WAŻNE
TERAZ

Oto "11" na dziś? Jedna niewiadoma w składzie

Spędzają święta w DPS-ie. "W koszmarach nie spodziewałem się, że tu trafię"

Anna pisze list, który nie powinien trafić pod żadną choinkę. 70-latka prosi w nim o to, bez czego trudno jej przeżyć kolejny dzień - o pampersy. Wśród próśb zdarzają się też te o garnitur do trumny czy środki czystości. Ale też o obecność i bliskość drugiego człowieka. Z listów można wyczytać ostatnie próby walki o godność. Ich autorów łączy to, że znaleźli się w miejscu i sytuacji, w której nikt z nich nigdy nie planował być.

Spędzają święta w DPS-ieSpędzają święta w DPS-ie
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne
Dorota Kuźnik

Anna ma 70 lat. Mikołaja poprosiła o kawę, słodycze, ciepłe kapcie i przede wszystkim pampersy. Te ostatnie to priorytet.

Zasady refundacji pampersów są skomplikowane. Zależą od stopnia niepełnosprawności, rodzaju, chłonności konkretnego produktu... Średnio wychodzi, że dorosły niepełnosprawny może zużyć ok. czterech pampersów na dobę. W teorii lekarz może wypisać więcej, ale pacjenci zwykle muszą doposażać się sami. Trudno szukać konkretnego winnego, skoro dziura w budżecie NFZ wynosi ok. 14 miliardów złotych.

Mimo chęci władz ośrodków nie każdy podopieczny może dostać wszystko, czego potrzebuje.

- Niby jako opiekunowie jesteśmy przyzwyczajeni do realiów. Ale porusza to nawet nas, że ludzi nie stać na środki medyczne, leki czy inne rzeczy, których brak tak bardzo uderza w ich godność - mówi Małgorzata, terapeutka zajęciowa z Domu Pomocy Społecznej przy ul. Karmelkowej we Wrocławiu.

Godność ma różne oblicza. W listach pojawiają się także prośby np. o kosmetyki. Takie do makijażu. Ich brak sprawia, że pani Basia - jedna z naszych rozmówczyń - zwyczajnie nie czuje się sobą. Dla kogoś to banał, ale nie dla niej.

.
© WP

DPS przy Karmelkowej to ośrodek prowadzony przez urząd miasta. Jest czysty, od wejścia widać, że podopieczni są zaopiekowani i biorą udział w licznych zajęciach. Kiedy wchodzimy, grupa po prawej tworzy ozdoby świąteczne.

Małgosia jako terapeutka zajęciowa ma już pełnoletni staż. Jak podkreśla, kocha swoją pracę. Trudno nie dostrzec, że pacjenci kochają też ją. To ona przebiera się za śnieżynkę, organizuje zabawy, wyjścia do miejsc kultury i na wycieczki. Odczarowuje mroczny obraz DPS-ów. Jest jedną z tych, którzy próbują zmienić doczesność w czas, który nie jest tylko okresem przetrwania między starym życiem a śmiercią. Tym bardziej że podopiecznych, którzy życie w DPS-ie sobie wymarzyli, jest raczej niewielu. Albo nie ma wcale.

Pracownicy DPS podczas finału akcji Święty Mikołaj dla Seniora
Pracownicy DPS podczas finału akcji Święty Mikołaj dla Seniora © DPS Karmelkowa

"Że do DPS-u trafię, to sobie w najgorszych koszmarach nie wyobrażałem"

Staszkowi do domu zostało jakieś 10 minut drogi. Trasę z wrocławskich Osobowic, prowadzącą przez kolejowy wiadukt, pokonuje regularnie. Ma firmę kamieniarską, więc na tamtejszym cmentarzu bywa praktycznie codziennie. Śpieszy się, bo chce zacząć remont. Na bagażniku nowego roweru, który zastąpił mu wiekowego składaka, wiezie pożyczoną od kolegi szlifierkę. Nawet nie wie, w którym momencie kabel wkręca się w koło.

- O jednym mogę zapewnić: to nie mit, że przed śmiercią przed oczami przelatuje całe życie. Klatka po klatce, od przedszkola po dorosłość, widziałem po kolei wszystko, jak na filmie - wspomina 60-letni dziś mężczyzna.

Kiedy Staszek otwiera oczy, widzi czarny ekran: - Zupełnie jak w kinie. A więc tak wygląda życie po śmierci. Czyli umarłem.

Stanisław
Stanisław © WP

Ale Staszek nie umarł. Ekran okazał się fragmentem wiaduktu, z którego spadł kilka godzin wcześniej, z czego przez dwie ratownicy medyczni walczyli o jego życie. - Ale tego, że do DPS-u trafię, to sobie w najgorszych koszmarach nie wyobrażałem - kwituje mężczyzna.

Nawet nie chodziło już o to, że to DPS, bo ośrodki dziś to już nie to samo, co kiedyś. Terapeuci stają na głowie, by podopiecznym zastąpić prawdziwy dom. Po prostu do Staszka dotarło, że skończyła się jego niezależność, przedsiębiorczość i życie na swoich zasadach.

Wyboru jednak nie było. Skutki wypadku były na tyle poważne, że sam nie dałby rady.

List Stanisława
List Stanisława © Fundacja Mikołaj Dla Seniora

Kiedy Elżbieta wychodzi ze szpitala po amputacji nogi (powód: zatory żylne), ma 62 lata. Samochód, którym wraca ze szpitala, staje przed kamienicą przy ul. Jagiellończyka. To wrocławskie Nadodrze. Kamienice z windami można policzyć tam na palcach jednej ręki. Elżbieta bynajmniej nie mieszka w żadnej z nich. Do wyboru ma tylko schody. Dokładnie 130. Policzyła. Prowadzą do mieszkania na piątym piętrze.

- Mam dzieci. Dwoje. Mieszkają za granicą - opowiada elegancko ubrana kobieta, dostojnie siedząca na wózku inwalidzkim. Kiedy Elżbiecie umiera mąż, dociera do niej, że nie da sobie sama rady: - Całe życie byłam finansistką, na wysokim stanowisku. Życia w DPS-ie sobie nie wyobrażałam. Ale musiałam zacząć.

List Elżbiety
List Elżbiety © Fundacja Mikołaj Dla Seniora

Kasia jest po rozwodzie. Ma 28 lat, mieszka sama, pracuje jako zootechnik. Pewnego dnia zasypia w domu. Kilka dni później budzi się w szpitalu. - Wyszłam na klatkę schodową i straciłam władzę w nogach, ale tego już nie pamiętam. O tym, co się stało, dowiedziałam się z wypisu. Sąsiedzi zauważyli, że dzieje się ze mną coś złego.

Miesiące tułaczek po lekarzach, nim dostałam diagnozę: polineuropatia. W skrócie: nigdy nie będzie pani chodzić - usłyszała.

Po latach rehabilitacji okaże się, że Kasia nie tylko zacznie znów chodzić, ale też znajdzie przyszywaną rodzinę. Najpierw jednak zmierzy się kompletnym załamaniem po tym, jak trafi do DPS-u. I znów - nie dlatego, że to miejsce z koszmarów. To po prostu życiowy przełom. Wejście w nowy etap, w którym dociera do niej, że jest sama i zależna. - Ale rodzina mi poumierała, to gdzie miałam iść? - pyta retorycznie.

List Kasi
List Kasi © Fundacja Mikołaj Dla Seniora

We wrocławskim DPS-ie, tak samo zresztą jak w wielu podobnych ośrodkach w całej Polsce, wielkie pisanie listów do Świętego Mikołaja zaczyna się - nie bez powodu - już we wrześniu. Każdy podopieczny liczy, że znajdzie się ktoś, kto będzie chciał spełnić właśnie jego marzenie. To zresztą nagroda za sam fakt odważenia się, by poprosić o pomoc. A to nie jest łatwe.

- 70 proc. emerytury lub renty jest pobierane przez DPS, na utrzymanie. Resztę teoretycznie powinna dopłacać rodzina, ale większość osób nie ma bliskich, więc dopłaca gmina. Pozostają im naprawdę minimalne pieniądze, które muszą przeznaczyć na leki oraz wszystko, czego nie ma w zakresie świadczeń placówki. Większości po prostu nie wystarcza - mówi Małgorzata.

W listach lądują więc różne prośby. Wiele porusza do szpiku, jak chociażby ten od pana Krzysztofa, który Świętego Mikołaja poprosił o garnitur do trumny. By godnie odejść.

Akcja, która poruszyła tysiące ludzi

Emilia Żygadło z fundacji Święty Mikołaj Dla Seniora przyjeżdża na Karmelkową z prezentami. To tylko kilka paczek spośród licznych podarków, które trafią do podopiecznych. Tak jak trafiają co roku.

Emilia pamięta, jak wyglądało to nie tylko rok czy dwa lata wcześniej, ale gdy wszystko ruszało.

Pomysłodawcy - Roksana Góral i jej mąż Mateusz - postanowili zajrzeć przed świętami do jednego z warszawskich DPS-ów. Mieli blisko, chcieli zrobić coś dobrego... Zaproponowali, że przygotują mikołajkowe paczki dla potrzebujących.

- W tym DPS-ie popatrzyli na nich jak na kosmitów, ale po dłuższej namowie się zgodzili, choć nikt w ośrodku nie liczył, że ostatecznie cokolwiek przyniosą. Ale Roksana i Mateusz paczki przynieśli, a w akcję włączyli także swoich znajomych, w tym mnie – opowiada Emilia.

- To była najbardziej oddolna inicjatywa, jaką można sobie wyobrazić. Był post na Facebooku i pospolite ruszenie wśród znajomych. Jak dziś pamiętam widok piętrzących się niemal po sufit paczek z podarunkami dla podopiecznych, które Roksana i Mateusz musieli zmagazynować w swoim mieszkaniu, bo przecież nie mieli żadnej innej przestrzeni - opowiada Emilia.

Rok później historia się powtórzyła, ale chętnych do robienia paczek było więcej. Do akcji zaczęli dołączać kolejni chętni, więc pomoc trzeba było zinstytucjonalizować. Ostatecznie pojawiły się też listy. Podopieczni zaczęli prosić o rzeczy, których im brakuje, a z każdą otwieraną kopertą otwierały się serca i portfele darczyńców.

Tym sposobem liczba obdarowanych w 2024 roku przekroczyła 7100 osób. W 2025 będzie ich jeszcze więcej.

W oczekiwaniu na niespodziewanego gościa

Podczas tegorocznej wigilii w DPS-ie przy Karmelkowej przy stole zasiądzie około 40 spośród 250 mieszkańców. - Część nie jest w stanie ruszyć się z łóżka, część nie chce, część zwyczajnie się nie zmieści. Ale organizujemy też spotkania opłatkowe, w przestrzeniach wspólnych puszczamy muzykę... - opowiada Małgosia.

Święta w DPS
Święta w DPS-ie © WP

Podopieczni bardzo cenią to, co kadra dla nich robi. Kasia mówi nawet, że dopiero Karmelkowa stała się jej prawdziwym domem, w którym poznała rodzinę. - Z wyboru, ale to naprawdę moja rodzina. Nie spodziewałam się, że to możliwe. Ale się udało - opowiada 38-latka.

- Naprawdę staramy się dbać o naszych podopiecznych. Ja kocham moją pracę i czują ogromną satysfakcję z każdego uśmiechu. W święta tym bardziej zależy mi, żeby każdy miał okazję poczuć się choć odrobinę wyjątkowo - opowiada z kolei Małgosia. I - jak dodaje - czasem nawet dochodzi do świątecznych cudów:

- Wśród naszych podopiecznych była pani, która przez lata nie utrzymywała kontaktu z rodziną. Wcześniej borykała się uzależnieniem, nie pamiętała wielu rzeczy ze swojego życia... Pewnego dnia przyjechała do niej siostra, która znalazła ją po latach poszukiwań. Później odwiedził ją brat i druga siostra. Utrzymują kontakt do teraz i nawet jeśli nie jest on codzienny, to jest. A to prawdziwy przełom dla takiej osoby i daje ogromną nadzieję, że nawet po latach można odbudować zniszczone relacje.

Ale prawda jest taka, że takie historie to rzadkość. Święta w DPS-ie to dla wielu podopiecznych po prostu trudny czas.

- Moje dzieci przyjeżdżają do mnie dwa razy do roku. Rozmawiamy na wideo codziennie, ale to nie to samo, co jak ich dotknę, ucałuję... Kiedy się pojawiają, rozpiera mnie największa radość - opowiada Elżbieta.

Są też tacy, którzy każdego roku liczą na to, że na święta bliscy zabiorą ich do domu.

- Żeby to jeden przychodził tu i słyszał, że jest tylko na chwilę? Że go zabiorą, jak tylko coś się zmieni. Albo że zabiorą na święta, a ostatecznie i tak zostaje sam... To zwyczajnie nieuczciwe - ocenia Staszek.

Bo - jak pokazuje doświadczenie pacjentów i opiekunów - najczęściej, nawet w święta, nie przychodzi nikt.

- Ale przychodzi Mikołaj! I naprawdę można na niego liczyć. Do tego przynosi nie tylko materialne prezenty, bo nie samym chlebem żyje człowiek - mówi Emilia i dodaje:

- Bardzo nas cieszy, że w listach coraz częściej pojawiają się faktycznie marzenia. Nie tylko prośby o doraźną pomoc, ale też o spotkania, wycieczki, wyjazdy czy nawet o zwykłą rozmowę.

W listach pojawiają się życzenia, by poznać Mikołaja, który przygotował paczkę, a z tego z kolei często rodzą się międzypokoleniowe przyjaźnie. Ostatecznie wolontariuszka zabiera seniorkę na spacer czy herbatę, albo ktoś inny spełnia marzenie seniora o podróży. To jest prawdziwa wartość. Bo, jasne, paczka cieszy, ale największą radością jest obecność innych ludzi. Słyszymy: - Wam, młodym, się chce przychodzić do nas, staruchów? - śmieje się Emilia.

"Drogi Święty Mikołaju, daj mi godność"

Przeglądając listy, można dostrzec prośby o książki z dedykacjami, zdjęcia, rozmowy czy wspólny spacer wiosną. Te przeplatają się z prośbami o nową koszulę nocną, piżamę czy "cholerne pampersy".

Gdyby treść wszystkich listów można było zawrzeć w jednym, brzmiałby on tak:

"Drogi Święty Mikołaju, nie piszę dlatego, że nie mam nic. Piszę, bo czasem trudno jest być tu człowiekiem bez czyjejś pomocy. Chciałbym tylko nie czuć wstydu z powodu tego, jakim człowiekiem życie zmusiło mnie bym był - chorym, słabym i zależny od innych. Jeśli mógłbyś sprawić, żebym choć przez chwilę poczuł się kimś ważnym, a nie problemem. Najbardziej proszę o to, żebym mógł żyć i odejść z godnością, nawet jeśli oznacza to tylko czyste ubranie, suchą pościel i świadomość, że ktoś przeczyta ten list do końca. Resztę już jakoś uniosę".

Dorota Kuźnik, dziennikarka Wirtualnej Polski

Bohaterowie tekstu - podopieczni Domu Pomocy Społecznej przy ul. Karmelkowej - dziękują wszystkim darczyńcom, którzy pozwalają im zyskać to, czego nie da się kupić: godność.

Wybrane dla Ciebie
Ma dom w Hiszpanii. "Cena nie była wcale taka wysoka"
Ma dom w Hiszpanii. "Cena nie była wcale taka wysoka"
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
Dziennikarz TVN pokazał kulisy. Był na wystąpieniu Nawrockiej
Dziennikarz TVN pokazał kulisy. Był na wystąpieniu Nawrockiej
Zapytali ją o jej wagę. "To inni mieli z tym problem"
Zapytali ją o jej wagę. "To inni mieli z tym problem"
Horoskop dzienny na jutro - czwartek 26 marca 2026. Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby
Horoskop dzienny na jutro - czwartek 26 marca 2026. Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby
Tak wyglądała w Białym Domu. Postawiła na modny total look
Tak wyglądała w Białym Domu. Postawiła na modny total look
Miała raka odbytu. "Walczą głównie ze sobą i wstydem"
Miała raka odbytu. "Walczą głównie ze sobą i wstydem"
Sprowadzono ją jako ciekawostkę. Szybko wymknęła się spod kontroli
Sprowadzono ją jako ciekawostkę. Szybko wymknęła się spod kontroli
W PRL-u to był rarytas. Dziś znów wraca do łask
W PRL-u to był rarytas. Dziś znów wraca do łask
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥