Sama pamiętam jak moja mama u znajomej krawcowej, która szyła śliczne rzeczy w malutkiej piwnicy w starej warszawskiej kamienicy, zamówiła granatową plisowaną spódnicę. Wyglądała lepiej niż dzisiejsze chińskie ciuszki z „paryskich“ sieciówek.
Droga benzyna? Cudownie. Ruszymy pupska zza kierownic. Rowery, spacery. Zamiast jeździć na zakupy do centrów handlowych będziemy chodzić do warzywniaka. Drogie mięso? Rewelacja. Wreszcie co poniektóre z nas zaczną jeść więcej warzyw. Drogie cytrusy? Tym lepiej. Są pełne chemii. Lepiej przypomnieć sobie o swojskim selerze, czarnej rzepie i kiszonej kapuście.
Brak forsy na spłatę kredytu? Trzeba będzie prosić rodzinę o pomoc. Super. Przypomnimy sobie, co to jest ta rodzina. Ostatnie piętnaście lat tak harowaliśmy, że chrześniaka, kuzyna, babci z Torunia nie widzieliśmy od dekady. Własne dzieci widujemy tylko niedzielę.
Nie stać nas na dziesiątą parę butów? Bardziej ekologicznie będzie podzelować te w sumie lekko tylko znoszone. Szewcowi damy dorobić. A jak już pełna trwoga? To do Boga. Wreszcie kościoły nie będą takie puste, będzie z kim kolędować.
agp/(kg)
Jak spalić zbędne kilogramy?














