Nie chciała mieć dzieci. Ciążę przerywała trzykrotnie
Nina Andrycz poświęciła całe życie scenie, stając się legendą polskiego teatru. Dla aktorki praca była ważniejsza niż małżeństwo i dzieci – nigdy nie chciała zostać matką. Zmarła 31 stycznia 2014 roku w wieku 101 lat.
W czasach PRL-u Nina Andrycz była jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej kultury. Jej życie prywatne często schodziło na drugi plan wobec sceny, na której czuła się naprawdę spełniona. Już wtedy, zanim stała się gwiazdą Teatru Polskiego, wiedziała, że nie chce zostać matką, a teatr będzie jej największą miłością.
Aborcja i związki partnerskie do kosza? Stanowczy głos z PSL
Trzykrotnie dokonała aborcji
Nina Andrycz otwarcie mówiła o tym, że trzykrotnie przerwała ciążę. Pierwszy raz spodziewała się dziecka jeszcze zanim zdobyła sławę – ojcem był jej szkolny chłopak, Dymitr Dymka. Kolejne aborcje miały miejsce już w czasie małżeństwa z premierem Józefem Cyrankiewiczem, który marzył o powiększeniu rodziny.
— [Józef] oczekiwał żony oddanej, która po zajściu w ciążę urodzi chociaż jedno dziecko, on bardzo tego pragnął, ale ja już wtedy kochałam swoją pracę bardziej niż małżeństwo – prosta sprawa. Jak za drugim razem szłam na zabieg, moja mama się popłakała. Tłumaczyła mi: "Nie rób tego drugi raz. Z pierwszym zabiegiem się pogodził, ale drugiego ci nie daruje. Bo pokazujesz, że ci na nim nie zależy". Mimo wszystko pojechałam na zabieg — powiedziała w rozmowie z "Vivą".
Decyzje te prawdopodobnie przyczyniły się do rozpadu ich 21-letniego małżeństwa. Po rozwodzie aktorka nie związała się ponownie. Jak podkreślała, jej ambicją nigdy nie było bycie mężatką – najważniejszy był teatr i życie w zgodzie ze sobą.
— Nie czułam się powołana do rodzenia dzieci i wiedziałam to od zawsze, nie miałam instynktu macierzyńskiego. A gdybym urodziła dziecko nienormalne? Albo zupełnie niezdolne? Przerażało mnie to. Miałam zawsze wstręt do ciąży, za to jako aktorka bez przerwy rozmnażałam się psychicznie. Bo — jak mówi bohaterka mojej sztuki "Lustro": "Kiedy jest się naprawdę gwiazdą, to nie rodzi się dzieci, rodzi się role" — tłumaczyła w rozmowie z "Wysokimi Obcasami".
Najważniejsza była dla niej niezależność
Dla Niny Andrycz najważniejsza była niezależność i starała się przekazywać tę wartość kolejnemu pokoleniu. Krytykowała współczesne kobiety za uprzedmiotowienie i brak ambicji. — Oceniam je tak samo, jak zachowanie naszych polityków, którzy toczą niepotrzebne bitwy, zamiast znaleźć kompromis dla dobra kraju. Manuela Gretkowska opowiadała, jak młode dziewczyny pytane, co chcą w życiu robić, deklarowały zgodnym chórem, że pracować nie chcą. Wolą prowadzić dom. Mąż niech pracuje. Jakże to? Mają po 20 lat i już chcą siedzieć w domu, a przeważnie w kuchni? Co im to da — dodała w rozmowie z "Vivą".
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.