"To nie jest łatwy czas". Polka mówi, co dzieje się teraz w Emiratach
- W kierunku ZEA lecą pociski i drony, które są każdego dnia przechwytywane i neutralizowane przez systemy obrony powietrznej. To ogromny wysiłek służb i wojska - mówi Katarzyna Sommerfeld-Pluta, autorka książki "ZEA. Codzienność, której nie widać na zdjęciach". I dodaje, że prawdziwe Emiraty nie są ani tak idealne jak na Instagramie, ani tak sensacyjne jak w niektórych nagłówkach.
Aleksandra Lewandowska, dziennikarka Wirtualnej Polski: Jak wygląda teraz sytuacja, z pani perspektywy?
Katarzyna Sommerfeld-Pluta, autorka książki "ZEA. Codzienność, której nie widać na zdjęciach": W kierunku ZEA lecą pociski i drony, które są każdego dnia przechwytywane i neutralizowane przez systemy obrony powietrznej. To ogromny wysiłek służb i wojska - i budzi podziw to, jak skutecznie starają się zabezpieczać kraj i chronić mieszkańców.
Jednocześnie władze Emiratów starają się w miarę możliwości pomagać osobom, które znalazły się w trudnej sytuacji, np. turystom, którzy utknęli tutaj przez odwołane loty. W wielu przypadkach bezkosztowo przedłużane są pobyty w hotelach czy organizowana jest różnego rodzaju pomoc, żeby ludzie mogli bezpiecznie przeczekać ten czas.
Dubaj kojarzy się większości z luksusem i życiem "jak z Instagrama". Jak bardzo ten obraz rozmija się z rzeczywistością, którą widzą ludzie mieszkający tam na co dzień?
Mieszkam w Zjednoczonych Emiratach Arabskich od ponad 15 lat - najpierw przez 12 lat w Dubaju, a od kilku lat w stolicy - Abu Zabi. Przyjechaliśmy tu z mężem wiele lat temu i dziś wychowujemy tutaj nasze córki. Prowadzimy zupełnie zwyczajne życie, które w wielu aspektach wcale nie różni się od życia rodzin w Polsce.
Oczywiście, Dubaj jest miastem spektakularnym. Są tu luksusowe hotele, drogie samochody czy imponująca architektura - i tak, można z tych rzeczy korzystać. Ale codzienność większości mieszkańców wygląda dużo bardziej zwyczajnie niż na instagramowych zdjęciach.
To znaczy?
To normalne życie: praca, dzieci, ich szkoła, zakupy, obowiązki domowe, martwienie się o zdrowie albo kredyt. Mamy swoje codzienne problemy. Dlatego zawsze powtarzam, że prawdziwe Emiraty nie są ani tak idealne jak na Instagramie, ani tak sensacyjne jak w niektórych nagłówkach. To miejsce, w którym ludzie po prostu żyją. Pracują, wychowują dzieci i budują swoją codzienność.
Turyści na Bliskim Wschodzie. "Trzeba przede wszystkim zachować spokój"
Jak Dubaj i Abu Zabi zmieniły się w ciągu tych 15 lat? To wciąż miasta o nieograniczonych możliwościach, czy raczej miejsca, w których coraz trudniej się przebić, odnaleźć?
Kiedy przeprowadziłam się do ZEA w 2010 roku, miałam wrażenie, że trafiam do miejsca, które dopiero nabiera rozpędu. Wiele rzeczy było jeszcze w budowie. Miasta rosły bardzo szybko, ale jednocześnie życie było w większym stopniu regulowane przez bardziej konserwatywne zasady wynikające z lokalnego prawa i tradycji.
W ostatnich latach Emiraty przeszły jednak sporą ewolucję. Wprowadzono wiele reform prawnych i społecznych, które sprawiły, że kraj stał się jeszcze bardziej otwarty i dostosowany do międzynarodowego charakteru swojej społeczności.
A jak jest z rynkiem pracy? Czy on też przeszedł zmiany?
Dziś konkurencja na rynku pracy w ZEA jest dużo większa. Nadal jest to miejsce ogromnych szans, ale już nie tak łatwych jak kiedyś. Przyjeżdża tu coraz więcej wykwalifikowanych ludzi z całego świata, więc żeby się przebić, trzeba mieć doświadczenie, sieć kontaktów i często sporo cierpliwości.
Kiedyś łatwiej było znaleźć zatrudnienie, odpowiadając na ogłoszenia, a dziś w wielu branżach sama aplikacja często nie wystarcza. W Emiratach zawsze dużą rolę odgrywały rekomendacje i polecenia, ale networking jest teraz ważniejszy. To nie znaczy jednak, że możliwości się skończyły. Trzeba tylko powiedzieć uczciwie: nie każdy osiągnie tu spektakularny sukces.
Ponad 80 proc. mieszkańców Emiratów to obcokrajowcy. Jak wygląda życie w społeczeństwie, które w takiej części składa się z migrantów?
Na co dzień żyje się tu w społeczeństwie, które jest prawdziwą mieszanką kultur. Obywatele ZEA stanowią ok. 11 proc. populacji, a cała reszta to przyjezdni z niemal każdego zakątka świata. Największe społeczności pochodzą z Indii, Pakistanu czy Filipin, ale mieszkają tu także Europejczycy, Amerykanie czy Australijczycy.
Jest to widoczne na co dzień?
Na każdym kroku. W szkole moich dzieci uczą się uczniowie z kilkunastu narodowości, w pracy można mieć kolegów z pięciu kontynentów, a w jednej restauracji siedzą obok siebie ludzie z zupełnie różnych kultur i religii.
Co dla wielu osób bywa zaskoczeniem, istnieje tu stosunkowo duża swoboda religijna. Obok meczetów działają kościoły chrześcijańskie. Są świątynie hinduistyczne czy miejsca modlitwy dla innych wspólnot religijnych. W Abu Zabi powstał nawet kompleks Abrahamic Family House, gdzie obok siebie stoją meczet, kościół i synagoga.
W sieci pojawiają się jednak informacje o nieformalnej hierarchii wśród cudzoziemców w ZEA - inaczej mają być traktowani Europejczycy czy Amerykanie, a inaczej pracownicy z Azji Południowej.
Rzeczywiście można zauważyć pewne zależności na rynku pracy. W Emiratach pracują ludzie z różnych krajów i branż, a wynagrodzenia czy stanowiska często zależą od doświadczenia, sektora gospodarki, ale czasem również od tego, z jakiego kraju ktoś pochodzi i jaki paszport posiada.
Na wysokich stanowiskach spotyka się Emiratczyków, Europejczyków czy Amerykanów. Z kolei w pracach fizycznych częściej zatrudniani są pracownicy z Azji Południowej - Indii, Pakistanu, Bangladeszu, Nepalu czy Sri Lanki. Wynika to w dużej mierze z historii migracji zarobkowej do krajów Zatoki oraz z zapotrzebowania gospodarki na różne grupy pracowników - od wysoko wykwalifikowanych specjalistów po tanią siłę roboczą.
Nie jest to jednak prosty i jednoznaczny podział. W wielu międzynarodowych firmach na wysokich stanowiskach pracują także osoby z krajów azjatyckich, a globalne korporacje coraz częściej stosują bardziej ujednolicone standardy zatrudnienia.
W ostatnich latach Dubaj stał się jednym z najczęściej pokazywanych miejsc w mediach społecznościowych. Influencerzy promują tam życie pełne luksusu. Na ile to autentyczny obraz miasta, a na ile element promocji i czystych wyobrażeń?
Media społecznościowe pokazują tylko fragment rzeczywistości - zwykle ten najbardziej spektakularny. Luksus w Dubaju istnieje i nie da się tego ukryć. Ale codzienność większości mieszkańców wygląda znacznie bardziej zwyczajnie. Instagram pokazuje raczej wizytówkę miasta niż jego życie. Co więcej, narracja w social mediach często zaczyna się i kończy na Dubaju, jakby to było całe państwo. Tymczasem Dubaj to tylko jedno z siedmiu emiratów - i nie jest nawet stolicą kraju. Stolicą jest Abu Zabi.
Emiraty często pojawiają się w rankingach najbezpieczniejszych krajów świata - a przynajmniej tak było do tej pory. Jak to bezpieczeństwo wygląda w praktyce?
ZEA od lat znajdują się w światowej czołówce najbezpieczniejszych krajów pod względem poziomu przestępczości. W globalnym indeksie bezpieczeństwa Numbeo osiągają wynik ok. 86 punktów, co plasuje kraj wśród najbezpieczniejszych na świecie. Również same miasta Emiratów regularnie zajmują wysokie miejsca w rankingach.
Z mojego doświadczenia to bezpieczeństwo czuć w codziennym życiu. Wynika ono z kilku czynników - sprawnie działającego prawa, dużej liczby kamer monitoringu w przestrzeni publicznej oraz surowych kar za wykroczenia i przestępstwa. Państwo konsekwentnie egzekwuje przepisy, co przekłada się na poczucie porządku i stabilności.
Czyli wychodząc na ulicę jako kobieta, mieszkanka, czuje się pani bezpieczna?
Tak. Wiele osób, a zwłaszcza kobiet, mówi, że bez obaw spaceruje po mieście nawet późnym wieczorem. Dość często można też zobaczyć rzeczy pozostawione bez nadzoru w kawiarniach czy na plaży. W niektórych dzielnicach mieszkańcy przyznają nawet, że nie zawsze zamykają samochody, a nawet drzwi wejściowe.
Oczywiście, jak wszędzie na świecie, zdarzają się przestępstwa. Mogą mieć miejsce oszustwa czy kradzieże, ale ich skala jest stosunkowo niewielka.
Emiraty przyciągają też ludzi wysokimi zarobkami. Czy rzeczywiście można się tam szybko wzbogacić?
Można dobrze zarabiać i rozwijać karierę, ale nie jest to miejsce, gdzie pieniądze spadają z nieba. Warto pamiętać, że stereotyp o bajecznie bogatych szejkach i Emiratczykach nie oddaje całej rzeczywistości. Owszem, w kraju jest wiele zamożnych osób, ale nie każdy obywatel ZEA żyje w luksusie. Wielu prowadzi normalne życie.
Życie w Emiratach jest drogie?
Często wydaje się, że wszystko w Emiratach jest bardzo drogie. Rzeczywiście można tu wydać ogromne pieniądze i właściwie nie ma górnej granicy wydatków. Ale jednocześnie w ostatnich latach wiele się zmieniło. Ceny w restauracjach potrafią być porównywalne do tych w dużych europejskich miastach, także w Warszawie. Podobnie jest z hotelami.
W Emiratach wiele zależy od stylu życia. Jeśli ktoś chce żyć bardzo luksusowo, możliwości wydawania pieniędzy właściwie nie mają końca. Ale można też prowadzić zupełnie normalne życie - mieszkać w bardziej przystępnych dzielnicach, robić zakupy w supermarketach i chodzić do niedrogich restauracji.
W Europie wiele osób patrzy dziś na Bliski Wschód przez pryzmat konfliktów i napięć politycznych. Mieszkańcy ZEA mocno odczuwają teraz tę sytuację?
Każdy z nas przeżywa to, co dzieje się teraz w regionie na swój sposób. To nie jest łatwy czas dla osób, które tu mieszkają, ale reakcje ludzi są bardzo różne. Jedni starają się żyć zupełnie normalnie - chodzą na plażę, spotykają się ze znajomymi, próbując nie skupiać się cały czas na tym, co się dzieje. Inni reagują bardziej emocjonalnie i z niepokojem śledzą każdą informację. Są też tacy, którzy przyjmują to ze spokojem i dystansem.
Dla mnie osobiście jest to jednak emocjonalnie trudny moment. Jak wielu mieszkańców regionu mam nadzieję, że sytuacja jak najszybciej się uspokoi i znów zapanuje spokój.
Rozmawiała Aleksandra Lewandowska, dziennikarka Wirtualnej Polski