Od miesiąca prosi o aborcję. Nie jest w stanie jeść i wymiotuje krwią
Pacjentka Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie od miesiąca prosi placówkę o aborcję - ma powody medyczne, poparte odpowiednimi dokumentami. Zgody nadal nie wydano.
W tym artykule:
Historię Leli, kobiety pochodzącej z Gruzji, opisał OKO.press. Wraz z mężem mieszka w Polsce, ponieważ mężczyzna znalazł tu pracę. Jest w 15. tygodniu ciąży. Od grudnia 2025 roku, z przerwami, znajduje się w szpitalu. Cierpi na niepowściągliwe wymioty ciężarnych i nie jest w stanie jeść. Jak czytamy na portalu, 21 lutego Lela miała kolejne krwiste wymioty, które bezpośrednio są powiązane z przewlekłym zapaleniem i owrzodzeniem przełyku.
Co z ustawą o liberalizacji aborcji? "Mamy taką, a nie inną koalicję"
"Zagrożenie zdrowia lub życia"
Kobieta prosi lekarzy o aborcję. Wciąż słyszy odmowę. Oprócz problemów z przełykiem oraz cukrzycy stwierdzono u niej zaburzenia lękowe.
"Z przekazanych nam informacji wynika, że u Leli występuje wiele problemów zdrowotnych stanowiących dla niej zagrożenie. W jej dokumentacji medycznej są informacje o dekompensacji metabolicznej; ketonurii i hiperglikemii sięgającej 260 mg/dl" - podaje OKO.press.
Gruzinka jest żywiona pozajelitowo i "może jedynie zwilżać usta wodą". Wprost komunikowała psychiatrze, że chce przerwać ciążę. - W całej tej sytuacji musimy pamiętać, że przesłanką do przerwania ciąży jest zagrożenie zdrowia lub życia. Nie musi być ono bezpośrednie. Wystarczającą przesłanką jest zagrożenie pośrednie - komentuje w rozmowie z Oliwią Gęsiarz Antonina Lewandowska z Fundacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA.
Lewandowska podkreśla, że "zagrożenie może dotyczyć zarówno zdrowia fizycznego, jak i psychicznego", powołując się przy tym na ustawę oraz wytyczne Ministerstwa Zdrowia.
"Lela wymiotowała na moich oczach"
O niepokojącej sytuacji Gruzinki dowiedział się Paweł, przyjaciel Leli i jej męża, który pomaga małżeństwu. Polak został upoważniony do działania w imieniu kobiety.
- Przyjeżdżając do szpitala, nie miałem pojęcia, czego się spodziewać. Wiedziałem jedynie, że lekarze chcą wypisać Lelę do domu. Gdy dotarłem na miejsce, Lela wymiotowała na moich oczach. Nie mogła wstać z łóżka - opowiada Paweł, cytowany przez OKO.press.
Gruzinka płakała. Zwracała uwagę na bolący brzuch. Mimo tak złego stanu zdrowia, lekarze postanowili spisać zalecenia dotyczące dalszego leczenia i wypisać ciężarną do domu. W międzyczasie psychiatra zmienił diagnozę z zaburzeń lękowych na adaptacyjne. Wszystko wydarzyło się pod koniec stycznia.
Paweł interweniował po raz kolejny - zwrócił się po pomoc do FEDERY, z pomocą której stworzyli wniosek o przeprowadzenie aborcji, opisując dokładnie stan zdrowotny Leli. Kobieta w międzyczasie znów zaczęła wymiotować krwią. Gastrolog potwierdził, że przez liczne wymioty pacjentka ma owrzodzony cały przewód pokarmowy. Leków, które powinna przyjąć, nie można dawać kobietom w ciąży.
- Obowiązkiem szpitala w tej sytuacji jest ratowanie życia pacjentki. Aborcja powinna zostać wykonana najszybciej jak to możliwe – jako świadczenie ratujące życie - zaznacza Lewandowska dla OKO.press.
Szpital nie zabrał głosu
OKO.press kontaktowało się z Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym w Olsztynie oraz ze wszystkimi jego oddziałami, które liczą się w sprawie Leli. Nikt nie był w stanie zabrać głosu.
Dziennikarze wspomnianego portalu przesłali pytania w sprawie Gruzinki drogą mailową, zwracając uwagę na to, aby szpital mógł na nie odpowiedzieć, nie łamiąc prawa. Zapytano, czy prawdą jest, że w placówce "przebywa obecnie ciężarna pacjentka w stanie zagrożenia zdrowia/życia, której odmawia się przerwania ciąży", "jeżeli tak - czym spowodowane jest takie postępowanie", a także "jak wygląda procedura kwalifikowania pacjentek Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie do procedury aborcji". Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Olsztynie przesłał OKO.press odpowiedź.
"W trosce o zachowanie zasad ochrony danych osobowych, w szczególności danych dotyczących stanu zdrowia, a także w celu zapewnienia pełnej realizacji praw pacjenta, Szpital nie może przekazywać informacji dotyczących hospitalizacji konkretnej osoby ani odnosić się do okoliczności jej leczenia" - podkreślono.
W dalszej części komunikatu nie podano żadnych konkretów, powołując się na to, że mogłoby to doprowadzić "do bezpośredniej bądź pośredniej identyfikacji pacjenta bez wyraźnej podstawy prawnej". Na koniec placówka zaznaczyła, że wszelkie podejmowane decyzje medyczne w szpitalu "odbywają się każdorazowo w oparciu o obowiązujące przepisy prawa, aktualną wiedzę medyczną oraz indywidualną ocenę stanu zdrowia pacjenta, dokonywaną przez uprawniony personel medyczny".
"Postępowanie w sytuacjach zagrożenia zdrowia lub życia prowadzone jest niezwłocznie, z zachowaniem najwyższych standardów bezpieczeństwa oraz z poszanowaniem praw pacjenta" - zaznaczono na koniec.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach.