Pierwsza taka sytuacja. Ekspert o rewolucji na rynku pracy
- Istnieją dwa filary długowieczności, o których ludzie często zapominają: sen oraz poczucie celu i przynależność do społeczności. Wiele osób myśli, że potrzebuje trenera, dietetyka, idealnego planu dnia, ale to nieprawda - mówi Michael Clinton w rozmowie z Wirtualną Polską.
Aleksandra Zaborowska, dziennikarka Wirtualnej Polski: Koncept, który promujesz, jest fascynujący - ale dla wielu pewnie dalej abstrakcyjny. Mamy tradycyjny model kariery i emerytury, a ty wychodzisz z rewolucyjnym stwierdzeniem, że od teraz będziemy musieli (i chcieli!) pracować jeszcze dłużej. Jak przekonać do tego ludzi?
Michael Clinton, autor książki "Rządź swoją drugą połową życia" i twórca koncepcji "New Longevity": To świetne pytanie, a odpowiedź na nie leży u podstaw mojej obecnej działalności - poświęcam jej dużo miejsca w nowej książce "Longevity Nation". Główne założenie jest proste: żyjemy dziś znacznie dłużej, ale też zdrowiej. Jeśli cofniemy się o 100 lat, średnia długość życia w Polsce wynosiła około 46 lat. Dziś zbliża się do 80. W niektórych częściach Azji średnia długość życia kobiet wynosi już około 90 lat. Na świecie żyje obecnie około 700 tys. 100-latków, a ONZ prognozuje, że do 2100 r. może ich być około 25 milionów.
Kiedyś myśleliśmy, że wybieramy jedną karierę na całe życie, czekamy na emeryturę, a potem, gdy osiągamy 60-tkę, wszystko się kończy. Ale dziś wiemy, że osoba po 60-tce może mieć przed sobą jeszcze całe dekady życia - nawet drugie tyle, co jej dotychczasowe życie zawodowe. To zmienia myślenie, bo okazuje się, że mamy znacznie więcej czasu, niż nam się wydawało.
Będziemy żyli 120 lat? "Małymi kroczkami musimy dożyć przełomu"
Zobacz też: "Złota krew". Mają ją tylko 43 osoby na świecie
Mówisz, że możemy rozpocząć nową karierę w wieku senioralnym, ale jednocześnie zaznaczasz, że rynek pracy marnuje kapitał ludzki pracowników powyżej 50. roku życia. Dlaczego? Jakie są mity dotyczące tej grupy zawodowej?
Wiele z nich ma charakter strukturalny. Przez dekady w wielu organizacjach, gdy ktoś zbliżał się do 60. roku życia, skupiano się na pytaniu: "Jak i kiedy się go pozbędziemy?". Zamiast: "Jak go zatrzymać, wykorzystać jego mądrość, wiedzę, doświadczenie - i ewentualnie przeprojektować jego rolę?". Co więcej, dziś zmagamy z niedoborem talentów i pracowników. Jeśli duża liczba starszych specjalistów przejdzie na emeryturę, wcale niekoniecznie uda nam się wypełnić te luki młodymi pracownikami. A sztuczna inteligencja nie rozwiąże wszystkich problemów.
Istnieje jednak powszechne przekonanie, że w pewnym wieku stajemy się mniej pożądani na rynku pracy. Czy to prawda?
Posłużę się własnym doświadczeniem. Stałem na czele ogromnego wydawnictwa, głównie prasy drukowanej, kiedy nastąpiła cyfrowa rewolucja. Na początku wiele osób mówiło: "Potrzebujemy bardzo młodych ludzi, aby zrozumieć cyfryzację". I tak, młodsi specjaliści mieli biegłość w tym zakresie - ale często to starsi specjaliści najskuteczniej integrowali cyfryzację z firmą. Dlaczego? Ponieważ ucząc się rozwiązań cyfrowych, mogli powiedzieć: "Oto jak to może działać w naszym modelu. Oto jak zmienia to nasz produkt. Oto jak zmienia to nasze relacje z odbiorcami". Mieli perspektywę. Młodsi ludzie czasami nie rozumieli kontekstu.
Co więc zrobiliśmy? Staliśmy się "uczniami procesu cyfryzacji" i odnieśliśmy na tym polu sukces. Istnieje szkodliwe założenie, że jeśli jesteś po 50-tce, nie możesz już nauczyć się niczego nowego. Ostatnie dwie dekady dowodzą, że to nieprawda. Wiele osób nauczyło się rozwiązań cyfrowych i dziś sprawnie się po nich porusza. Teraz obserwujemy tę samą dynamikę w przypadku sztucznej inteligencji.
Pracowałeś z wieloma grupami wiekowymi - od stażystów po dojrzałych liderów. Mam wrażenie, że mamy tendencję do stereotypów. Na przykład zetki czy milenialsi są przedstawiani jako rozproszeni, mniej zaangażowani, mniej zorganizowani. Ja się z tym nie do końca zgadzam.
Ja też nie. Każde pokolenie jest krytykowane. Kiedy byłem młody, boomerów opisywano jako egocentrycznych. Lubimy myśleć, że każde pokolenie "powinno" mieć jakąś słabość. Teraz liczy się to, że, po raz pierwszy w historii, aż pięć pokoleń będzie ze sobą współpracować. To ogromny potencjał, który musimy dobrze wykorzystać. Starsi specjaliści wnoszą mądrość, doświadczenie, mentoring, perspektywę. Zawsze wierzyłem też w mentoring odwrotny. Kiedyś podchodziłem do 25-latków i pytałem: "Pokaż mi swoją perspektywę: czego nie widzę?". Kiedy przy stole zasiadają ludzie w różnym wieku, uzyskuje się pełniejszy obraz.
Mówisz, że jako społeczeństwo żyjemy coraz dłużej i zdrowiej - ale nie każdy jest świadom tych mechanizmów. To może banalne pytanie, ale jaki jest przepis na długowieczność?
Kluczowe jest zrozumienie, że tak naprawdę liczą się podstawy stylu życia. Genetyka to tylko fragment. Te wszystkie "sztuczki na długowieczność" są tak naprawdę dostępne dla większości ludzi. Lubię sprowadzać to do podstaw. Ruch w każdej formie: spacery, jazda na rowerze, rozciąganie. Odżywianie: więcej prawdziwego jedzenia, więcej owoców i warzyw, mądrzejsze wybory. Unikanie szkodliwych nawyków: niepalenie, wyeliminowanie nadużywania alkoholu, o narkotykach nie wspominając. I wciąż istnieją dwa filary długowieczności, o których ludzie często zapominają: sen oraz poczucie celu i przynależność do społeczności. Wiele osób myśli, że potrzebuje trenera, dietetyka, idealnego planu dnia, ale to nieprawda. Zacznijmy od tego, co podstawowe.
Ale czy da się żyć zdrowo w dzisiejszym tempie? Technologia pozwala nam pracować w dowolnym miejscu i czasie - ale też sprawia, że pracujemy więcej. Jak budować długowieczność i dobre życie, żyjąc w takim tempie i pod taką presją?
Kluczem jest równowaga, chociaż wiem, że nie jest to łatwe. Dla mnie podstawą dobrego samopoczucia zawsze będą relacje międzyludzkie. Ludzie argumentują, że możliwość pracy zdalnej oszczędza ich czas. Zasadniczo to prawda, ale głęboko wierzę, że praca w 100 proc. zdalna nie jest zdrowa - zwłaszcza jeśli ktoś jest odizolowany, nie ma wokół siebie rodziny lub partnera. Potrzebujemy prawdziwych relacji międzyludzkich, to one utrzymują nas w zdrowiu fizycznym i psychicznym.
Wypalenie zawodowe jest dziś powszechniejsze niż kiedykolwiek. Jak go uniknąć?
Widzę dziś ogromną zmianę w definiowaniu "sukcesu". Na szczęście nie wszyscy już postrzegają go jako wspinaczkę na sam szczyt i zarobienie jak największej ilości pieniędzy. To nie jest ścieżka dla każdego, bo ona wymaga ogromu poświęceń. To dobrze, że wiele osób zrozumiało, że wcale nie muszą być szefami na samym szczycie: mogą się rozwijać, mieć satysfakcjonujące kariery i jednocześnie nie tracić życia prywatnego.
Bardzo mnie cieszy, kiedy słyszę: "Jeśli mam dożyć setki i jestem zdrowy, mam jeszcze mnóstwo czasu. Nie muszę robić wszystkiego od razu". To głęboka zmiana w sposobie myślenia. Jeśli kariera może trwać 60 lat, tak naprawdę możemy mieć w całym życiu trzy różne - a nie jedną. Możesz być dziennikarką przez 20 lat, a potem zupełnie zmienić branżę - nawet dwa razy. W mojej pracy śledzę ludzi, których nazywam "re-imaginatorami". Jedna z kobiet, o której często wspominam, pracowała jako dziennikarka przez 25 lat. Po 50-tce postanowiła odejść z pracy. Wróciła na studia, została terapeutką i dziś specjalizuje się w leczeniu uzależnień od narkotyków i alkoholu.
Ale nie każdy będzie miał odwagę, by całkowicie się przeprogramować swoje życie po 40. czy 50. roku życia.
To prawda, ale nasze badania pokazują, że wiele osób, które zmieniły swoje życie, spędziło rok - lub nawet więcej - na opracowywaniu planu. Może 50 proc. to sposób myślenia i usposobienie, a pozostałe 50 proc. to planowanie. Opowiem jeszcze jedną historię: znam kobietę, która odniosła ogromny sukces na Wall Street. Ale po 50-tce powiedziała: "Nie chcę tego więcej robić". Poszła do szkoły kulinarnej. Była najstarszą osobą w swojej klasie. Dziś ma 70 lat i jest dyrektorem kulinarnym na rejsach Oceania Cruises.
To inspirujące, ale nadal ciężko mi sobie wyobrazić jej równolatków z Polski, którzy robią to samo. Wiele osób nadal uważa, że po 50-tce czy 60-tce nic już ich nie czeka, ale że są też "za starzy", żeby cokolwiek zmienić. Co byś powiedział takim osobom?
Powiedziałbym, że sami sobie narzucają ageizm (z ang. dyskryminacja ze względu na wiek). Pewne elementy dyskryminacji ze względu na wiek pochodzą z kultury - filmów, telewizji, oczekiwań społecznych. Ale dobra wiadomość jest taka, że to się zmienia. Spójrz na popularne seriale: coraz częściej widzisz starsze postacie o skomplikowanych życiorysach, które rozpoczynają życie na nowo. Umawiają się na randki, zakładają firmy, zaczynają zupełnie nowe hobby.
Michael Clinton to twórca koncepcji "New Longevity" oraz autor bestsellera "Rządź swoją drugą połową życia", w którym promuje redefiniowanie kariery i pasji po 50-tce. Wcześniej przez lata był jednym z kluczowych menedżerów w koncernie Hearst Magazines (m.in. Esquire, Harper’s Bazaar).