Oferował pomoc i gwałcił. Tak działał były dominikanin Paweł M.
"Nie było wolności. Była przemoc psychiczna. Była przemoc duchowa. Była przemoc fizyczna" - pisze w liście Weronika, rzekoma ofiara Pawła M., byłego dominikanina, skazanego za gwałty popełniane po tym, gdy udało mu się duchownie zmanipulować swoje ofiary.
W tym artykule:
Paweł M. otrzymał karę pozbawienia wolności. Mężczyzna, który w przeszłości należał do zakonu dominikanów, oferował klientom pomoc duchową, budując wokół siebie aurę przewodnika. Usługi były płatne - 997 złotych. Przypomnijmy, że Paweł M. opuścił więzienie - 16 maja 2024 roku sąd podjął decyzję o jego warunkowym zwolnieniu.
"To brzmiało bezpiecznie. Duchowo. Głęboko. A w rzeczywistości oznaczało stopniowe rozbrajanie moich granic. Uzależnianie emocjonalne. Wmawianie, że mój lęk to opór wobec łaski. Że mój sprzeciw to niedojrzałość duchowa. Że oddanie się prowadzeniu jest drogą do wolności. Nie było wolności. Była przemoc psychiczna. Była przemoc duchowa. Była przemoc fizyczna" - przeczytamy w liście Weroniki, jednej z ofiar mężczyzny, który został opublikowany na łamach "Tygodnika Powszechnego".
Duchowny ujawnia. "Egzorcysta musi umieć to odróżnić"
Był skazany za przestępstwa seksualne. Oferuje kurs
Autorka listu wymienia pięć filarów, jakie oferuje w nowym kursie Paweł M.: "Spotkanie i dotknięcie serca, wprowadzenie w ciszę, pracę z uczuciami, ukierunkowanie sensu, wejście we wspólnotę".
"Nie wiemy, czy przeszedł terapię. Nie wiemy, czy ma superwizję. Nie wiemy, czy przeszedł głęboki, udokumentowany proces leczenia sprawcy przemocy seksualnej. Nie usłyszeliśmy publicznego przyznania się do winy i prośby o przebaczenie skierowanej do ofiar. Ale wiemy jedno: znów chce pracować z ludźmi w kryzysie. Z możliwością spotkań 1:1" - pisze Weronika, rzekoma ofiara Pawła M.
Kobieta zaznacza, że mimo upływu czasu, wciąż żyje z konsekwencjami działań byłego duchownego. Jest w terapii, walczy z lękami, problemem z zaufaniem, a także somatycznymi objawami stresu. "Poczucie winy, które nie było moje, ale zostało mi wdrukowane. I za każdym razem, gdy widzę jego wizerunek jako 'pomocnika', czuję, jakby ktoś podważał realność mojej krzywdy".
"To także jest odpowiedzialność wspólnoty"
Weronika w swoim tekście zauważa, że człowiek, który dopuszczał się przemocy seksualnej, nie powinien wracać do pewnych przestrzeni, "zwłaszcza jeśli jego przestępstwa polegały właśnie na manipulacji duchowej i psychicznej w relacji pomocy". Autorka listu podkreśla, że osoby będące w kryzysie są szczególnie podatne na wpływ. Z tego też względu kobieta postanowiła ostrzec przed działalnością Pawła M. Zwraca też uwagę na nagłe milczenie dominikanów w tej sprawie.
"Dominikanie mówią o odpowiedzialności, prawdzie, Ewangelii. W tej sytuacji milczenie jest komunikatem. Jasne stanowisko nie jest 'rytualnym odcięciem się'. Jest ochroną potencjalnych kolejnych ofiar. Jednocześnie wierzę, że człowiek po wyroku potrzebuje pomocy w znalezieniu bezpiecznej, nieszkodliwej drogi życia. To także jest odpowiedzialność wspólnoty" - zaznacza Weronika w "Tygodniku Powszechnym".
Jej zdaniem, przebaczenie nie polega na tym, aby pozwolić komuś znów sprawować władzę nad czyjąś kruchością, a na tym, aby stawiać granice. "Ja swoich granic już nie oddam. Umarłam kolejny raz, gdy zobaczyłam zapowiedź tego kursu. Ale mówię, bo nie chcę, by ktoś inny musiał przechodzić przez to samo. Gdzie teraz jesteście, dominikanie? Gdzie wasz głos? Gdzie jesteście, pasterze?" - kwituje na koniec.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.