"Za karę" miał klęczeć nago. Chłopiec przeżywał piekło
Klęczenie nago, bicie, wyzywanie czy wystawianie na kilkunastostopniowy mróz w samej piżamie. Takich czynów miała się dopuszczać rodzina zastępcza ze Zgierza wobec 8-latka. Pod opieką mieli łącznie ośmioro dzieci.
W tym artykule:
Stał na mrozie w samej piżamie
Jak wynika z artykułu opublikowanego w łódzkiej "Wyborczej", śledczy badają okoliczności przemocy wobec 8-letniego Fabiana, który na stałe mieszkał w rodzinie zastępczej w Zgierzu. O sprawie zrobiło się głośno po tym, jak w Myślenicach przechodzień zauważył chłopca stojącego przed domem podczas kilkunastostopniowego mrozu. Dziecko miało na sobie jedynie piżamę i skarpetki. Nagranie trafiło do policji.
"Przewracał mnie, popychał, dzieci to widziały". Uciekły z przemocowych związków
Jak ustalili funkcjonariusze, Fabian spędzał tam część ferii. Gdy policjanci pojawili się później w domu rodziny zastępczej w Zgierzu i zapytali o chłopca, usłyszeli, że "nie ma go w domu". Dziecko znajdowało się jednak w innym pokoju. Policjanci zauważyli na jego ciele obrażenia, m.in. na głowie, plecach, klatce piersiowej i pośladkach. Według biegłego miały one świadczyć o "przemocy domowej w bardzo ciężkiej formie".
Zarzuty dla opiekunów i nowe ustalenia
31-letnia kobieta i jej 40-letni partner mieli pod opieką ośmioro dzieci. Najmłodsze miało rok, najstarsze 10 lat. Oboje usłyszeli zarzuty znęcania się nad Fabianem ze szczególnym okrucieństwem i decyzją sądu zostali tymczasowo aresztowani. Wszystkie dzieci trafiły do rodzinnego domu dziecka. Prokuratura nie wyklucza rozszerzenia zarzutów, jeśli potwierdzi się, że krzywdzone były także inne dzieci.
Z ustaleń śledczych wynika, że wobec chłopca stosowano przemoc fizyczną i psychiczną. Miał być wyzywany, poniżany i bity drewnianymi przedmiotami. Karą za drobne potknięcia, takie jak nieodnalezienie skarpetek czy zapomnienie o wyprowadzeniu psa, miało być m.in. klęczenie nago, trzymanie ciężkich przedmiotów nad głową oraz stanie przed domem na mrozie.
Sąsiedzi: "Nikt niczego nie widział"
Mieszkańcy okolicy przyznają, że wiadomości o sprawie były dla nich szokiem. Relacjonują, że dzieci czasem płakały, czasem się śmiały i bawiły na podwórku. "Wszystko wyglądało normalnie" - mówiła jedna z sąsiadek. Dodatkowo widok posesji miał być ograniczony po zawieszeniu dużych płacht na ogrodzeniu w czasie remontu. Policja podaje, że wcześniej nie interweniowała pod tym adresem w sprawach rodzinnych. To jeszcze bardziej wzmacnia pytania o to, dlaczego sygnały alarmowe nie zostały zauważone wcześniej.
Dodatkowe wątpliwości budzi fakt, że rodzina starała się o status zawodowej rodziny zastępczej. W Zgierzu nie uzyskała zgody m.in. z powodu zastrzeżeń dotyczących współpracy z instytucjami i zatajania ważnych informacji. Taki status przyznał jej ostatecznie ośrodek w Świętochłowicach, który formalnie sprawował nadzór.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.