Mówiono, że to przez niego przedawkowała. 15 lat później zabrał głos
Blake Fielder-Civil odniósł się do oskarżeń o przyczynienie się do śmierci Amy Winehouse. W nowym wywiadzie przyznał, że bierze odpowiedzialność za wpływ na uzależnienia artystki, jednak stanowczo sprzeciwił się obarczaniu go bezpośrednią winą za jej odejście. - Robiła to, co chciała - stwierdził.
W tym artykule:
Blisko 15 lat po śmierci Amy Winehouse jej były partner, Blake Fielder-Civil, ponownie zabrał głos i odniósł się do opinii, które od lat krążą wokół jego roli w życiu artystki. W wywiadzie podkreślił, że nie uchyla się od odpowiedzialności za swoją przeszłość, ale nie zgadza się z tym, by obarczać go całą winą za tragedię wokalistki.
"Amy miała własną wolę"
W podcaście "We Need to Talk" Blake Fielder-Civil wrócił do ocen, które pojawiły się po śmierci gwiazdy i towarzyszą mu do dziś. Zaznaczył, że ma świadomość, jak jest postrzegany, ale chciał przedstawić własną perspektywę.
- Wiem, że wiele osób, szczególnie tych, które śledziły media 20 lat temu, uważa, że śmierć Amy to moja wina. Jeśli coś zrobiłem, potrafię się do tego przyznać. Ale Amy miała własną wolę. Była bardzo silną kobietą i robiła to, co chciała, nawet jeśli wiedziała, że jej to szkodzi - powiedział.
Janusz Panasewicz rzucił alkohol. Mówi, jakie zobaczył zmiany
"Uzależniliśmy się razem"
Fielder-Civil odniósł się również do ich relacji, która przez lata budziła ogromne emocje. Nie zaprzeczył, że oboje zmagali się z uzależnieniem, jednak podkreślił, że nie był jedyną osobą odpowiedzialną za to, co się wydarzyło.
- Nie byliśmy uzależnieni, kiedy się poznaliśmy. Uzależniliśmy się razem - podkreślił w tej samej rozmowie.
Jak wspominał, ich znajomość zaczęła się na początku lat 2000. w jednym z londyńskich pubów i początkowo opierała się na bliskości oraz przyjaźni. Problemy pojawiły się z czasem, a najtrudniejszy okres w życiu wokalistki przypadł na moment, gdy przebywał w więzieniu. Wtedy - jak zaznaczył - nie miał możliwości, by jej pomóc.
- Wiedziałem, że dzieje się coś złego, ale nie mogłem jej pomóc - przyznał.
Tragiczna wiadomość "za kratami"
Artystka zmarła 23 lipca 2011 roku w wyniku zatrucia alkoholem. Fielder-Civil podkreślił, że o jej śmierci dowiedział się w więzieniu i był to dla niego ogromny wstrząs. - Spełnił się mój najgorszy koszmar. Rozpłakałem się od razu - wspominał.
Zwrócił uwagę, że nie miał szansy się z nią pożegnać, a żałobę przeżywał w izolacji, jednocześnie będąc obiektem krytyki ze strony mediów.
"To może spotkać każdego"
Dziś Fielder-Civil jest trzeźwy i stara się poukładać swoje życie na nowo. Wyraził przekonanie, że Winehouse nie chciałaby, by po latach wciąż brał na siebie całą winę za przeszłość.
- Byliśmy po prostu młodymi, uzależnionymi ludźmi. To może spotkać każdego - podsumował.
Czytaj także: "Pękło mu serce". Zapadł w śpiączkę po śmierci żony
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.