AAA
fot. Thinkstockphotos
Dzisiejsze porody wyglądają zupełnie inaczej niż kilkanaście lat temu. To już nie tylko fizjologiczna czynność, ale wydarzenie, które w życiu rodziców odgrywa bardzo ważną rolę. Przyszły tata aktywnie uczestniczy w ciąży partnerki od pierwszego USG, naturalną kontynuacją tego procesu wydaje się więc jego obecność przy porodzie. Jak jest w rzeczywistości? Czy Panowie chętnie goszczą na porodowych salach? I jak widzą to same rodzące?
Ania i Marek swoje pierwsze
dziecko „urodzą” za dwa miesiące. „Urodzą”, gdyż oboje nie wyobrażają sobie, że w takiej chwili Ania miałaby być sama. „Długo staraliśmy się o maleństwo, a gdy okazało się, że jestem w ciąży po prostu szaleliśmy z radości” – opowiada Ania. „Marek był ze mną podczas pierwszej wizyty u ginekologa i tak już zostało, wszędzie chodzimy razem.” „Dzięki temu czuję, że faktycznie uczestniczę w przygotowaniach do powitania naszego malucha.” – podkreśla Marek. „Trochę obawiałem się tego, jak będzie w szkole rodzenia, miałem jakieś takie przeświadczenie z filmów, że będzie tam mnóstwo kobiet w ciąży z przyjaciółkami i ja jeden, ale na szczęście okazało się, że facetów jest sporo” – śmieje się. „No i czuję się pewniej, gdy słucham o tym, jak
poród będzie wyglądał, jak opiekować się niemowlęciem, na co zwrócić uwagę – myślę, że dla nas, przyszłych ojców, to kompletna abstrakcja. Skręcimy łóżeczko, mebelki, pomalujemy pokój, ale opieka nad taką kruszynką? To dopiero wyzwanie.”
„No nie powiem, żebym się trochę nie bała” – uśmiecha się Ania. „W końcu, jak większość przyszłych mam, przesiaduję w Internecie i czytam o porodach. Ale cieszę się, że Marek będzie ze mną, będę czuła się bezpieczniej, no i nikt mi nie rozmasuje pleców tak, jak on. Znamy się już tyle lat, że czuję się przy nim całkowicie swobodnie, jakoś nie martwię się tym co on sobie o mnie pomyśli, gdy będę płakać lub krzyczeć. On chce być ze mną, żeby mi pomagać i przywitać naszego maluszka. Ale mam koleżankę ze szkoły rodzenia, której mąż nie chce być przy samych narodzinach i ona też tego nie chce – i myślę, że to też jest ok. Najważniejsze to się dogadać, nic na siłę.”
Określenie „nic na siłę” jest w tym wypadku ogromnie ważne. Wbrew pozorom, bardzo często robimy pewne rzeczy tylko dlatego, że tak trzeba, tak wypada, teraz tak się to robi. Przyjaciel, szwagier, kuzyn – byli przy porodach - więc wydaje się oczywiste, że ty też powinieneś. W tej sytuacji najważniejsza jednak jest relacja między partnerami i ich poglądy dotyczące wspólnego rodzenia. Jeżeli któraś ze stron ma wątpliwości, obawy, czuje, że ta sytuacja może być zbyt trudna - ma do tego prawo i należy to uszanować. I nie ma to nic wspólnego z brakiem miłości czy akceptacji drugiej osoby.
Wspólne rodzenie, przy pełnym przekonaniu ze strony obojga partnerów, jest za to jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem, które oboje będą z pewnością pamiętać przez całe życie. Obecność ukochanego mężczyzny może dać kobiecie poczucie bezpieczeństwa, wsparcia, zbliżyć przyszłych rodziców do siebie. Widok nowonarodzonego maleństwa i związane z tym ogromne emocje na zawsze zapadną w ich pamięć. Przyszły ojciec aktywnie wdraża się do nowej roli i od samych narodzin uczestniczy w opiece nad dzieckiem. Nie sposób oczywiście pominąć symbolicznego i jednocześnie bardzo ważnego momentu przecięcia pępowiny.
POLECAMY:
Wykorzystaj urlop ojcowski
Moje dziecko z zespołem Aspergera
Rodzice się rozstają – jak mądrze przygotować dziecko?
Zagrożenia dla przedszkolaka
Wszystko o piersiach i dla piersi!