WAŻNE
TERAZ

Kobiety z Bieszczad są przerażone. Słowa Tuska mocno zabolały

Walczyła ze stalkerem. Teraz ostrzega inne kobiety. "Jakby coś w niego wstąpiło"

Kamila Boś niedawno wygrała walkę ze stalkerem, który za nękanie jej został skazany na cztery miesiące bezwzględnego więzienia. - Pisał, że mnie obserwuje i groził spaleniem pieczarkarni. To moje życie i ogromna pasja, więc poczułam się wtedy naprawdę zagrożona - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską.

Kamila Boś walczyła ze stalkeremKamila Boś walczyła ze stalkerem
Źródło zdjęć: © AKPA
Paulina Żmudzińska

Kamila Boś zdobyła popularność dzięki udziałowi w programie "Rolnik szuka żony". Choć na co dzień prowadzi pieczarkarnię, która jest całym jej życiem, prężnie rozwija także konto na Instagramie, gdzie śledzi ją obecnie ponad 198 tys. użytkowników.

Na początku 2025 r. rolniczka przyznała, że jest nękana przez stalkera. Postanowiła nie zostawiać tej sprawy samej sobie i podjęła konkretne działania. Niedawno jej prześladowca usłyszał wyrok w sprawie. Jak wyglądała jej walka o bezpieczeństwo? O tym wszystkim opowiedziała w rozmowie z Wirtualną Polską.

Jakie wiadomości najczęściej dostaje Paulina Krupińska? Czy ma stalkerów? "Wzbudza to we mnie poczucie niebezpieczeństwa"

Paulina Żmudzińska, dziennikarka Wirtualnej Polski: Jak wyglądał pierwszy kontakt ze strony stalkera?

Kamila Boś: Jego pierwsze wiadomości były bardzo neutralne, więc na nie nie odpowiadałam. Zazwyczaj nie reaguję na wiadomości od obcych mężczyzn na Instagramie. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy wysłał mi wiadomość z adresem mojej pieczarkarni. Natychmiast zareagowałam i poinformowałam go, że jeśli dalej będzie mnie nękał, zgłoszę sprawę na policję. Wtedy jakby coś w niego wstąpiło.

Kiedy poczułaś, że jego wiadomości przekraczają twoje granice i zaczynają być realnym zagrożeniem?

Gdy zaczął mnie jawnie zastraszać. Pisał, że mnie obserwuje i groził spaleniem pieczarkarni. To moje życie i ogromna pasja, więc poczułam się wtedy naprawdę zagrożona. Wiedziałam, że nie mogę tego bagatelizować, dlatego od razu zgłosiłam sprawę na policję.

To pokazuje też, że doskonale wiedział, w jaki sposób uderzyć, żeby cię zranić.

Przez to, że pokazuję część swojego życia na Instagramie, mógł wiedzieć, co jest dla mnie ważne. Umówmy się, nikt zdrowy na umyśle nie wysyła takich wiadomości. To była próba kontroli i zastraszania, aby poczuć się lepiej.

Jak dużo czasu minęło od pierwszej wiadomości do momentu, kiedy poszłaś na policję?

Tak naprawdę bardzo szybko się na to zdecydowałam. W ciągu dwóch czy trzech dni byłam już na komisariacie. To działo się dwa lata temu, przed Wielkanocą. Pamiętam, że w Wielką Sobotę, zamiast iść z koszyczkiem do kościoła, siedziałam na policji i składałam zeznania. To był ogromny stres. Czasami zastanawiałam się, dlaczego to spotkało właśnie mnie, ale z drugiej strony mam w sobie dużo siły i odwagi, żeby doprowadzać takie sprawy do końca.

Policja stanęła na wysokości zadania czy zbagatelizowała twój problem?

Od razu mnie przesłuchano i bardzo szybko ustalono tożsamość tego mężczyzny. Po dwóch miesiącach wiedziałam, że to jego trzecia sprawa i nie jestem jedyną poszkodowaną. Największym szokiem było dla mnie jednak to, że na sali rozpraw odczytano moje zeznania i to z adresem. To był mój błąd, ponieważ mogłam wziąć prawnika, który by o to zadbał, ale myślałam, że przy tylu dowodach wygraną mam tak naprawdę w kieszeni.

Jak reagowałaś na jego wiadomości? Próbowałaś go blokować?

Na początku nie blokowałam jego konta, bo było fejkowe. Uważam, że lepiej mieć niebezpieczną osobę pod kontrolą i zbierać na nią dowody. Kiedy policja ustaliła jego tożsamość i miałam wystarczająco dużo materiału, zablokowałam go. Oczywiście zakładał nowe konta i dalej pisał. Wiedziałam, że to on, bo znał szczegóły rozprawy, o których nikomu nie mówiłam.

Wiem, że spotkałaś go na sali sądowej, ale czy wcześniej też się z nim widziałaś? Nachodził cię w domu albo pracy?

Nigdy. Pisał, że mnie obserwuje i żebym zasłoniła okna w domu, ale nigdy nie zauważyłam, żeby faktycznie kręcił się w okolicy.

Jakie emocje towarzyszyły ci, gdy po raz pierwszy miałaś stanąć z nim twarzą w twarz w sądzie?

Za pierwszym razem byłam jeszcze spokojna, bo nie wiedziałam, że patrzę na oskarżonego. Najbardziej przerażające było to, że wyglądał jak zwyczajny człowiek. Druga rozprawa była trudniejsza, ponieważ wiedziałam już, jak wygląda i że znów go zobaczę. Byłam bardzo zestresowana. Na szczęście wtedy nie pojawił się w sądzie.

Kiedykolwiek zwątpiłaś, że system naprawdę jest w stanie cię ochronić?

Tak, po pierwszej rozprawie, która została przerwana, bo oskarżony był zdenerwowany i miał trudności z wypowiadaniem się. Chciałam, aby zwrócono mu uwagę, żeby nie wykorzystywał mojego adresu, zwłaszcza że pierwsza rozprawa była w maju, a kolejna dopiero we wrześniu. Wiedziałam, że przez te trzy miesiące w zasadzie mógłby dalej mnie zastraszać, ale powiedziano mi, że sala rozpraw nie jest miejscem na tego typu działania. Czułam, że moje poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane. Wtedy też zaczęłam zastanawiać się, po co w ogóle to zgłaszałam.

Jak w takim razie radziłaś sobie w czasie, między jedną a drugą rozprawą?

Oczywiście czułam strach, ale mam silny charakter i nie daję się zastraszyć. Wprowadziłam jednak zmiany w swoim życiu - jestem ostrożniejsza, a jeśli muszę gdzieś zostać do późna, zamiast wracać w środku nocy, wolę przenocować na przykład w hotelu.

W trakcie trwania procesu próbował się z tobą jeszcze kontaktować?

Po pierwszej rozprawie przestał wysyłać mi wiadomości. Może uświadomił sobie w końcu, że mu nie odpuszczę. Jeśli ktoś narusza moją przestrzeń i poczucie bezpieczeństwa, nie zamierzam tego ignorować. Cały czas dbam o swoje granice. Odcinam się od osób, które mnie zastraszają lub są wulgarne, bo nie chcę takich ludzi w swoim życiu.

Sędzia twojego stalkera skazał na cztery miesiące bezwzględnego więzienia oraz wydał zakaz zbliżania się do ciebie. To twoim zdaniem wystarczająca kara?

Jak na polskie prawo, to na pewno surowa kara, wynikająca z faktu, że ten mężczyzna wcześniej wielokrotnie zastraszał inne kobiety. Wiele z nich nie zgłosiło tych spraw z obawy o swoje życie lub życie swoich dzieci. Niektóre pisały też do mnie, że ich sprawy zostały umorzone.

Co ciekawe, mężczyzna ten działał podobnie w każdym przypadku, wykorzystując m.in. portale randkowe - w końcu to właśnie tam kobiety często szukają nowych znajomości. Warto jednak pamiętać, że podawanie miejsca zamieszkania czy danych osobowych może być ryzykowne, bo nie możemy przewidzieć, jak te informacje będą wykorzystane.

Minęły cztery miesiące od wyroku. Poczucie zagrożenia nadal gdzieś tam w tobie jest?

Na pewno mówienie o tym nie pomaga. Nie jestem pewna, czy ten mężczyzna faktycznie odbywa karę, czy już wyszedł, bo nie mam prawnika, który mógłby to ustalić. Obecnie czuję się bezpieczna, ponieważ przerwałam ten łańcuch i zareagowałam. To bardzo ważne, żeby reagować, gdy czujemy się zagrożeni, bo nikt nie ma prawa nas zastraszać.

Warto podkreślić, że stalkerami mogą być nie tylko mężczyźni, ale również kobiety, o czym niestety też sama się przekonałaś.

Rzeczywiście, kilka lat temu nękała mnie pewna kobieta, która w Warszawie znana jest z tworzenia fałszywych profili w mediach społecznościowych i podszywania się pod mężczyzn. W ten sposób zbliżała się do samotnych pań, próbując nawiązać z nimi relacje. Trudno jej jednak coś zarzucić, ponieważ nie stosuje bezpośrednich gróźb lub nękania.

Ja nigdy się z nią nie widziałam, ale wiem, że w niektórych przypadkach rzeczywiście spotykała się ze swoimi ofiarami. Zgłosiłam zresztą to na policję, ale niestety szybko umorzono sprawę.

Przez brak dowodów?

Policjant, który mnie przesłuchiwał, od początku lekceważył sprawę. W pewnym momencie byłam wręcz zażenowana jego podejściem do tematu. Jego pytania były niezrozumiałe, a temat zdawał się go zupełnie nie interesować.

Mimo to nie zniechęciłaś się i dalej walczyłaś o swoje bezpieczeństwo.

Wiem, że wiele kobiet nie zgłasza swoich spraw, sądząc, że policja nic w nich nie zrobi. Na każdym komisariacie pracują jednak różni funkcjonariusze, dlatego warto wierzyć, że trafimy na odpowiednią osobę. Jeśli widzimy, że policjant nie przykłada się do przesłuchania, mamy prawo poprosić o zmianę. Właśnie dlatego drugą sprawę zgłosiłam na innym posterunku.

Domyślam się, że teraz trudno będzie ci zaufać komuś w sieci. Jak w takim razie w obecnych czasach szukać miłości?

W dzisiejszych czasach naprawdę trudno znaleźć miłość, choć uważam, że nie warto jej szukać na siłę - jeśli ma się pojawić, przyjdzie sama. Najważniejsze to skupić się na sobie, zadbać o własne potrzeby i pokochać siebie. Kiedyś nie wiedziałam, co to znaczy przytulić siebie, ale teraz podchodzę do tego zupełnie inaczej. Jestem w bardzo dobrym miejscu w życiu i wierzę, że wszystko będzie mi dane we właściwym czasie.

Rozmawiała Paulina Żmudzińska, dziennikarka Wirtualnej Polski

Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.

Wybrane dla Ciebie
Tytułujesz tak przelew? "Zaświecisz się w skarbówce na czerwono"
Tytułujesz tak przelew? "Zaświecisz się w skarbówce na czerwono"
Wskoczyła w jedwabistą mini. Lansuje gorący trend
Wskoczyła w jedwabistą mini. Lansuje gorący trend
Polacy pokochali takie dzbanki do filtrowania. Chemiczka ostrzega
Polacy pokochali takie dzbanki do filtrowania. Chemiczka ostrzega
Masz jeszcze ten dokument? Pod żadnym pozorem go nie wyrzucaj
Masz jeszcze ten dokument? Pod żadnym pozorem go nie wyrzucaj
Kończy 66 lat. Tak wygląda dziś Baby z "Dirty Dancing"
Kończy 66 lat. Tak wygląda dziś Baby z "Dirty Dancing"
Zakpił z jego dramatu. To był koniec legendarnego duetu kabaretowego
Zakpił z jego dramatu. To był koniec legendarnego duetu kabaretowego
Przyszła na pokaz w bieliźnianej mini. Nie każda miałaby odwagę
Przyszła na pokaz w bieliźnianej mini. Nie każda miałaby odwagę
Kupiła dom w Walencji. Porównała cenę z mieszkaniami w Warszawie
Kupiła dom w Walencji. Porównała cenę z mieszkaniami w Warszawie
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Kolacja bez Mette-Marit. Król Harald V tłumaczył nieobecność synowej
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Błąd przy gotowaniu jajek. Stracą wszystko, co najlepsze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Ustaw w ogrodzie. Zjedzą wszystkie kleszcze
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
Nie dodawaj do żurku. Zdaniem Gessler to powszechny błąd
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥