła na przestrzeni czasu zmieni zmieni swoje oblicze, a nauczyciele będą mogli mieć większą autonomię, a co za tym idzie - autorytet. Wszystkie obietnice okazały się puste i wielu nauczycieli, moich znajomych czuje potężny zawód - kwituje Marta.
Edukacja zdrowotna: kiedy reforma znika w sporach
Zapowiadane są kolejne zmiany związane z edukacją zdrowotną. W tym roku jej wprowadzenie jako przedmiotu nieobowiązkowego wywołało wiele kontrowersji. – To była świetnie przygotowana podstawa programowa, oparta na danych i nauce. A skończyło się tym, że projekt został politycznie utopiony. Decydują bieżące kalkulacje polityczne, a nie eksperci – podkreśla Iga Kazimierczyk.
– Uważam, że edukacja zdrowotna stała się ofiarą polityki, która nie powinna wkraczać w mury szkoły – mówi Arkadiusz Boroń. – Osobiście, jako dziadek i ojciec, bardzo ubolewam, że jej nie wprowadzono. Rozumiem obawy części społeczeństwa dotyczące seksualności, ale moim zdaniem były one na wyrost.
– Szkoda, że przedmiot nie wszedł w życie, bo patrząc na badania młodzieży, dotyczące odżywiania, korzystania z ekranów czy aktywności społeczne, widać wyraźny problem. Informacje o zdrowym odżywianiu, ruchu czy ograniczeniu ekranów są potrzebne – dodaje.
Potrzeba eksperckiego podejścia
Nauczyciele podkreślają, że doraźne korekty wprowadzane "od kadencji do kadencji" jedynie pogłębiają chaos, zamiast go porządkować. – Marzy mi się nowa Komisja Edukacji Narodowej – mówi Boroń. – Reprezentanci uczelni pedagogicznych, samorządów i ministerstwa powinni wypracować model rozwoju edukacji na najbliższe 20 lat. Bo dopiero po tym czasie widać realne efekty reform.
Dr Kazimierczyk zwraca uwagę, że w dyskusji o reformach zbyt często pomija się fundament, na którym ten system w ogóle ma się opierać. – Najważniejsza jest autonomia nauczyciela i jego sprawczość. Ale one nie zależą tylko od pedagoga, ale od przewidywalnych warunków pracy, stabilności finansowej i realnego wsparcia dla dobrostanu. Bez poczucia bezpieczeństwa, bez czasu i przestrzeni na pracę wychowawczą trudno oczekiwać, że szkoła będzie miejscem nowoczesnej edukacji, a nie jedynie realizacji kolejnych odgórnych wytycznych – podsumowuje.
Agnieszka Woźniak, dziennikarka Wirtualnej Polski