WAŻNE
TERAZ

Kobiety z Bieszczad są przerażone. Słowa Tuska mocno zabolały

Uciekają na potęgę. Młodzi Polacy nie chcą tu mieszkać

- Na terenach, na których młodych rodaków ubywa masowo, pojawia się problem deformacji piramidy wieku. W efekcie zgony zdecydowanie przeważają nad urodzeniami. (...) Proces wyludniania się peryferii w Polsce przyśpiesza - mówi dr hab. Piotr Szukalski, autor badania "Skąd i dokąd uciekają młodzi Polacy".

Młodzi PolacyMłodzi Polacy uciekają z tych miejsc / zdjęcie ilustracyjne
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Sara Przepióra
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Sara Przepióra, Wirtualna Polska: Z badania "Skąd i dokąd uciekają młodzi Polacy" wynika, że małe miejscowości w wielu powiatach w Polsce tracą 20-latków. Przyciągają ich największe miasta. Do Warszawy, Krakowa i Wrocławia napłynęło w ciągu ostatnich dwóch dekad więcej młodych, niż tam się urodziło. Czy mamy do czynienia z masową migracją Polaków z terenów peryferyjnych do metropolii?

Dr hab. Piotr Szukalski: Z ucieczką młodych Polaków o znacznie większej skali mieliśmy do czynienia w latach 50., 60. i 70. ubiegłego wieku. Wówczas migracje były jednak zdecydowanie mniej skoncentrowana na wielkich miastach, a raczej na dużych i średnich. Młodzi uciekali ze wsi, aby osiedlić się w pierwszym większym mieście w pobliżu rodzinnego domu. Ówczesny trend migracyjny zaobserwować można na przykładzie wyludnionych wsi w trójkącie pomiędzy Płockiem, Włocławkiem a Koninem. Gdy pochodzący z nich Polacy wchodzili w dorosłość, uciekali do wyżej wymienionych miast, gdzie powstawały nowe zakłady pracy.

Specyfiką migracji wewnętrznych młodych Polaków w ciągu ostatnich kilkunastu lat jest ucieczka do największych ośrodków miejskich. Z perspektywy współczesnego młodego mieszkańca południowej części województwa lubelskiego, Krasnystaw czy Zamość przestały być atrakcyjnymi miejscami do zamieszkania na stałe. Dziś młody woli przeprowadzić się do Warszawy, która zaoferuje mu lepsze wykształcenie i możliwości rozwoju zawodowego. W PRL-u, gdy mniejsze ośrodki także przyciągały młodzież, prawdopodobnie ten młody Polak zostałby w mniejszym mieście wojewódzkim.

Mieszkają w DPS-ie. Mówią, za czym najbardziej tęsknią

Co się zmieniło w takim razie na przestrzeni lat?

W czasach PRL młode osoby opuszczały rodzinny dom, gdy zaczynały szkołę średnią lub wyższą w większym mieście lub gdy znalazły dobrą pracę. Tylko niewielka część kończyła studia. Współcześnie migracje wewnętrzne Polaków zaczynają się od poszukiwania źródła edukacji i dla wielu są pierwszym etapem wyjazdu z domu. W miejscu, w którym studiują, zapuszczają korzenie, podejmują pierwszą pracę, wchodzą w relacje z ludźmi. Największe miasta przyciągają najlepszym rynkiem pracy, możliwościami spędzania wolnego czasu i wysokim poziomem edukacji.

Potrafią odstraszyć za to wysokimi cenami mieszkań. Z raportu "Sytuacja mieszkaniowa w Polsce 2025" wynika, że pracujemy głównie na mieszkanie, które pożera znaczną część naszych dochodów. 14 proc. Polaków wydaje na ten cel ponad połowę pensji.

To prawda, w największych miastach dostęp do nieruchomości własnej jest znacznie trudniejszy. Pod tym względem mniejsze ośrodki dają większe możliwości. Np. w Łodzi, mimo że wynagrodzenia są niższe niż w Warszawie, Wrocławiu czy Krakowie, za średnią pensję można kupić większą część mkw. nowego mieszkania niż w tych miastach. Od 30 lat postępuje w Polsce proces suburbanizacji, czyli przenoszenia się ludności wielkich miast na tereny je okalające. Co ciekawe, Polacy nie migrują najpierw do miasta, jak to zazwyczaj bywa w innych krajach, tylko często od razu na tereny podmiejskie, ze względu na niższe koszty mieszkań — nawet jeśli wiąże się to z godzinnym dojazdem do miejsca pracy czy szkoły.

Jakie obszary leżą na przeciwnym biegunie tej demograficznej wagi, a tym samym straciły najwięcej młodych Polaków?

Są to powiaty zlokalizowane na peryferiach peryferii kraju — na przykład powiat krasnostawski, bartoszycki oraz hrubieszowski.

Peryferiach peryferii?

Mówię tu o najdalszych obszarach regionów, które już same w sobie są peryferiami. Nie dość, że nie są blisko pięciu największych miast — Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Trójmiasta i Poznania — to jeszcze są na peryferiach województw uchodzących za najmniej atrakcyjne do życia. Powiaty, które wymieniłem wcześniej, przeżywają demograficzny dramat. Straciły już prawie 40 proc. młodych mieszkańców, którzy wyemigrowali do wielkich aglomeracji. Depopulacja nie jest, wbrew powszechnym opiniom, domeną wschodniej części Polski. Problem dotyka ponad ¾ wszystkich gmin, a najmocniej widoczny jest na terenach leżących peryferyjnie w układzie co najmniej wojewódzkim.

Narastającym problemem na terenach peryferyjnych Polski jest też wykluczenie komunikacyjne. Najnowszy raport GUS za 2024 rok pokazuje wyraźne różnice w dostępie do transportu publicznego między mieszkańcami dużych miast a osobami żyjącymi w innych częściach kraju. Podczas gdy w metropoliach z transportu publicznego korzysta ponad 90 proc. gospodarstw domowych, w mniejszych miejscowościach i na obszarach wiejskich odsetek ten spada do zaledwie 43 proc.

Wykluczenie komunikacyjne to bardzo poważny problem. Peryferyjne obszary, na których już wcześniej owe wykluczenia występowały, przy dalszym spadku liczby ludności będą tylko pogłębiały nierówności. Powiatom i gminom nie opłaca się bowiem budować ani utrzymywać infrastruktury. Potrzeby komunikacyjne mieszkańców wcale jednak nie maleją. We wsiach i mniejszych miejscowościach zostają głównie starsze osoby, które w pewnym momencie nie są w stanie samodzielnie wsiąść do samochodu i dojechać do najbliższego sklepu czy gabinetu lekarskiego.

Na peryferiach peryferii pojawiają się również problemy z zasięgiem. Przy bardzo niskiej gęstości zaludnienia budowanie przekaźników zwyczajnie nie opłaca się firmom. Brak komunikacji i brak łączności zachęcają młodych Polaków do migracji do większych miast. Już na etapie szkoły podstawowej czy średniej w świadomości młodych ludzi utrwala się przekonanie, że mieszkają w miejscu bez perspektyw, z którego trzeba uciekać.

Z przeprowadzonego przez pana badania wynika, że kobiety wyjeżdżają z małych miejscowości częściej niż mężczyźni i rzadziej wracają. W największych miejscowościach jest ich o 15-20 proc. więcej niż mężczyzn. Dlaczego tak się dzieje?

Na początku warto przyjrzeć się już samej strukturze edukacji. W szkołach średnich widoczna jest nadwyżka młodych kobiet w porównaniu z liczbą mężczyzn. Na poziomie studiów wyższych ta dysproporcja staje się jeszcze wyraźniejsza. Kobiety częściej kontynuują naukę na wyższych etapach kształcenia, częściej też wybierają licea ogólnokształcące, które lepiej przygotowują do studiów.

Drugim powodem rzadszych powrotów kobiet do rodzinnych miejscowości jest struktura rynku pracy. Wiele zawodów wykonywanych przez kobiety koncentruje się w dużych miastach — zwłaszcza w obszarze usług społecznych, edukacji, administracji czy sektora usługowego. Są to dziedziny słabo rozwinięte w małych miejscowościach, a na terenach wiejskich często niemal nieobecne. W efekcie powrót oznaczałby dla wielu kobiet konieczność rezygnacji z pracy zgodnej z kwalifikacjami.

Jak wpływają na tę sytuację czynniki kulturowe i rodzinne?

W części przypadków wyjazd młodych kobiet wiąże się z potrzebą uniezależnienia od wzorców relacji obserwowanych w domu rodzinnym. Migracja staje się formą emancypacji i próbą zbudowania własnego życia na innych zasadach, a tym samym zerwania z modelem, który nie był postrzegany jako satysfakcjonujący. Istotną rolę odgrywa także większa samodzielność życiowa kobiet. Umiejętność prowadzenia gospodarstwa domowego — gotowania, prania czy zarządzania codziennymi wydatkami — ułatwia im funkcjonowanie poza domem rodzinnym.

Przekłada się to też na większą racjonalność finansową. Nawet przy niższych zarobkach kobiety często potrafią lepiej kontrolować koszty życia, podczas gdy brak takich kompetencji u części mężczyzn zniechęca do wyprowadzki z domu rodziców. Czynniki, o których rozmawiamy, prowadzą do deformacji współczynnika feminizacji na terenach peryferyjnych kraju.

Co to oznacza w praktyce?

Realne trudności w znalezieniu partnera życiowego. W skali całego kraju, w grupie wiekowej ok. 30 lat, proporcje płci są jeszcze względnie wyrównane. Na 100 kobiet przypada mniej więcej 104 mężczyzn. Jednak na poziomie regionalnym dysproporcje stają się bardziej wyraźne. Na części obszarów peryferyjnych, zwłaszcza na Podlasiu czy w niektórych rejonach Lubelszczyzny, na 100 mężczyzn przypada zaledwie 80 kobiet. Z kolei w dużych miastach obserwujemy sytuację odwrotną: na 100 mężczyzn przypada około 115 kobiet, a w skrajnych przypadkach nawet ponad 120. Oznacza to silną feminizację metropolii i jednoczesną maskulinizację wielu obszarów wiejskich.

W warunkach, w których dominuje model monogamiczny, takie nierównowagi mają nieuchronne konsekwencje. Część mężczyzn pozostających na terenach wiejskich oraz część kobiet mieszkających w dużych miastach nie będzie w stanie znaleźć partnera w swoim bezpośrednim otoczeniu. Jedyną alternatywą stają się wówczas relacje na odległość lub nawiązywane w przestrzeni wirtualnej, które nie zawsze prowadzą do trwałego związku.

Skoro odpływ młodych ludzi jest jednym z głównych czynników wyludniania się małych miejscowości i wsi w Polsce, nie sposób nie zapytać, czy państwo dysponuje narzędziami, by ten proces częściowo ograniczyć albo inaczej ukierunkować?

Nie wierzę w możliwość całkowitego powstrzymania odpływu młodych ludzi z obszarów peryferyjnych. Uważam jednak, że zasadnicze znaczenie ma kierunek tej migracji. Z perspektywy rozwoju regionalnego znacznie lepiej, aby młodzi wyjeżdżali do miast średniej wielkości, oddalonych 50 km od domu rodzinnego niż do Warszawy położonej 300 km dalej. Ma to znaczenie również w dłuższej perspektywie, jak choćby opieki nad starzejącymi się rodzicami.

Racjonalnym rozwiązaniem byłoby systemowe wsparcie kilkudziesięciu miast średniej wielkości. Polityka rozwoju nie może jednak ograniczać się wyłącznie do tworzenia miejsc pracy. Równie istotne jest inwestowanie w atrakcyjne przestrzenie spędzania czasu wolnego. To element często niedoceniany, a kluczowy dla decyzji migracyjnych młodych ludzi. Nie chodzi wyłącznie o to, gdzie można zarabiać, lecz także o to, w jaki sposób sensownie wydawać pieniądze i budować codzienne życie.

Wybrane dla Ciebie
Gdzie wyrzucić skorupki jajek? Nagminny błąd
Gdzie wyrzucić skorupki jajek? Nagminny błąd
Ostrzeżenie dla kupujących. "Może to zostać uznane za kradzież"
Ostrzeżenie dla kupujących. "Może to zostać uznane za kradzież"
Dodaj do wody i namocz. Kiełbasa będzie delikatna jak nigdy wcześniej
Dodaj do wody i namocz. Kiełbasa będzie delikatna jak nigdy wcześniej
Po tych słowach możesz przerwać spowiedź. "Masz prawo odejść"
Po tych słowach możesz przerwać spowiedź. "Masz prawo odejść"
Wybrała prostą mini. I tak zrobiła największe wrażenie
Wybrała prostą mini. I tak zrobiła największe wrażenie
Tytułujesz tak przelew? "Zaświecisz się w skarbówce na czerwono"
Tytułujesz tak przelew? "Zaświecisz się w skarbówce na czerwono"
Wskoczyła w jedwabistą mini. Lansuje gorący trend
Wskoczyła w jedwabistą mini. Lansuje gorący trend
Włożyła taką mini. Ideał dla 40-latek na komunię i chrzciny
Włożyła taką mini. Ideał dla 40-latek na komunię i chrzciny
Polacy pokochali takie dzbanki do filtrowania. Chemiczka ostrzega
Polacy pokochali takie dzbanki do filtrowania. Chemiczka ostrzega
Masz jeszcze ten dokument? Pod żadnym pozorem go nie wyrzucaj
Masz jeszcze ten dokument? Pod żadnym pozorem go nie wyrzucaj
Kończy 66 lat. Tak wygląda dziś Baby z "Dirty Dancing"
Kończy 66 lat. Tak wygląda dziś Baby z "Dirty Dancing"
Okrutny "żart" zadecydował o końcu ich współpracy. "Wszyscy oniemieli"
Okrutny "żart" zadecydował o końcu ich współpracy. "Wszyscy oniemieli"
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀